Legia - Lech 2:1. Szlagier Ekstraklasy dla Legii, Rozstrzygnięcie w ostatniej akcji! [ZDJĘCIA]

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
08.11.2020 warszawa ulica lazienkowska 3 stadion legii warszawa mecz pko ekstraklasa legia warszawa lech poznan nz fot. szymon starnawski / polska press
08.11.2020 warszawa ulica lazienkowska 3 stadion legii warszawa mecz pko ekstraklasa legia warszawa lech poznan nz fot. szymon starnawski / polska press brak
Legia Warszawa pokonała 2:1 Lecha Poznań w szlagierze 9. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Wszystkie bramki zdobyli gospodarze. Najpierw samobójcze trafienie zanotował Josip Juranović, w drugiej połowie najpierw wyrównał 19-letni debiutant Kacper Skibicki, a w ostatniej akcji meczu piłkę do siatki skierował Rafael Lopes.

Mecz z Lechem wywołuje dodatkowe emocje. Przyjedzie do nas bardzo dobra drużyna, która wygrała ostatni mecz w Lidze Europy. Musimy zagrać na maksimum swoich umiejętności – zapowiadał przed niedzielnym szlagierem Ekstraklasy Czesław Michniewicz, trener Legii, który w latach 2003-06 prowadził drużynę Kolejorza.

ZOBACZ TEŻ:

Niestety, podobnie jak w całej lidze (odwołano połowę meczów 9. kolejki, dwa spotkania z 10. serii gier rozegrano awansem) w dniach przed hitem na Łazienkowskiej karty rozdawał koronawirus i kontuzje. Legioniści przystępowali do spotkania bez m.in. Michała Karbownika, Domagoja Antolicia, Jose Kante i Bartosza Slisza, po poniedziałkowym meczu z Wartą izolacji poddano też Tomasa Pekharta, a po przerwach do treningów wrócili Luquinhas, Artur Boruc i Mateusz Wieteska.

Trener Lecha Dariusz Żuraw nie miał aż takich problemów kadrowych, musiał za to liczyć się ze zmęczeniem piłkarzy po czwartkowym meczu ze Standardem Liege (3:1). W porównaniu do meczu z Belgami dokonał jednak tylko dwóch zmian. Na skrzydłach rozpoczęli Jan Sykora i Jakub Kamiński (w miejsce Michała Skórasia i Filipa Marchwińskiego).

Po dość ostrożnych 20 minutach z obu stron, pierwszą groźną sytuację stworzyli sobie goście. Po świetnym prostopadłym podaniu Daniego Ramireza sam na sam z bramkarzem popędził Pedro Tiba, który dał się jednak dogonić obrońcom, a Mikael Ishak, do którego trafiła piłka, nie zdołał oddać celnego uderzenia. Legia odpowiedziała składnym kontratakiem (bez wykończenia), a po chwili strzałem Waleriana Gwilii wprost w bramkarza.

ZOBACZ TEŻ:

Strzelecki impas przełamał w końcu Josip Juranović. Kibiców Legii, oczywiście przed telewizorami, bo mecz odbył się przy pustych trybunach, bramka Chorwata jednak nie ucieszyła. Po akcji Ramireza prawym skrzydłem i wstrzeleniu piłki w pole karne 25-latek przeciął jej lot, trafiając do własnej siatki.

Legia próbowała odrabiać straty, do przerwy miała większe posiadanie piłki (57 proc.), oddała też więcej celnych strzałów (siedem, przy czterech Lecha). Najbardziej pamiętnym momentem meczu po utracie bramki był jednak ten, gdy Joel Valencia odpuścił sobie powrót za szarżującym Alanem Czerwińskim, co Boruc skomentował soczystym „k... mać!”. Brakiem zaangażowania Ekwadorczyk „zapracował” sobie zresztą chyba na zmianę w przerwie. Zastąpił go Rafael Lopes.

ZOBACZ TEŻ:

Początkowe minuty drugiej połowy nie przebiegały po myśli legionistów, Michniewicz próbował więc ratować sytuację kolejnymi zmianami. Na boisku pojawił się Luquinhas, a niezbyt widocznego Macieja Rosołka zmienił 19-letni Kacper Skibicki, który do tej pory gole strzelał co najwyżej w 2. lidze, czyli na trzecim poziomie rozgrywkowym.

W poprzednim sezonie debiutujący w Ekstraklasie Rosołek dał Legii zwycięstwo w meczu z Lechem przy Łazienkowskiej. Podobną historię napisał Skibicki, który niespełna 10 minut po wejściu na murawę fantastycznym uderzeniem pokonał Filipa Bednarka. Ładną asystą popisał się Paweł Wszołek, który na prawym skrzydle poradził sobie z dwoma pilnującymi go zawodnikami gości.

LEGIA WARSZAWA LECH POZNAŃ 8.11.2020 ZOBACZ ZDJĘCIA Z MECZU

Kiedy wydawało się, że w rywalizacji Legii z Lechem padnie pierwszy remis od września 2014 r., z lewej strony dośrodkował Filip Mladenović, a piłkę do siatki skierował Rafael Lopes. Sędzia nie wznawiał już gry, gospodarze zdobyli trzy punkty w ostatniej akcji spotkania!

Oba kluby czeka teraz przerwa na mecze międzynarodowe. Do gry wrócą 22 listopada, Legia wyjazdowym meczem z Cracovią, a Lech podejmie lidera tabeli, Raków Częstochowa.

Trwa głosowanie...

Kto zostanie mistrzem Polski 2020/21?

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

SPORTOWY24.PL - rozmowa z Piotrem Małachowskim

Wideo

Materiał oryginalny: Legia - Lech 2:1. Szlagier Ekstraklasy dla Legii, Rozstrzygnięcie w ostatniej akcji! [ZDJĘCIA] - Sportowy24

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wolf

https://gol24.pl/oceniamy-pilkarzy-lecha-poznan-w-meczu-z-legia-warszawa-12-duze-rozczarowanie-i-gol-stracony-w-ostatniej-akcji-meczu/ga/c2-15281182/zd/46405986

Czy osoba która wystawiała te oceny na pewno oglądała to spotkanie???

Przecież Rogne nie umie podać piłki i w każdym meczu zalicza co najmniej ze 3-4 takie sytuacje że wszyscy dookoła muszą mu ratować tyłek...

Ramirez? beznadzieja... poza "asystą" - mnóstwo głupich strat, niecelnych podań, beznadziejnych próbek zagrań piętką i przerzutek, a przy najprostszych podaniach "przyjęcie" piłki na 2 metry i strata. Gra obronna... nie zaobserwowano.

Tiba? dno, żenada i metr mułu - główny hamulcowy akcji Lecha. 90% podań to podania do środkowych obrońców. Oprócz tego mnóstwo strat, w tym po jego stracie Skóraś cudem wyratował Lecha bo "pan piłkarz"... postanowił pchać się z piłką pod nogą w 3 obrońców. Obronnie? Jak rywal był dalej niż metr to nie uznał za zasadne ruszyć 4 liter. Choćby przy pierwszej bramce dla Legii - wszyscy kryli zawodników, Satka wychodził spod bramki do rywala, a Tiba? Stanął na 16 metrze będąc jakieś 10 metrów od najbliższego rywala i patrzył jak Legia strzela bramkę.

Trener Żuraw powinien się poważnie zastanowić czy nie dać znowu szansy Muharowi i więcej swobody Moderowi, albo znaleźć innego defensywnego pomocnika zamiast katować nasze oczy koniecznością oglądania Portugalczyka.

Poza tym - wystawianie dwóch zawodników którzy "olewają" obronę razem - to jest "skandaloza". Nie bez powodu rywale zgarniają KAŻDĄ drugą piłkę pod polem karnym Lecha po stałych fragmentach gry, bo Tiby ani Ramireaz NIE INTERESUJE gra w obronie, tylko gra pod publiczkę a jak straci jeden z drugim piłkę to niech się reszta martwi, bo panom "gwiazdom" się nie chce pracować w obronie...

Dodaj ogłoszenie