Łódź ma to gdzieś, daje ochłapy, ale polskie miasta mocno inwestują w sport

Paweł Strzelecki
Władze miasta Łodzi nie chcą angażować się w sport, przeznaczając na kluby finansowe resztki z pańskiego stołu. W ten sposób niszczą łódzki sport i przy okazji okazji leczy kompleksy sprzed lat.

Syndrom Cacka

Przy okazji UMŁ dmucha na zimne i pamięta, że wrzucił pieniądze idące już nie w setki tysięcy a wręcz miliony złotych w widzewską spółkę rządzoną przez Sylwestra Cacka, który gdy tylko zobaczył, że jest ona skarbonką bez dna, po prostu dał sobie z nią spokój. Pieniądze łódzkich podatników zostały wyrzucone w błoto. Stąd ta taktyka asekuracji i wycofania UMŁ.

Pięć miast inwestuje w ekstraklasową piłkę

Tymczasem w Polsce, tam gdzie nie ma ogromnych państwowych kombinatów w rodzaju KGHM Polska Miedź, który w 100 procentach finansuje futbolowe Zagłębie Lubin (budżet 30 mln zł), miasto robi wszystko, żeb utrzymać zawodowy sport na wysokim poziomie.
W ekstraklasie na 18 startujących zespołów i milionów płynących do klubów z tytułu umowy z Canal Plus, w pięciu miasto angażuje swoje środki, jako udziałowiec piłkarskich spółek. Cracovia 66,11 procent akcji gmina miejska Kraków (budżet klubu na sezon 30 mln zł), Górnik Zabrze 81,8 procent akcji miasto Zabrze (30 mln), Piast Gliwice urząd miasta Gliwice 67 procent akcji (32 mln), Śląsk Wrocław gmina Wrocław 99,38 procent akcji (30 mln), Wisła Płock miasto Płock 100 procent akcji (23 mln).

Jak jest w Białymstoku?

Tam, gdzie miasto nie jest udziałowcem, stara się jak może wesprzeć futbolowy klub. Zastępca prezydenta Białegostoku Rafał Rudnicki i prezes Jagiellonii Agnieszka Syczewska podpisali umowę o współpracy. Piłkarze białostockiego klubu przez cały sezon będą promować podczas swoich sportowych działań nasze miasto.
Do Jagiellonii z kasy Białegostoku na ten cel pójdzie blisko milion złotych. Jagiellonia to marka sama w sobie powiedział Rudnicki. Znamienne słowa, pokazujące jak bardzo rządzący Łodzią nie cenią swoich sportowych marek, dzięki którym mówi się o Łodzi w całej Polsce.

Sportowe dotacje w Łodzi są śmiechu warte

Dotacje władz Łodzi na sport są marne, czego naoczny dowód: kluby piłkarskie ŁKS i Widzew dostaną na drugie półrocze po 200 tysięcy złotych. Na więcej mogą liczyć siatkarki ŁKS Commerceon 300 tys zł, Grot Budowlani 280. Datek żebraczy na żużlowców Orła to 180 tys zł, a na jedynych łódzkich medalistów: TME UKS SMS i Master Pharm Budowlani po 105 tys, zł.
Za tak niskie pieniądze nie da się na pewno zrobić sportowego kroku do przodu.

Czy to jest alibi?

Władze miasta Łodzi mają znakomite sportowo finansowe alibi. Dają klubom ochłapy na działalność, bo, jak tłumaczą, angażują setki milionów złotych w wynajem nowoczesnych obiektów, z których kluby mogą korzystać z darmo.
Sęk w tym, że w tym działaniu jest trik, który pozwala ukryć część strat, jakie przynoszą miejskie sportowe spółki MOSiR i MAKiS. Wizerunkowo i finansowo to byłaby katastrofa, gdyby nagle się okazało, że do 3 milionów zł na pokrycie strat poniesionych przez MAKiS, trzeba dołożyć dwa, a może trzy razy więcej! Wizerunek miejskich spółek ratują kluby sportowe i patrząc na politykę władz Łodzi, wydaje się, że po to tylko są one potrzebne!

Kto normalny grałby na tak drogich obiektach

Miasto uprawia kreatywną księgowość. Najpierw wycenia dzień meczowy powiedzmy na stadionie przy al. Unii na 42 tysięce złotych, a potem tak naprawdę samo za to sobie płaci z dotacji przyznanych klubom na wynajem obiektów.
Gdyby te pieniądze naprawdę miał wyłożyć jeden czy drugi klub, to po pierwsze by ich nie miał, a po drugie pewnie wolałby wtedy grać mecze w... Bełchatowie (piłkarze) czy Aleksandrowie (rugbiści), gdzie ta usługa jest o niebo tańsza. I tak koło się zamyka. Kluby nie mają nic lub prawie nic, a miasto może udawać, że jest sportowym dobrodziejem, choć to pic i fotomontaż!

Samobójcza polityka

Miasto Łódź uprawia trudno zrozumiałą samobójczą politykę. Wydało i wydaje setki milionów złotych na budowę nowoczesnych obiektów sportowych i dobrze, bo w Łodzi ich bardzo brakowało. Stadiony i hale powinny zapełnić się kibicami. Tak się nigdy nie stanie (no może poza obiektem przy al. Piłsudskiego), jeśli sport w Łodzi będzie dzięki brakowi środków marniał na potęgę i prezentował mizerny poziom. Puste stadiony w Łodzi staną się symbolem i pomnikiem władzy, która nie miała i nie ma żadnego pomysłu na to, jak rozwijać jedną z dziedzin miejskiego życia.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
antyPAS
Pan Strzelecki jak zwykle na niskim poziomie merytorycznym. Pokrętna logika i bicie piany.  

Duże kluby w Łodzi od "zawsze" dostawały pieniądze na wynajem miejskiej bazy sportowej. Zanim został zmieniony sposób księgowania kluby dostawały pieniądze na konto i... nie płaciły za wykorzystanie stadionów, ośrodków treningowych. W momencie bankructwa oba kluby miały wobec miasta ogromne długi, chociaż na pokrycie zobowiązań dostawały pieniądze! Nowy sposób księgowania części dotacji ukrócił tą patologię.

Kolejna kwestia to fakt, że oba łódzkie kluby piłkarskie zbankrutowały nie dlatego, że nie było pieniędzy, a dlatego, że były fatalnie zarządzane. Oba nie były w stanie ani utrzymać swoich obiektów, ani ich zmodernizować do standardów jakich wymaga rywalizacja w I lidze i Ekstraklasie.

Wymienione w artykule kluby sportowe są zawodowe, czyli to przedsiębiorstwa, które zatrudniają ludzi i powinny mieć zbilansowany budżet. Dlaczego miasto miałby jeszcze bardziej finansować czyjś biznes? Nie wystarczy, że stwarza świetne warunki, żeby zaistniał?

Może Pan Strzelecki pokusi się o analizę budżetu miasta i napiszę skąd mają się wziąć dodatkowe pieniądze na sport? Do tej pory najbardziej przypomina królewnę Pizd0lonę, którą "ciągle jęczy, ciągle krzyczy: to za mało dla mej piczy"
G
Gość
Śmieszne jest porównywanie Białegostoku czy Gliwic do Łodzi gdzie tam jest tylko jeden klub dzieki któremu ktoś w ogóle jeszcze pamieta o tych miastach i je kojarzy. to nie dziwne że miasta w to inwestują .w Łodzi jest przynajmniej z 5 takich klubów ŁKS piłka Widzew siatkarki Budowlanych i ŁKS czy rugbiści a nawet Orzeł w rugby
Dodaj ogłoszenie