Kultowy Spatif znów czeka na gości. Wódki czajnikówki czar [ZDJĘCIA]

Iwona Jędrzejczyk-Kaźmierczak
„Skończyła się zabawa, zaczęły się schody” – powiedział pewien aktor, klient restauracji Spatif przy al. Kościuszki 33/35, stojąc na górze schodów, po czym się po nich stoczył na parter. Według świadków zdarzenia, poza kilkoma guzami, nic mu się nie stało. Ocalały także dwie butelki wódki, które miał przy sobie.

To jedna z licznych anegdot, które bywalcy łódzkiego lokalu, przeżywającego okres największej świetności w latach 60. i 70., opowiadają sobie do dziś. A dziś kultowy niegdyś Spatif, po remoncie i z nowym najemcą, znów otwiera swe podwoje.

Dyndające półtorej tony

Spatif powstał w latach 50. ubiegłego wieku jako lokal Stowarzyszenia Polskich Artystów Teatru i Filmu. Został ulokowany we wzniesionej w 1912 r. willi Wilhelma Lürkensa, właściciela fabryki trykotów. W ręce prywatne restauracja trafiła znów na początku lat 90. Reaktywować ją chciał wówczas łódzki biznesmen i były współwłaściciel Widzewa – Andrzej Pawelec. Nie bardzo się mu to jednak udało.
Na początku roku Urząd Miasta ogłosił przetarg na dzierżawę lokalu o powierzchni prawie tysiąca mkw. Wygrała go firma, która prowadzi także restaurację w dworku przy Stawach Jana. Za dzierżawę na czas nieokreślony płacił 10 zł za mkw. miesięcznie.
– Lokal wymagał gruntownej renowacji – mówi Andrzej Dojnik, reprezentujący nowego najemcę. – Ostatni remont przeprowadzono w nim na początku lat 90. Musieliśmy więc wymienić okna, odmalować pomieszczenia i wyczyścić parkiet. Wszystkie zabiegi były konsultowane z wojewódzkim konserwatorem zabytków, bo obiekt znajduje się w rejestrze.
Wyczyszczenia wymagał także okazały żyrandol wiszący w głównej sali.

Bójka farmaceutów w Spatifie!

– Jest wykonany z mosiądzu, waży aż półtorej tony – mówi Andrzej Dojnik.
Nowe w Spatifie jest jednak całe wyposażenie, od stołów i krzeseł przez szafki, na obrazach kończąc.
– Zależało nam na tym, by zachować pierwotny klimat wnętrz – opowiada nowy najemca lokalu. – Szafek i innych gadżetów szukaliśmy więc na różnych aukcjach i kiermaszach.

Dla wódki, nie dla jadła

Dawniej, by wejść do Spatifu, trzeba było mieć legitymację artysty. Ten mógł wprowadzić z sobą dwie osoby towarzyszące, za które odpowiadał osobiście. Pięknym i gustownie ubranym dziewczynom udawało się prześlizgnąć bez legitymacji.

– Niektórzy, by dostać pozwolenie na wejście do środka, wręczali szatniarzowi 10-złotowy banknot – wspomina Ryszard Bonisławski, znawca Łodzi.

Okres rozkwitu Spatif przeżywał, kiedy w łódzkiej wytwórni filmowej przy ul. Łąkowej powstawały największe ekranowe hity. Po skończonych zdjęciach do lokalu pielgrzymowały całe ekipy filmowe. Można było spotkać tam m.in. Romana Polańskiego, Leona Niemczyka i Michała Szewczyka. Swój stolik miał tam Ludwik Benoit.
Kuchnia oferowana przez restaurację była prosta i polska, ale jednocześnie bez wygórowanych cen. Była też tzw. wódka czajnikówka – podgrzewana dla wzmocnienia procentów i nalewana do kieliszków wprost z czajnika.
– Do Spatifu przychodziło się nie dla wykwintnych potraw, ale po to, by sobie popić – wspomina znawca Łodzi.
Kelnerzy obsługiwali gości w białych marynarkach. Jeden z nich zawyżał często rachunki, a kiedy zwracano mu uwagę, odpowiadał: „Wie pan, czym różni się pogoda od kelnera? Pogoda nie zawsze dopisuje”.

Bitki przy barze

Typowe dla lokalu było to, że nie miał on ściśle określonej godziny zamknięcia. Działał do ostatniego gościa.
– Kultową postacią w Spatifie była pani Janeczka odpowiedzialna za funkcjonowanie lokalu – wspomina Ryszard Bonisławski. – Kiedy było już bardzo późno, a w lokalu nadal przesiadywali goście, podchodziła do nich i mówiła: „No, jutro też jest dzień. Zapraszam więc do domu.”. Potrafiła także wkraczać do akcji, kiedy podchmieleni panowie rwali się do bitki. Rozdzielała ich i groziła karą zakazu wstępu przez tydzień lub dwa.
Zdaniem stałych bywalców łódzkiego Spatifu, w latach 60. i 70. był to lokal z najładniejszymi w mieście wnętrzami i najniższymi cenami. Jego znaczenie zmalało, kiedy w wytwórni przy ul. Łąkowej przestano kręcić masowo filmy. Odpłynęła wtedy główna klientela restauracji.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

29.02.44
Best Autor klub 1973.
H
Hagen
Dziś klubowicze i artyści nie spotykają się przy stołach nakrytych białym obrusem, przy kosztownej zastawie. Jeśli ludzie mają tam znów przychodzić - i to niebanalni ludzie - warto zadbać o ciekawszy wystrój, odświeżyć go. I nie chodzi broń boże o upodobnienie go do innych klubów, które wyglądają teraz jakby je w jednej sterylnej fabryce ciosali - te same białe ściany, poduszki, podesty, ble... Potrzeba czegoś oryginalnego, łączącego tradycję, humor i sztukę.
b
bg
Nie mając na rachunek,zobowiązał się do napisania tego artykułu.
G
Gość
"Spatif czeka na gości", a za plecami na tyłach pałacu - zabytkowa fabryka Wilhelma Lürkensa przy ul. Wólczańskiej 44/50 od ponad trzech tygodni jest rozbierana przez młodych ludzi z okien, szybów windowych - niestety wszystkie służby zawiodły a złomiarze są dalej bezkarni czekamy tylko na nieszczęście lub pożar bo niestety tak się kończą takie sytuację.
G
Gość
wersja1. Wjeżdżając konno na 1. piętro hotelu Bristol.
wersja2. Wychodząc z Adrii.
m
marianek
nawet pies z kulawą nogą tam nie pójdzie
limanka ma swoje meliny
g
gośc
A gdzie adnotacja "artykuł sponsorowany" ?!
Dodaj ogłoszenie