Łódzkie baseny, po których dzisiaj pozostały już jedynie wspomnienia. ZDJĘCIA

Anna Gronczewska
W upalne dni łodzianie zawsze korzystali ze znajdujących się w ich mieście basenów. Panująca pandemia sprawiła, że nie ma na nich wielkiego tłoku. Przypomnijmy sobie łódzkie baseny i kąpieliska.Czytaj, zobacz ZDJĘCIA na kolejnych slajdach archiwum Dziennika Łódzkiego
W upalne dni łodzianie zawsze korzystali ze znajdujących się w ich mieście basenów. Panująca pandemia sprawiła, że nie ma na nich wielkiego tłoku. Przypomnijmy sobie łódzkie baseny i kąpieliska.

Jednym z tych, które przeszły do historii jest basen „Włókniarza”. Znajdował się przy ul. Milionowej. Tam, gdzie teraz mieści się Szkoła Mistrzostwa Sportowego im. Kazimierza Górskiego. Był to jeden z najstarszych odkrytych basenów w Łodzi. Zbudowano go jeszcze przed wojną i należał do Klubu Pracowników Zjednoczonych Zakładów Włókienniczych Karola Scheiblera i Ludwika Grohmana. Po wojnie jego nazwę przemianowano na Włókniarz.

- Spędzając czas na tym basenie można było spotkać piłkarzy Włókniarza, którzy byli wtedy moimi idolami, bo sam trenowałem piłkę w tym klubie - wspomina Wacław Pawlik, 67-letni dziś łodzianin.

Basen „Włókniarza” był czynny do końca lat osiemdziesiątych. Ostatecznie basen zakopano pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Dziś w tym miejscu jest boisko SMS ze sztuczną trawą.

Łódzkie baseny, po których dzisiaj pozostały już jedynie wsp...

Mało już kto pewnie pamięta, że swój basen miał też Łódzki Klub Sportowy. Przez wiele lat był najpopularniejszą pływalnią w Łodzi. Jej historia rozpoczyna się jeszcze w latach dwudziestych minionego wieku. W 1927 roku ŁKS otrzymał od Państwowego Urzędu Wychowania Fizycznego 40 tysięcy złotych na budowę basenu. Miał on powstać w parku sportowym przy al. Unii i mieć 50 metrów długości oraz 20 metrów szerokości. Pojawił się jednak pewien problem. Nie było w Polsce specjalistów zajmujących się budową pływalni. O pomoc poproszono Alfreda Hajosa z Budapesztu, byłego węgierskiego pływaka, złotego medalistę olimpijskiego z Aten z 1896 roku. Po zakończeniu kariery sportowej Hajos został architektem. Był między innymi autorem projektu kompleksu basenów na Wyspie Świętej Małgorzaty w Budapeszcie.

Alfred Hajos zgodził się zaprojektować pływalnię ŁKS. W 1929 roku była już prawie gotowa Potem zainstalowano pompę wodną i ustawiono 32 kabiny, które służyły za przebieralnie. Po dwóch latach, w 1931 roku, ustawiono wieżę, a wokół niej rozsypano piasek, przez co pływalnia wzbogaciła się o plażę. Obliczono, że koszt budowy basenu Łódzkiego Klubu Sportowego wyniósł blisko 180 tysięcy złotych. Był to jeden z najnowocześniejszych obiektów sportowych w przedwojennej Polsce.

Przez wiele lat na basenie tym trenowali pływacy Łódzkiego Klubu Sportowego. Ale od 1955 roku pływalnia ta służyła do celów rekreacyjnych. Dziś pozostaje tylko we wspomnieniach. Basen zamknięto w 1978 roku. Wiązało to się z tym, że planowano rozbudowę ul. Karolewskiej. Ale przetrwał jeszcze pięć lat. Ostatecznie zakopano go w 1983 roku.- Basen znajdował się w miejscu, gdzie potem były korty tenisowe - wyjaśnia Kazimierz Filipski, wierny kibic ŁKS.

ZOBACZ KONIECZNIE

Niemal w tym samym czasie, gdy basen Łódzkiego Klubu Sportowego kończył życie, łodzianie cieszyli się z nowej inwestycji. Powstała niedaleko, przy al. Unii Lubelskiej, na skraju parku Zdrowie. Decyzję o budowie obiektu podjęto w pierwszej połowie lata siedemdziesiątych XX wieku. Wznosiło go kilkanaście firm. Między innymi Instal, Łódzkie Przedsiębiorstwo Robót Inżynieryjnych, Chemobudowa, Uniprot. Prace podzielono na kilka etapów. Najpierw uzbrojono teren. Zbudowano budynek, w którym znajdowały się szatnie, a nad nim taras widokowy, na którym potem bardzo chętnie opalały się zwłaszcza panie. Postawiono też gmach, w którym uzdatniano wodę. Potem przyszedł czas na baseny. W jednym miejscu wybudowano cztery. Dla łodzian było to coś niewyobrażalnego. Wszystkie miały dno pomalowane na niebiesko.

- Gdy szłam na „Falę” to miałam wrażenie, że leżę nad Bałykiem, tak to pięknie wyglądało - wspomina ponad 55-letnia dziś Małgorzata Dobrowolska, łódzka nauczycielka. - Byłam jeszcze dziewczynką, nie miałam swoich pieniędzy, a bilety kosztowały. Musiałam zawsze uprosić rodziców, by dali mi parę groszy. Wtedy szłam na „Falę” z koleżankami. Miałam niedaleko, bo mieszkałam przy ulicy 1 Maja.

Już latem 1976 roku łodzianie mogli kąpać się w nowych basenach. Uroczyste otwarcie miało miejsce 19 czerwca 1976 roku, w sobotę. Przybyli na nie niemal wszyscy łódzcy notable. Był Bolesław Koperski, I sekretarz Komitetu Łódzkiego PZPR, Jerzy Lorens, prezydent Łodzi, naczelnicy dzielnic. Inaugurację kompleksu basenów uświetniły gwiazdy polskiej estrady. Śpiewała Joanna Rawik, Jacek Lech, Stenia Kozłowska. Pojawił się też słynny Janosik, czyli Marek Perepeczko.

- Było tłoczno, wesoło, przyjemnie - tak relacjonował to wydarzenie dziennikarz łódzkiego tygodnika „Odgłosy”. - Nie było upalnie, nie było gorąco, ale nie było deszczu i nie było zimno. Łodzianie skorzystali też z pierwszej kąpieli na Fali. Był taki tłok, że trudno było pływać, ludzie wypełnili wszystkie baseny.

Stałymi bywalcami „Fali” byli piłkarze Łódzkiego Klubu Sportowego. - Lubiliśmy po treningu iść do znajdującego się na Zdrowiu wesołego miasteczka i właśnie na „Falę” - opowiada Jan Tomaszewski, były bramkarz ŁKS i reprezentacji Polski, - „Fala” stanowiła niesamowitą atrakcję. Chodziliśmy tam popływać i nie tylko... Można było się tam odprężyć psychicznie i fizycznie.

Kąpielisko „Fala” zajmowało siedem hektarów powierzchni. I mogło pomieścić cztery tysiące osób. - Obiekt ten powstał wspólnym wysiłkiem łódzkiego społeczeństwa, pracowały tu załogi zakładów pracy, duży wkład wnieśli żołnierze polscy i radzieccy, łódzka młodzież i indywidualni, bezimienni ludzie dobrej pracy - pisał po otwarciu kąpieliska dziennikarz „Głosu Robotniczego”. - Powiedzieć można - sami sobie zafundowaliśmy jeden z piękniejszych obiektów rekreacyjnych, wykazując jak wiele uczynić można dobrą robotą, społeczną ofiarnością, zaangażowaniem.

Było to naprawdę wielkie wydarzenie. Ci, którym udało się wejść na „Falę” opowiadali potem rodzinie, znajomym, że tak pięknych basenów jeszcze nie widzieli.

- Jeden z basenów o wymiarach olimpijskich, czyli pięćdziesiąt na dwadzieścia jeden metrów ma głębokość metr dziewięćdziesiąt, drugi (czterdzieści na czterdzieści metrów) posiada głębokość od osiemdziesięciu do stu sześćdziesięciu centymetrów, trzeci (trzydzieści na czterdzieści metrów) o podobnej głębokości i czwarty (trzydzieści na czterdzieści centymetrów) głęboki na metr pięćdziesiąt - tak opisywano „Falę” w „Dzienniku Łódzkim”. - Woda w basenach w ciągu 20 godzin wymieniona zostanie pięciokrotnie. Temperaturę można regulować w zależności od pogody. Dla dzieci przeznaczone są trzy brodziki. W jednym zainstalowano karuzelę wodną, w drugim zjeżdżalnię, a w trzecim z fontanną odbywać się będą zabawy i gry. Z myślą o dzieciach zorganizowano także plac zabaw z wszystkimi urządzeniami. Jest tu nawet koń na biegunach.

Wypoczynek na tym kąpielisku nie był jednak tani. Zwykły bilet kosztował 10 zł. Młodzież i dzieci płaciły o połowę mnie. Bilety dla najmłodszych, a więc do siedmiu lat kosztowały 3 złote.

W upalne dni trudno było się dostać do środka. Do kas ustawiały się kolejki. Podobno nie raz, zwłaszcza w weekendy, sięgały al. Unii.

- Raz to nawet stałem z godzinę - mówi Jarosław Pawelec, inżynier, który przyznaje, że latem spędzał wiele godzin na tym basenie. - Można było się wykąpać, popatrzeć na piękne dziewczyny, których tam nie brakowało. Opalały się na tarasie...

Były dwie budki - w jednej sprzedawano frytki, a drugiej lody. - Tam też stało się w długich kolejkach, ale do dziś czuję smak tych frytek! - śmieje się Jarek. - Były też boiska do siatkówki, badmintona.

Na stronie basen.lodz.pl można przeczytać wspomnienia innych łodzian związane z tym zespołem basenów. Jeden z nich wspomina basenowe brodziki.

- Jeszcze w czasie ich świetności sam się w nich pluskałem - przypomina. - Właściwie to był jeden brodzik i karuzela wodna dla maluszków. Szło się tam aleją pomiędzy basenem olimpijskim a dwoma innymi basenami. Żeby tam dojść trzeba było przejść przez budynek gospodarczy ze smażalnią rybek i inne takie rzeczy. Projekt dawnej „Fali” był dobrze przemyślany jednak zrobiony w czasach PRL-u i część surowców prawdopodobnie poszło za gorzałę na domki prywatne. I dlatego nasza kochana „Fala” się rozwaliła. Jeszcze pamiętam jak pięknie pachniały frytki i placuszki ziemniaczane w smażalni. A po kilku godzinach w wodzie z fioletowymi wargami i trzęsącym się ciałem tak wszystko smakowało!

Krzysztof Jagiełło, były prezydent Łodzi był kierownikiem „Fali” już w jej ostatnim okresie, a więc od 1990 do 1993 roku. Przypomina, że przez długi czas było to drugie takie kąpielisko w Polsce. Jeśli wzięło się pod uwagę wielkość terenu, basenów.

- „Fala” stanowiła kiedyś część Łódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku - mówił nam Krzysztof Jagiełło. - Podobny park znajdował się na południu Polski, w Chorzowie. Był to Chorzowski Park Kultury i Rozrywki. Oba były położone w naturalnych leśnych terenach.

„Fala” rozciągnięta była na kilku hektarach położonych w parku „Zdrowie”. To sprawiało pewien problem. Bywało, że ktoś przedostawał się przez płot, na skróty, omijając kasę dostawał się na teren obiektu. Robiły to głównie dzieci, młodzież szkolna.

- Gdy chodziło o dzieci to patrzyliśmy na to trochę z przymrużeniem oka - wspominał Krzysztof Jagiełło. - Wiadomo, że większość naszych gości przechodziło przez kasy. Zawsze była jednak grupa dzieci z biednych rodzin, których nie stać było na bilet. Tak sobie radzili...

Bywały weekendy, że w słoneczne, letnie dni, że „Fala” gościła 15 tysięcy ludzi. Co prawda była przeznaczona dla znacznie mniejszej liczby gości, ale wszyscy się zmieścili.

Największą atrakcją była oczywiście sztuczna fala. - Mieliśmy urządzenie mechaniczne, które wytwarzało sztuczną falę - tłumaczył pan Krzysztof. - Była to taka namiastka Bałtyku w Łodzi.

Gdy dopisywała pogoda, „Falę” otwierano już w maju i kąpano się w niej do września. Bywały jednak lata, gdy czynna była dopiero po połowie czerwca. - Kiedy nie było słońca, pogoda była kiepska to ludzie tylko pływali, nie było tych, którzy chcieli się poopalać, odpocząć na słońcu - wyjaśniał były kierownik „Fali”.- Nie zapominajmy, że był to obiekt sezonowy. Był czynny przez trzy-cztery miesiące, a nie przez cały rok. Po sezonie nasi pracownicy techniczni dokonywali konserwacji, przeglądów, usuwali awarie.

Krzysztof Jagiełło zauważa, że przy al. Unii stał budynek, w którym mieściła się stacja uzdatniania wody. - Tam znajdowały się wszystkie pompy, dzięki którym woda dopływała do basenów - tłumaczy. - To była prawdziwa mała fabryka. Mogła uzdatnić wodę dla osiedla mieszkaniowego. Kontrolował ją sanepid, codziennie pobierał próbki. Muszę przyznać, że nie mieliśmy przypadków zatruć.

Na „Fali” organizowano festyny, koncerty, imprezy sportowe. Grał tam zespół Dżem, śpiewał Andrzej Rosiewicz. Bywało, że nad kąpieliskiem latał samolot i rozrzucał kulki z numerami. Szczęśliwcy mogli wygrać różne gadżety, a nawet rower.

Wybierano Miss Lata, ale też Miss Natura, a na początku lat dziewięćdziesiątych Miss Mokrego Podkoszulka. „Fala” stała się miejscem spotkań łódzkich naturystów.

- Mieli miejsce na tarasie widokowym, który znajdował się nad basenem ze sztuczną falą- opowiadał Krzysztof Jagiełło. - Taras był ogrodzony... Nie był duży, ale zawsze pełny.

Wybory Miss Lata w 1987 roku relacjonował „Ekspress Ilustrowany”. Impreza miała miejsce podczas tradycyjnej niedzieli z „Expressem” na „Fali”. Brało w niej udział ponad trzy tysiące łodzian. Do konkursu zgłosiło się blisko czterdzieści pań. Podawano, że w jury konkursu zasiedli: Joanna Śledzicka - wicemiss Polonia, Ewa Cynkier - przedstawicielka biura podróży Wojciecha Marzyńskiego, Stanisław Kobyliński - wilk morski, zdobywca oceanów, prezes Ligi Morskiej, Krzysztof Drzewiecki - reżyser, Edward Marciniak - dziennikarz ośrodka TVP w Łodzi, Julian Beck - dziennikarz Expressu. Podczas tej imprezy gości zabawiała kapela Bałuciarze. Podkreślano, że wszystkie panie, które zgłosiły się do konkursu były bardzo ładne. Ostatecznie Miss Lata 1987 została 23-letnia Jolanta Stopa, pielęgniarka ze szpitala dziecięcego przy ul. Spornej. Drugie miejsce przypadło 19-letniej Annie Jankowskiej, a trzecie Agnieszce Kędziorze, uczennicy XXVI LO w Łodzi.

Na początku lat dziewięćdziesiątych „Fala” pożegnała się z łodzianami.

- Zadecydowały problemy techniczne - mówił nam Krzysztof Jagiełło. - Chodzi o budynek, w którym znajdowały się szatnie, pomieszczenia socjalne, sanitarne. Nad nim znajdował się taras widokowy. Miał 150 metrów długości i 25 metrów szerokości. Niestety, już w latach osiemdziesiątych ten taras zaczął przeciekać.

Postanowiono go wyremontować. Ktoś wpadł na pomysł, by go uszczelnić wylewając warstwę betonu. Czas pokazał, że nie był to zbyt trafiony pomysł. Warstwa betonu była za ciężka.

- Zaczęła wgniatać ten budynek w ziemię - wspominał Krzysztof Jagiełło. - Pękały ściany nośne. Gdy byłem kierownikiem obiektu próbowaliśmy ratować ten budynek stawiając stemple. Nie było jednak pieniędzy, na przykład unijnych, by dokonać remontu. Budynek groził zawaleniem. Mój następca podjął decyzję o zamknięciu obiektu na najbliższy sezon. Teraz mamy piękny aquapark, może być dumą miasta. Ale z naszej starej „Fali” też byliśmy dumni. Był to kultowy obiekt!

Dziś po starej „Fali” nie ma śladu. Przez wiele lat mieszkańcy miasta z rozpaczą patrzyli na rozpadające się mury. Ostatecznie, już w dwudziestym pierwszym wieku, zostały rozebrane. W tym miejscu zaczęto budować nowoczesny aquapark. Nową „Falę” otwarto w styczniu 2008 roku. Obiekt ma 10 hektarów powierzchni, z czego 2,5 tysiąca metrów kwadratowych zajmuje woda. Są też sztuczne palmy, baseny w wewnątrz i na zewnątrz. Nie może też zabraknąć sztucznej fali... Jest wiele zjeżdżalni, nie brakuje saun.

Nie ma już śladu po basenie „Olimpii”, który znajdował się niemal w centrum miasta, blisko południowej części ul. Piotrkowskiej. W tym miejscu stoi biurowiec firmy informatycznej Ericpol.

- Nie raz kąpałam się na tym basenie - przypomina Jadwiga Kowalczyk, mieszkanka ul. Abramowskiego. - Brałam dzieci i w ładne dni szliśmy tam się kąpać. Szkoda, że już nie ma tego basenu. Dzieciaki z okolicy, tu ze Śródmieścia, nie szwendały się latem po ulicach i bramach, tylko szły na basen.

Basen „Budowlanych”, przy ul. Brukowej też już przeszedł do historii. Pozostał jeszcze po nim dół i zdewastowany wokół teren.

- A był to chyba najładniej położony łódzki basen - twierdzi Marek Jakubowicz, 60-letni inżynier z Łodzi. - Cały wśród zieleni. Gdzie człowiek nie spojrzał, to widział drzewa. Szkoda, że nie jest już czynny.

Dużą popularnością cieszył się basen „Anilany” przy ul. Sobolowej na łódzkim Widzewie. Było to jedno z najpopularniejszych kąpielisk w mieście.

- Pamiętam, że w latach siedemdziesiątych przychodziło na ten basen tak dużo ludzi, że nie było gdzie rozłożyć koca- dodaje Marek Jakubowicz.

Polak czempionem UFC

Wideo

Materiał oryginalny: Łódzkie baseny, po których dzisiaj pozostały już jedynie wspomnienia. ZDJĘCIA - Dziennik Łódzki

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

x
xenomorph

A gdzie się w tym artykule podział basen Budowlanych na ul. Brukowej? Rozumiem, że on nadal istnieje...fajnie.

Dodaj ogłoszenie