Łódź w czasach I wojny światowej, Jak wyglądało wtedy życie w naszym mieście?

Anna Gronczewska
W listopadzie 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, ale skończyła się też I wojna światowa. Była dla łodzian bardzo trudnym okresem. Panował głód, epidemie. Ludzie uciekali z miasta. Ale jeszcze wtedy nie przypuszczali, że jeszcze gorsze czasy nadejdą niemal 20 lat później. Jak wyglądało życie w Łodzi podczas I wojny światowej?CZYTAJ DALEJ>>>
W listopadzie 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, ale skończyła się też I wojna światowa. Była dla łodzian bardzo trudnym okresem. Panował głód, epidemie. Ludzie uciekali z miasta. Ale jeszcze wtedy nie przypuszczali, że jeszcze gorsze czasy nadejdą niemal 20 lat później. Jak wyglądało życie w Łodzi podczas I wojny światowej?CZYTAJ DALEJ>>>archiwum Dziennika Łódzkiego
W listopadzie 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, ale skończyła się też I wojna światowa. Była dla łodzian bardzo trudnym okresem. Panował głód, epidemie. Ludzie uciekali z miasta. Ale jeszcze wtedy nie przypuszczali, że jeszcze gorsze czasy nadejdą niemal 20 lat później. Jak wyglądało życie w Łodzi podczas I wojny światowej?

Łódź w 1914. Rabunkowa polityka Niemców

Kiedy wybuchła wojna Łódź znajdowała się pod zaborem rosyjskim. Jednak w grudniu 1914 roku zajęli ją Niemcy. Zaczęli traktować miasto jako swoje zaplecze. Prowadzili rabunkową politykę. Ale za nim wkroczyli tu niemieccy żołnierze, w okolicach Łodzi rozegrała się jedna z największych bitew na froncie wschodnim podczas I Wojny Światowej. Do historii przeszła jako Operacja Łódzka, nazwana też Bitwą Łódzką. Mimo że walki miały miejsce głównie wokół miasta, Łódź też ucierpiała.

Już 18 listopada 1914 roku zaczęły dobiegać odgłosy wystrzałów z armat, zatrzęsły się mury łódzkich kamienic. Na niebie zobaczono samoloty. Ale piekło zaczęło się kilka dni później, 21 listopada. Wtedy to Niemcy zaczęli ostrzeliwać Łódź z armat. Zrzucali też z samolotów granaty. Pierwsze pociski spadły na Bałuty. Mieszkańcy Bałut, które wtedy jeszcze nie należały do Łodzi, zaczęli uciekać w kierunku centrum. Tu też nad niebem krążyły samoloty zrzucające pociski. We wszystkich większych budynkach zaczęto tworzyć szpitale. Przywożono tam rannych Rosjan, Niemców. Obliczono, że przebywało w nich około 35 tysięcy osób.
Niemiecka artyleria ustawiona została m.in w okolicach dzisiejszego cmentarza na Zarzewie. Gdy miano bombardować Żabieniec i Kochanówkę, to mieszkańców tych rejonów też ewakuowano do centrum. Podczas Bitwy Łódzkiej w Łodzi zamieszkało wielu rosyjskich oficerów, którzy rano dojeżdżali tramwajami na front znajdujący się na obrzeżach miasta.

Niemcy się wycofują, wchodzą Rosjanie

Około 25 listopada 1914 roku kanonada ucichła. Niemcy się wycofali. Na ulicach Łodzi pojawiły się rosyjskie oddziały. A wraz z nimi około 20 tysięcy jeńców niemieckich. Prowadzili ich ulicami miasta. Wydawało się, że działania wojenne na razie się skończył. Ale nagle, 30 listopada, Niemcy znów zaatakowali Łódź. Na miasto spadły kolejne pociski. Między innymi na dzisiejsze ulice: Sienkiewicza, Traugutta, Tuwima, Narutowicza, Piotrkowską, al. Kościuszki. Jak potem wspominali świadkowie tamtych wydarzeń w całej Łodzi nie znalazło się kamienicy bez zbitej szyby. Łodzianie chronili się w piwnicach. Oblicza się, że na skutek tych działań wojennych śmierć poniosło około 200 cywilów.. Zniszczono wiele budynków. Ucierpiały zwłaszcza łódzkie dworce – Fabryczny i Kaliski. Na zdjęciach łódzkiego fotografa Michała Daszewskiego można zobaczyć zniszczony budynek sierocińca w Kałach Ucierpiała farbiarnia tkanin będąca częścią fabryki Izraela Poznańskiego czy mieszkanie przy ul. Zgierskiej 25, a także domek tkacza na ul. Piotrkowskiej. Bitwę Łódzką w „Polskich Kwiatach” opisywał Julian Tuwim.

Powrót Niemców. Nie witano ich jak bohaterów

6 grudnia 1914 roku do Łodzi ponownie weszli Niemcy. Nie przywitano ich jak bohaterów. Nawet przez mieszkających tutaj łodzian narodowości niemieckiej. Przez wiele lat starali się być lojalni wobec cara. Sytuacja w Łodzi była dosyć skomplikowana. Już w październiku, gdy Niemcy pierwszy raz zajęli miasto, pojawili się tu legioniści. Przywitały ich rosyjskie flagi. Łódź świętowała tzw. galówkę, czyli urodziny carskiego syna Michała. Polacy nie za bardzo wiedzieli jak zachować się w stosunku do legionistów. Opisuje to w jednej ze swoich książek Andrzej Strug. Gdy przychodzi do ciotki, siostry matki w mundurze legionisty, ta blednie na jego widok. Wujek, znany łódzki adwokat mówi: Jesteś pruskim najemnikiem, wynoś się stąd! Podobne okrzyki witały legionistów, gdy wchodzili do Łodzi. Dopiero w czasie spotkania z łodzianami, które miało miejsce w teatrze, jeden z legionistów, prosty żołnierz zaczął pytać: Modliliście się o wolną Polskę, o wojnę światową, która tę wolność przyniesie, walczyli w powstaniach, a teraz kiedy jest okazja tak się zachowujecie? To zmieniło stosunek łodzian do legionistów. Opuścili oni miasto przed Operacją Łódzką. W czasie działań wojennych powołano w Łodzi Komitet Obywatelski. W jego w skład weszli m.in intelektualiści, fabrykanci. Porządku pilnowała Milicja Obywatelska do której należało 10 tysięcy ludzi.

Okupacja i kartki na żywność

Rozpoczęła się niemiecka okupacja. Czas I wojny światowej był dla łodzian bardzo trudny. Panował głód, chłód. W mieście brakowało opału, żywności. Artykuły żywnościowe pojawiały się w sklepach, na straganach, ale były tak drogie, że niewiele osób było stać, by je kupić.

- Wprowadzono kartki na żywność, ale tylko na podstawowe artykuły: chleb, mąkę, cukier – opowiadał nam Mirosław Jaskulski, historyk, wieloletni pracownik Muzeum Miasta Łodzi. - Zachowało się do dziś wiele niewykorzystanych kartek żywnościowych z tamtych czasów. To znaczy, że wiele osób nie miało pieniędzy, by te kartki zrealizować.

Zdaniem Konrada Czernielewskiego, starszego kustosz Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi .okupacja niemiecka w czasie pierwszej wojny światowej wyglądała zupełnie inaczej niż w czasie drugiej wojny.

- Zdarzały się egzekucje, m.in za sabotaż, szpiegostwo, działanie w konspiracyjnej organizacji, posiadanie broni, ale nie na taką skalę jak podczas okupacji hitlerowskiej.- dodaje Konrad Czernielewski. - Terror wobec Polaków zelżał, gdy okazało że Niemcy potrzebują mięsa armatniego. Świadczy o tym Świadczy o tym słynny akt z 5 listopada 1916 zapowiadający odbudowanie Polski pod protektoratem Niemiec i Austro-Węgier. Miał tylko jeden cel: ściągnąć polskiego żołnierza do niemieckiej armii. Wiadomo, że Polacy się jednak na to nie zgodzili. Nastąpił słynny kryzys przysięgowy, aresztowanie Józefa Piłsudskiego, internowanie legionistów będących obywatelami rosyjskimi.

Życie straciło kilkanaście tysięcy łodzian

Nikt nie obliczał ile osób zmarło podczas I wojny światowej w Łodzi z powodu chorób, głodu. Ale można przypuszczać, że życie straciło kilkanaście tysięcy łodzian. Często notowano na ulicach zasłabnięcia, zwykle kończące się śmiercią. Przyczyną tych zasłabnięć był zwykle głód, wycieńczenie organizmu. Panowały też epidemie ospy, tyfusu, cholery.

- Niemcy dbali głównie o armię i niemiecka ludność, Polacy ich specjalnie nie interesowali – mówi Mirosław Jaskulski.
Na początku wojny Łódź liczyła około 600 tysięcy mieszkańców. Pod jej koniec zmniejszyła się do 342 tysięcy.

- Łódź była miastem przemysłowym, produkującym w dużej mierze na potrzeby Rosji. - mówi dr Tadeusz Bogalecki, łódzki historyk. - Po wybuchu wojny ten przemysł stanął. Nie było możliwości, ani sensu kontynuowania produkcji. Produkowano tylko dla potrzeb armii niemieckiej. Od 1915 roku, gdy Niemcom brakowało metali kolorowych do produkcji broni, amunicji to zaczęli wyciągać ten metal z maszyn, które były w łódzkich fabrykach. To, że przemysł w zasadzie nie funkcjonował sprawiło, że ludzie zaczęli opuszczać Łódź. Wracali na wieś, do miejscowości z których pochodzili, by przeżyć. Warunki życia w mieście były bardzo ciężkie. Brakowało opału.

Wycięto drzewa w parkach przez brak opał

u
Brak opału sprawił, że w czasie wojny zniknęły z Łodzi niemal wszystkie drzewa z parków, okolicznych lasów. Wycięto je na opał.

- Zniknęły drewniane krzyże, ogrodzenia – opowiadał nam Mirosław Jaskulski. - Niektóre ulice były wykładane drewnianą kostką. Ją też wyrywano. Niemcy ścigali łodzian za takie działania. Jednak potem zajmowała się tym milicja Komitetu Obywatelskiego. I przymykała często na to oko.

Łódzki przemysł przestał w zasadzie funkcjonować. Fabryki pracowały na potrzeby armii. Niemcy rekwirowali wszystko co się dało. A więc wełnę, bawełnę, nawet szmaty. Przemysłowcy nie chcieli początkowo iść im na rękę, ale zostali do tego zmuszeni. Potem Niemcom zaczęto brakować surowców kolorowych do produkcji broni, amunicji. Rozpoczęli więc demontaż urządzeń przemysłowych, wyciągać z nich metale kolorowe. Szacuje się, że podczas okupacji niemieckiej straty przemysłu łódzkiego wyniosły około 170 milionów rubli w złocie! Była to ogromna suma.

Działalność charytatywna

Mimo ogólnej biedy starano się pomóc tym najbardziej potrzebujących. Urządzano wystawy malarstwa, fotografii. Zbierano na nich pieniądze dla najbiedniejszych. Przy fabrykach, stowarzyszeniach charytatywnych organizowano kuchnie dla najuboższych. Między innymi taka kuchnia działała przy fabryce Poznańskiego. Jej pracownicy mogli tam kupić tanie obiady dla siebie i rodziny. Na ulicach Łodzi organizowano też herbaciarnie. Pojawiły się broszury, które radziły jak przeżyć w tej trudnej sytuacji. Jak na przykład ta z 3 lipca 1916 roku „Przepisy praktyczne na czas wojny i niedostatku”. Znalazły się w niej między innym przepisy na konfitury z jarzębiny, bzu czy potrawy z popularnego w tym czasie kartofla. Z ziemniaków można było zrobić chleb a nawet ser. W poradniku znalazło się też miejsce na „sposoby robienia piwa w prędkim czasie”, wskazówki do dezynfekcji mieszkań i ubrań czy porady jak robić pranie bez mydła.

Ksiądz Tymieniecki, pierwszy biskup Łodzi

Ksiądz Wincenty Tymieniecki, wtedy proboszcz kościoła pw. Stanisława Kostki, który potem został biskupem i pierwszym ordynariuszem diecezji łódzkiej powołał Komitet Niesienia Pomocy Biednym. Skupili się wokół niego duchowni różnych wyznań. Łódź została podzielona na 20 części. Ks. Tymieniecki kierował akcją charytatywną w trzeciej dzielnicy. Po zajęciu Łodzi przez Niemców został prezesem komitetu. Wspierał on ubogich żywnością, opałem, udzielano pożyczek pieniężnych, tworzono jadłodajnie, opiekowano się dziećmi i młodzieżą. Komitet rozwiązano na przełomie lipca i sierpnia 1915 roku. Sam komitet i jego agendy przejęły władze okupacyjne.

Ksiądz Tymieniecki nadal zaangażowany był w akcję charytatywną. Pracował w Łódzkiej Radzie Opiekuńczej. Z jego inicjatywy w 1915 roku, przy ul. Nawrot 23 powstała Tania Higieniczna Kuchnia dla Inteligencji. Wydała w sumie około 100 tysięcy obiadów. W 1917 roku ksiądz Tymieniecki został członkiem zarządu sekcji opieki nad dziećmi i młodzieżą. W sześciu punktach miasta utworzyła świetlice dla dzieci. Przygarnęły one łącznie około 400 dzieci w wieku szkolnym. Na początku w I wojny światowej ks. Tymieniecki założył też dwa przytułki dla bezdomnych dzieci. Znajdowały się na Rokiciu i przy ul. Mikołajewskiej(dzisiejsza ul. Sienkiewicza). Przyszły biskup wykazuje się też postawą patriotyczną. To on był jednym z organizatorów patriotycznej manifestacji, która przeszła ulicą Piotrkowską 3 maja 1916 roku. Uroczystości patriotyczne organizowano też w dzisiejszej archikatedrze, a wtedy kościele św. Stanisława Kostki. Między innymi z okazji śmierci Henryka Sienkiewicza czy 100-lecia śmierci Tadeusza Kościuszki.

Polonizowanie Łodzi

Z kolei Komitet Narodowy rozpoczął akcję polonizowania Łodzi. Wzywano do zrywania rosyjskich napisów, szyldów i zastępowania ich polskimi. Łodzianie brali też chętnie udział na przykład w obchodach 57 rocznicy urodzin cesarza Wilhelma II.

- Było to okazja do rozerwania się – wyjaśniał Mirosław Jaskulski. - Odbywała się bowiem parda wojskowa, był pokaz musztry, grała orkiestra.

To rozluźnienie w stosunku do Polaków wynikały z z polityki Hansa von Beselera, gubernatora warszawskiego.
- W przeszłości napisał pracę o Powstaniu Listopadowym – przypomina Tadeusz Bogalecki.-. Wiedział, że Polacy są nastawieni antyrosyjsko i te nastroje można wykorzystać. Zezwolił więc na tworzenie rad miejskich zamiast komitetów obywatelskich. Pozwolił na propagowanie tradycji antyrosyjskich. 3 Maja w 1916 roku na tej bazie doszło w Łodzi do wielkiej manifestacji patriotycznej. W 1917 roku na Starym Cmentarzu w Łodzi zbudowano sarkofag na grobie powstańców z 1863 roku. Był więc kij, a rzadziej marchewka.

Brak koni, ludzie ciągną wozy

W mieście brakowało koni, które zarekwirowało wojsko. Na zdjęciach widać więc mężczyzn ciągnących wozy. Łodzianie po mieście przemieszczali się zwykle pieszo. Mało kogo było stać na bilet tramwajowy. A na jazdę rowerem zgodę musieli wyrazić Niemcy. Bez ich zgody nie można było też opuszczać Łodzi.

W czasie okupacji niemieckiej w Łodzi działały liczne organizacje konspiracyjne. Jedną z najbardziej prężnych była Polska Organizacja Wojskowa, która powstała w 1914 roku do zwalczania Rosjan, a potem walczyła też z Niemcami. Po latach na organizacji POW wzorował się Związek Walki Zbrojnej, a potem Armia Krajowa. Działali też legioniści, a każda partia posiadała swoje odziały bojowe. Miała je m.in Polska Partia Socjalistyczna, ale też Narodowy Związek Robotniczy. Organizacje konspiracyjne przeprowadzały głównie akcje dywersyjne, jak na przykład zniszczenie torów kolejowych, przecięcie drutów telefonicznych. Były jednak ze sobą skłócone. Na przykład POW-iacy obawiali się powrotu legionistów. Bali się, że po powrocie przejmą kierownicze funkcje w ich organizacji, będą się powoływać na doświadczenie frontowe, uważać za kogoś lepszego. Nie współpracowały ze sobą PPS i Narodowy Związek Robotniczy, mimo że działały w tym samym środowisku. Związek Robotniczy reprezentował nurt prawicowy w ruchu robotniczym.

Kije jako uzbrojenie łodzian

W listopadzie 1918 roku w Łodzi stacjonowało kilka tysięcy żołnierzy niemieckich. Walczyło z nimi mniej niż tysiąc łodzian, bardzo słabo uzbrojonych. Podstawową ich bronią były...kije. Czasem ktoś miał stary pistolet - nagan lub brawning, zdarzyła się jakaś szabla, a ten kto miał karabin był naprawdę „kimś”. Na szczęście Niemców nie było trudno rozbrajać, bo nie chcieli już walczyć.

Żołnierze niemieccy dobrze wiedzieli co dzieje się w Berlinie. Przecież w tym czasie to Niemcy i Rosja byli najbardziej zrewolucjonizowanymi państwami w Europie. Buntowali się marynarze z Hamburga, wywieszali na swych okrętach czerwone flagi. Berlin szykował się do rewolucji. Także w Łodzi było gorąco. Żołnierze niemieccy ściągali dystynkcje oficerom, przejmowali władze, tworzyli rady żołnierskie. Nie myśleli o walce z Polakami, tylko o tym, by jak najszybciej wrócić do domu. Choć łódzkie środowisko konspiracyjne było skłócone to przed wydarzeniami 11 listopada potrafiło się dogadać.

Szybko ustalono, że najważniejsze jest zdobycie broni i żywności. Trzeba było więc zająć strategiczne dla miasta punkty. A więc dworce kolejowe, komisariat policji, koszary wojskowe. Wszystko tak naprawdę zaczęło się 11 listopada, około godziny 18.00, od manifestacji, którą na ul. Piotrkowskiej, w okolicach Grand Hotelu zorganizowała żydowska organizacja Bund. Kilkunastu jej członków wyrażało poparcie dla rewolucji bolszewickiej. Krzyczeli: Niech żyje rewolucja! Niech żyje Trocki! Ta masówka zdenerwowała przechodzących obok Polaków. Doszło do przepychanek. Interweniowało niemieckie wojsko i policja. Ktoś rzucił hasło, że bronią Żydów, a biją Polaków. W czasie tych przepychanek zaczęto rozbrajać niemieckich żołnierzy.

Starcia koło placu Wolności. Wolna Polska

Władze łódzkiego PPS rozpoczęły rozmowy z niemieckimi radami żołnierskimi, by pokojowo rozwiązać sprawę. O takich negocjacjach nie wiedzieli wszyscy żołnierze. Dlatego w okolicach nowego Rynku, czyli dzisiejszego placu Wolności, nazwanego tak w 1919 roku na część tamtych wydarzeń, doszło do największych starć z Niemcami. Upamiętnia je tablica znajdująca się na gmachu łódzkiego archiwum, choć tak naprawdę powinno się ją umieścić w miejscu, gdzie znajdowała się znana przed laty restauracja Sim. Na nowym Rynku zorganizowano manifestację łodzian. Szła ona w kierunku dzisiejszej ul. Legionów, gdzie natknęła się wojsko niemieckie. Doszło do strzelaniny. Śmierć poniósł porucznik Józef Bukowski, były żołnierz Pierwszego Korpusu Polskiego. Tam zginęli też 17-letni Jan Gruszczyński, 29-letni drukarz Stefan Kołodziejczak i 20-letnia ochotniczka Eugenia Wasiak. Historycy podają, że ofiarą rozbrajania Niemców był też Czesław Konracki. Zginął jednak w niewyjaśnionych okolicznościach. Można przypuszczać, że w czasie walk o Dworzec Kaliski, który był dwa razy zdobywany. Nie ustalono nawet do jakiej organizacji należał.

Przyjmuje się, że rozbrojenie Niemców pochłonęło osiem ofiar po stronie Polskiej. Rano, 12 listopada 1918 roku Łódź była wolna. Rozbrojeni Niemcy trafiali na łódzkie dworce kolejowa, wsadzano ich w pociągi i wysyłano do ojczyzny. W mieście zaczęto tworzyć administrację, policję. Wielu z łodzian, którzy w listopadzie 1918 rozbrajali Niemców, niedługo znów chwyciło za broń. Walczyli w wojnie polsko - bolszewickiej, potem kampanii wrześniowej, część z nich zginęła w Katyniu.

Podatek od psa

Wideo

Materiał oryginalny: Łódź w czasach I wojny światowej, Jak wyglądało wtedy życie w naszym mieście? - Dziennik Łódzki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie