Media epatują Mariuszem T.? Bez mediów nikt by nawet nie wiedział, że wychodzi na wolność

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Witold Głowacki Bartek Syta/Polskapresse
Wszystko już jasne. Obecnie więc politycy chcą studzić groteskową atmosferę histerii, nie życzą już sobie podsycać tego niezdrowego zainteresowania. Prezydent wciąż - z troski o społeczne emocje - nie wysyła niekonstytucyjnej ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, premierowi zrobiło się niedobrze, minister i wiceminister sprawiedliwości nie mają sobie nic do zarzucenia, a szef MSW już idzie po pedofila mordercę.

To nic, że autorytet i powagę państwa ratują w tej chwili nie politycy, ale rzeszowscy sędziowie, którzy nie ugięli się pod społeczną i polityczną presją, prokuratorzy, którzy nie dali się nabrać na słynne "szczątki ludzkie", obrońca z urzędu Mariusza T., który sumiennie wykonuje swe konstytucyjne obowiązki, i policja, której udało się na razie uchronić byłego więźnia przed linczem i która - miejmy nadzieję - będzie skutecznie monitorować jego poczynania.

To nic, że nikt z ważniejszych polityków nie miał odwagi powiedzieć, jak się rzeczy mają. Że po tym, jak niedorobiona ustawa o amnestii z 1989 roku weszła w życie, nie ma już - i nie będzie - żadnego mieszczącego się w ramach obowiązującego prawa sposobu na zatrzymanie Mariusza T. i innych skazanych za PRL na śmierć w więzieniu po upływie 25 lat.

Nikt tego nie powiedział, i nie powie. Za to słyszymy właśnie zewsząd, że wszystkiemu winne są media, które Mariuszem T. epatują, na Mariusza T. szczują i Mariuszem T. straszą, robiąc wodę z mózgu nieszczęsnym obywatelom.

Guzik prawda. Bo to media - a ściśle mówiąc Piotr Pytlakowski z "Polityki" - przypomniały o tym, że zegar tyka. Że skazani na śmierć w ostatnich latach PRL wyjdą na wolność. I że wśród nich jest również Mariusz T. z całą swą niepokojącą specyfiką. Świetny, wyważony i spokojny materiał Pytlakowskiego ukazał się w marcu 2012 roku. Prawie dwa lata temu. Potem, we wrześniu tego samego roku, temat pociągnął "Newsweek", dając kontrowersyjną okładkę z headem "Bestie wychodzą na wolność".

I tylko dlatego ktokolwiek zwrócił uwagę na problem. To media go wykryły i nagłośniły. To media pytały polityków o pomysły na jego rozwiązanie. To także w mediach można było przeczytać i usłyszeć pierwsze - zrazu nieliczne - głosy rozsądku. To w końcu media pierwsze zaczęły wątpić w skuteczność ustawy zwanej "lex T.". Nic zresztą dziwnego, bo trudno o większe prawne kuriozum.

Wybaczcie Państwo, ale naprawdę nie dostaliśmy tego bubla prawnego od mediów. Dostaliśmy go od Sejmu, rządu i resortu sprawiedliwości. A od pierwszego Senatu wolnej Polski dostaliśmy słynny zapis w ustawie o amnestii, tak zbawienny dla Mariusza T. i innych skazanych na śmierć. Wtedy chodziło przynajmniej o coś ważnego - o symboliczne zerwanie z represyjnym systemem prawnym PRL. I tak warto jednak pamiętać, że na błąd i jego nieodwracalne skutki zwracał wtedy uwagę np. Lech Falandysz!

Ale teraz, pod koniec roku 2013, w pełnym komforcie demokratycznego państwa, "ustawa o bestiach" powstała z zupełnie innego powodu - dlatego że nikt nie miał odwagi stanąć przed nami i powiedzieć, że w sprawie Mariusza T. pozostaje po prostu postępowanie zgodne z prawem i konstytucją. I że Mariusz T. wyjdzie na wolność.

Wideo

Materiał oryginalny: Media epatują Mariuszem T.? Bez mediów nikt by nawet nie wiedział, że wychodzi na wolność - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie