Łodzianie masowo oddają kocięta do schroniska przy ul. Marmurowej. W kociarni mieszka ponad 100 kotów

Agnieszka Jedlińska
Agnieszka Jedlińska
W schronisku dla bezdomnych zwierząt przy ul. Marmurowej w Łodzi wstrzymano przyjmowanie kotów. To dlatego, że kociarnia jest przepełniona. Winę za to ponoszą łodzianie, którzy przywożą do placówki całe mioty wolno bytujących kotów. W trosce o ich los wyłapują maluchy i odwożą je do schroniska lub wzywają Animal Patrol straży miejskiej. Tymczasem młode koty mają prawo żyć na wolności i dadzą sobie świetnie radę w naturze. Wsparcia wymagają jedynie zimą.

Większość to działkowcy z Rodzinnych Ogrodów Działkowych, które działają na terenie miasta. Przez sezon dokarmiają koty, uczą je tego, że miska jest zawsze pełna. A kiedy kończą sezon, wracają do domów uważają, że biedne kotki potrzebują opieki w schronisku. Tymczasem one powinny żyć na wolności - tłumaczy Marta Olesińska, dyrektor schroniska dla bezdomnych zwierząt.

Maluchy plączące się po parku, podwórku kamienicy, czy po ogródkach działkowych to koty pół dzikie, które kocia matka wychowuje tak, by potrafiły polować. Dzięki temu w mieście jest mniej szczurów, myszy, gołębi, czy nornic (w ogrodach). Wolno bytujące koty wymagają wsparcia w trakcie upałów (stały dostęp do wody) i zimą (regularne dokarmianie i ustawianie ocieplanych budek). Koty mają prawo żyć na wolności w naszym sąsiedztwie. Przewidują to również regulacje prawne. Wydział Ochrony Środowiska i Rolnictwa zapewnia kotom wolno bytującym karmę, zabiegi sterylizacji i kastracji, by nie rozmnażały się ponad miarę a także specjalne, ocieplane budki, w których koty mogą się schować zimą. Po pomoc można się też zwracać do organizacji pozarządowych, które społecznie zajmują się niesieniem pomocy i wsparcia kotom nieudomowionym.

Zgodnie z art. 21 Ustawy o Ochronie Zwierząt: „Zwierzęta wolno żyjące stanowią dobro ogólnonarodowe i powinny mieć zapewnione warunki rozwoju i swobodnego bytu (...)".

Niestety łodzianie nie rozumieją, że młode koty bez matki mogą już być samodzielnymi czworonogami, a na pewno pomaganiem nie jest odławianie dzikich kotów. Wyłapywanie kotów wolno żyjących i umieszczanie ich w schroniskach jest łamaniem prawa
i przykładem krótkowzroczności. Kiedy próbuję to tłumaczyć spotykam się z agresją i zarzutami, że nie chcemy pomóc, a nam kociarnia pęka w szwach - dodaje Marta Olesińska.

Zabierając koty z działki do schroniska warto pomyśleć, że w kociarni powinno być miejsce przede wszystkim dla kotów rannych w wypadkach, osamotnionych po śmierci opiekuna, czy zabranych w ramach interwencji. To nie jest miejsce dla kociąt z miotów kotek wolno bytujących. Wszystkie koty ze schroniska czekają na prawdziwe domy. Są wykastrowane, zaczipowane, zaszczepione i odrobaczone. Są w wieku od 8 tygodni do kilku miesięcy. Takich młodych kotów na adopcję czeka ponad 50, czyli połowę wszystkich kocich mieszkańców placówki.

Oto co na ten temat mówi Główny lekarz weterynarii (zaczerpnięte ze strony Biura Ochrony Zwierząt, pismo dla Fundacji For Animals:
„(…) Koty w przeciwieństwie do psów, dobrze radzą sobie w miastach i nie stanowią takiego zagrożenia dla ludzi jak psy pozostające bez odpowiedniego dozoru. W związku z powyższym odławianie kotów i umieszczanie ich w schroniskach dla bezdomnych zwierząt nie jest działaniem, które może przynieść korzyść zwierzętom. Koty żyjące od urodzenia na wolności z trudem przystosowują się do warunków życia w schronisku. Schroniska powinny być miejscem, gdzie opiekę znajdują takie zwierzęta, które NIE są przystosowane do życia bez ścisłej opieki człowieka".

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Kajakiem pływał wśród rekinów - zobacz wywiad z Janem Skwarą

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Malina Czarnawa
5 września, 10:18, Kolo:

Sporo nieścisłości i kłamstw jest w tym artykule.. Schronisko NIE przyjmuje zwierząt właścicielskich a takimi są " spadki " po zmarłych, większość kotów jest w domach tymczasowych u wolontariuszy. Dobrze, że koty są przywożone do schroniska, tam powinny być kastrowane. Twierdzenie, że kociaki " doskonale " sobie poradzą bez opieki to już jest bzdura! To nie jest dziki gatunek ale udomowiony! Jedyne co je czeka, to śmierć na drodze , otrucie przy deratyzacji, szczucie psami..

W pełni się zgadzam. Brak empatii i chęci do roboty.

M
Malina Czarnawa
Większość kotów działkowych to podrzutki, którymi nikt się nie zajmuje, nie sterylizuje, nie leczy. Urzędnicy nie wypełniają w tym zakresie swoich ustawowych obowiązków. Na ogół są to koty domowe, porzucone, które przepłacają własnym życiem lenistwo decydentów. Małe kociaki mają szansę na adopcję i normalny dom, dlatego powinny być przyjmowane do miejskich schronisk, bo są utrzymywane z naszych podatków. Shroniska powinny prowadzić kampanię promującą adopcje, a nie jedynie wyręczać się darmową siłą roboczą, jaką są wolontariusze. Ja nie noszę znalezionych kociaków do publicznych schronisk, bo wam nie ufam, ale samodzielnie udało mi się znaleźć domy dla kilkunastu zwierzaków w ciągu dwóch tygodni. A wy jaki macie wynik? Ile kotów zostało wykastrowanych na tych działkach. Ile kotów byłoby w przyszłym roku od tych stu pozostawionych na ulicy ? Tysiąc, a może więcej?
K
Kolo
Sporo nieścisłości i kłamstw jest w tym artykule.. Schronisko NIE przyjmuje zwierząt właścicielskich a takimi są " spadki " po zmarłych, większość kotów jest w domach tymczasowych u wolontariuszy. Dobrze, że koty są przywożone do schroniska, tam powinny być kastrowane. Twierdzenie, że kociaki " doskonale " sobie poradzą bez opieki to już jest bzdura! To nie jest dziki gatunek ale udomowiony! Jedyne co je czeka, to śmierć na drodze , otrucie przy deratyzacji, szczucie psami..
G
Gość
szkoda, że pani dziennikarka nie zadała sobie trudu, by wyjaśnić, skąd nagle z tym roku taka ilosć kotów. Jakoś do 2019 takich problemów nie było. Szkoda, że nie powiązała tej ilości z faktem braku tzw sterylizacji miejskich przez cały 2020 i do maja 2021. 50 kotów w schronisku? W znanej mi fundacji jest ich prawie setka, znam prywatne osoby opiekujące się gromadkami po 20-30 kotów - we władnych domach. Szkoda, że pani dziennikarka nie porozmawiała z wywołanymi do tablicy oprganizacjami prorządowymi. To wolontariusze, a nie etatowi pracownicy jak w schronisku czy AP. Oprócz opieki nad kotami muszą zdobywać tę opiekę środki - proszę porównać budżet dowolnej fuindacji i schroniska i ilość zwierzaków pod opieką w obu. A zwalanie winy za ogromną ilość kociaków na działkowiczów - to naprawdę śmiech pusty.
Wróć na expressilustrowany.pl Express Ilustrowany
Dodaj ogłoszenie