Lockdown dobija łódzkich restauratorów. Otwierają się kolejne lokale. Gdzie można zjeść w Łodzi?

Piotr Jach
Piotr Jach
Ramenownia rozpoczęła w Łodzi akcję #otwieraMY. Krzysztof Szymczak
Gastronomia nie znalazła się w gronie branż, którym rząd złagodził nieco pandemiczne obostrzenia od 1 lutego. Nadzieją dla właścicieli lokali, także tych łódzkich, pozostaje dzień 14 lutego, kiedy ogłoszone mają zostać kolejne decyzje na temat utrzymania lub poluzowania lockdownu tych gałęzi gospodarki, którym nakazano wstrzymanie normalnej działalności. Łódzcy restauratorzy mają nadzieję, że wreszcie będą mogli otworzyć drzwi przed gośćmi, bo każdy dzień pustek w lokalach to dla nich straty.

#otwieraMY

Sytuacja branży z tygodnia na tydzień jest coraz gorsza, a ogólnopolska akcja otwierania restauracji, barów, dyskotek (jak również pensjonatów, hoteli i siłowni i innych punktów przymusowo wyłączonych z funkcjonowania) – wbrew rządowym rozporządzeniom - jest wyrazem najwyższej desperacji ich właścicieli. W Łodzi na ten ruch zdecydowały się jak dotąd trzy restauracje: Ramenownia by Susharnia, The Chef i Oliviarnia oraz dyskoteka Stajnia w Galopie (weekendowo). Nie jest to wiele patrząc na internetową mapę Polski, na którą nanoszone są wszystkie biznesy biorące udział w akcji #otwieraMY. Na dolnym Śląsku, w górach, nad morzem jest ich cały wysyp. W Łodzi ostrożnie, ale dołączają kolejni. Dziś otwarcie drzwi dla klientów zapowiedziała restauracja Aloha Poke.

- Nie mamy innego wyjścia, jeśli chcemy nadal Istnieć – mówi Mateusz Raczyński, współwłaściciel Aloha Poke. – Żadne wsparcie z tarcz antykryzysowych nas nie dotyczy. Lokal jest zamknięty od października. Sprzedaż na wynos i z dowozem szła nawet całkiem nieźle, gdyby nie to, że internetowe portale do zamawiania jedzenia kasują nas 30% za zamówienie, a trzeba jeszcze zapłacić za dostawę. Sprzedaż więc jakoś szła, chociaż zyski były głodowe.

Patryk Kumosiński, który na otwarcie swojej restauracji The Chef zdecydował się już dwa tygodnie temu, w żadnym stopniu nie żałuje swej decyzji.

– Liczba gości wręcz przerosła moje oczekiwania – wyznaje. – Telefon dzwoni niemal cały czas. Nie jesteśmy w stanie nadążyć z odbieraniem. 90% gości rezerwuje stoliki. Wejść z ulicy można mniej więcej do godz. 14, później cała sala ma już pełne obłożenie. Owszem, policja bywa u nas codziennie, ale dzięki temu jesteśmy najbezpieczniejszym lokalem w mieście. A mówiąc poważnie, nie miałem już innego wyjścia. Lokal otworzyłem w sierpniu. Lockdown nastąpił w październiku, Nie było nawet szans, żeby coś odłożyć na czarną godzinę. Cały czas inwestowałem w reklamę, żeby wypromować nowe miejsce. Jako przedsiębiorca otrzymałem pomoc od państwa, która zaledwie – co najwyżej – w paru procentach pokrywała koszt funkcjonowania firmy. Dowozy i odbiory własne to zaledwie ułamek normalnych obrotów. Otworzyliśmy więc, bo mamy do tego prawo i wolno nam to zrobić, co gwarantuje Konstytucja RP. Taki stan rzeczy może odwołać tylko stan wyjątkowy.

Restauratorów i in. decydujących się otworzyć swoje biznesy wbrew rządowym rozporządzeniom wspiera m.in. Strajk Przedsiębiorców – podpowiadając np. jaką argumentacją opędzić się od kontroli sanepidu i policjantów.


Do rezerwowania stolików w lokalu zachęca też restauracja Ryby & Owce zapraszająca do udziału w "rekrutacji w celach zbadania oczekiwań klienta i wyboru produktu do sprzedaży". Tapas bar Pjona przy ul. Piotrkowskiej zachęca do udziału w warsztatach kulinarnych. Z degustacją. Certyfikowanych.
– W Łodzi jak na razie gastronomia otwiera się nieśmiało – przyznaje Jan Andrikopoulos ze Strajku Przedsiębiorców. – Restauratorzy obawiają się nieprzyjemności, najść inspekcji sanitarnej, kontroli policji. Niektórzy obawiają się, że skoro przyjęli jakieś pieniądze pomocowe z tarcz antykryzysowych, to będą musieli je zwrócić. Choć wielu chciałoby otworzyć, mają duże obawy. Niesłusznie. Kolejne sądy uchylają kary nałożone przez Sanepid. Było takich spraw już ponad 30.
Jak mówi Andrikopoulos, łódzką gastronomię może ośmielić otwarcie trzech dużych obiektów z tej branży. Rozmowy na ten temat trwają.

Bilans strat


Obraz kondycji łódzkiej gastronomii nie jest do końca jasny. Wiele restauracji nadal walczy zamówieniami na wynos, choć to dla nich najczęściej działalność na granicy opłacalności (choć niektórzy i w tym się odnaleźli), ale do kilku drzwi pozostaną zamknięte już na zawsze. Zamknęły się Stacja Gastromachina (przeniosła całą działalność do nowej Gastromachiny Centralnej), Pub 97 (ma tylko obsługiwać imprezy zorganizowane), Nie Lada Restobar Klaudii Budny znanej z MasterChefa. Pandemia najbardziej dotknęła jednak lokale lżejszej kategorii – wszelkiego rodzaju kluby, puby, piwiarnie in., których działalność opierała się głownie na wyszynku. Pomysł sprzedawania drinków na wynos, czego próbował klub z ul. Piotrkowskiej, ostatecznie nie wypalił. Padły: piwiarnia Piw-Paw, Klubopijalnia – Pijalnia Wódki i Piwa, Ambasada Żywca, klub Żarty Żartami. Status wielu „miejscówek” pozostaje niejasny – „zamknięte do odwołania” ogłosiły takie kultowe punkty na imprezowej mapie Łodzi jak: kultowa Łódź Kaliska, DOM, Spaleni Słońcem, Fabryka Krawatów, Ministerstwo Śledzia i Wódki, P29, K6, Bistro, O To Chodzi, Winni i wiele innych. Nie działają kluby taneczne. Trudno powiedzieć, czy wszystkie ponownie się otworzą, gdy lockdown zostanie uchylony.

Grunt to dostawy


Obronną ręką trzymają się w kryzysie lokale uchodzące za mniej prestiżowe, a więc bary z domowym jedzeniem, daniami orientalnym oraz pizzerie. Nawet te osiedlowe. Sekret ich sukcesu tkwi w tym, że swój biznes zawsze opierały głównie na dowozach, więc na przymusowy lockdown były po prostu naturalnie przygotowane.
Są i optymistyczne wieści. Grupa Bawełna uruchomiła właśnie nowy lokal - pizzerie Tłusta Oliwa. Po dłuższej przerwie wznawia działalność (z dowozem) burgerownia Pittu-Pittu przy ul. Piotrkowskiej.
– Musiałam poszukać innych źródeł finansowania lokalu, ale wracam. Z kartą rozszerzoną o nowe burgery i żeberka, nową stroną internetową. Właśnie ruszam z kampanią promocyjną – zapowiada właścicielka lokalu Grażyna Szerszyńska.
Otworzył się też - właśnie teraz - całkiem nowy lokal. U zbiegu ul Radwańskiej i Stefanowskiego działalność rozpoczęło Urban Bistro.

EURO 2020 - Polacy jadą do domu

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Program Polska w ruinie realizowany planowo

Dodaj ogłoszenie