Kto zabił gladiatora? Prokuratura wyjaśnia okoliczności śmierci instruktora sztuk walki z Łodzi

Edward Mazurkow
Mariusz Wacławski (z prawej), na planie filmu „Quo Vadis”.
Mariusz Wacławski (z prawej), na planie filmu „Quo Vadis”. Łukasz Kasprzak
Udostępnij:
Ciało Mariusza Wacławskiego, łódzkiego kulturysty i instruktora sztuk walki, byłego reprezentanta Polski w karate i odtwórcy roli gladiatora w filmie „Quo Vadis”, znaleziono w lesie w Kowalewicach koło Ozorkowa. Było w stanie daleko posuniętego rozkładu. Prokuratorskie śledztwo wykazało, że mężczyzna, wraz z policjantem z Komendy Miejskiej w Łodzi i jeszcze jednym wspólnikiem, brał udział w napadzie na dom właściciela hurtowni paliw w Parzęczewie.

– Nie udało się jeszcze ustalić przyczyny i okoliczności śmierci mężczyzny. W tej sprawie jest wiele znaków zapytania. Może będzie więcej wiadomo po przeprowadzeniu badań toksykologicznych zabezpieczonych szczątków – mówi Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

W policyjnej sieci

Adrianna Wacławska po raz ostatni widziała męża żywego 28 maja 2015 r. Tego dnia około godz. 22 wyszedł z domu, wsiadł do stojącego na podwórku volkswagena golfa i odjechał.
– Byłam przekonana, że udał się na trening. Jednak następnego dnia przed południem w naszym mieszkaniu pojawili się policjanci z komendy miejskiej – opowiada pani Ada.
Funkcjonariusze pytali o Mariusza Wacławskiego. Mówili, że jest potrzebny do wyjaśnienia sprawy. Jakiej, nie chcieli zdradzić.
– Instynktownie czułam, że coś się stało. Zatelefonowałam do Jakuba, kolegi męża, z którym Mariusz ostatnio często się spotykał. Poprosiłam, żeby jak najszybciej do mnie przyjechał – kontynuuje żona zmarłego.
Gdy mężczyzna pojawił się w domu pani Ady, został zatrzymany. Funkcjonariusze przesłuchali go w kuchni i przystąpili do przeszukania mieszkania. Zabrali telefon należący do instruktora, jego stare spodnie i teczkę, w której był plan jakiegoś domu.
– O wszystkim dowie się pani w swoim czasie – powiedział jeden z policjantów.

Tajemnicze rozmowy

– Mariusz wcześniej prowadził siłownie na Gdańskiej i Żeromskiego, a także, ze znaną kulturystką, sklep z odżywkami dla sportowców. Trenował karate, boks, brazylijskie jiu-jitsu i kulturystykę. Był w tym bardzo dobry. Z jego usług, jako instruktora, korzystało wielu policjantów. Wynajmował się też jako ochroniarz w pubach i specjalista od zleceń bogatych biznesmenów – mówi Adrianna Wacławska.
Mariusz Wacławski, wysoki, muskularny, mierzącym prawie 190 wzrostu mężczyzna, imponował siłą i sprawnością. Te walory docenili m.in. realizatorzy filmu kostiumowego „Quo Vadis”, w którym wystąpił jako budzący grozę gladiator, a także programu telewizyjnego z udziałem prezydenta Bronisława Komorowskiego. Karateka ostatnio bardzo się przyjaźnił z 28-letnim sierż. Adrianem B. z wydziału prewencji Komendy Miejskiej w Łodzi i 35-letnim Jakubem M., przedstawicielem handlowym dużej firmy. Mężczyźni wspólnie ćwiczyli, a wieczorami spotykali się w domu Mariusza. Siadali wówczas w kuchni przy stole i szeptem prowadzili długie rozmowy.

– Gdy zgłosiłam na policji zaginięcie męża, Adrian przyjeżdżał do mnie. Mówił, że niepokoi się o Mariusza. Był nawet u wróżki, która powiedziała mu, że Mariusz zmienił tożsamość. Niedługo później dowiedziałam się, że Adrian został zatrzymany przez policję pod zarzutem napadu na dom właściciela hurtowni paliw w Kowalewicach – mówi Adrianna Wacławska.

Z pistoletem i paralizatorem

Do tego zdarzenia doszło w nocy z 28 na 29 maja tego roku. Najpierw jednak napastnicy podłożyli ogień w biurze hurtowni paliw w Parzęczewie. Gdy na miejsce przyjechał jej właściciel i strażacy, w domu biznesmena pojawili się trzej mężczyźni podający się za policjantów. Powiedzieli żonie biznesmena, że przyszli wyjaśnić okoliczności pożaru. Gdy kobieta wpuściła ich do środka, obezwładnili ją paralizatorem. Później ją skrępowali, rozpylili gaz obezwładniający i przeszukali dom. Nie znaleźli jednak tego, czego szukali, i uciekli.

– Sierż. Adrian B. przyznał się do winy. Złożył wyjaśnienia. W jego mieszkaniu znaleziono atrapę broni użytą podczas napadu. Został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Wobec jego 35-letniego wspólnika, któremu zarzuca się pomocnictwo w dokonaniu rozboju, prokuratura zastosowała policyjny dozór i zakaz opuszczania kraju – informuje mł. insp. Joanna Kącka, rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego policji w Łodzi.

W kostnicy

Dopiero po czterdziestu dniach od napadu policjanci i strażacy ochotnicy, których wspierał pies do odnajdywania zwłok ludzkich, w krzakach, zaledwie 250 – 300 metrów od posesji właściciela hurtowni paliw, znaleźli ciało Mariusza Wacławskiego.
– W kostnicy Mariusza rozpoznałam po czarnej bluzie, spodniach bojówkach i ukruszonej jedynce. Nie miał twarzy. Dlaczego zginął zaraz po napadzie. Kto go zamordował, w jaki sposób – zastanawia się Adrianna Wacławska.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Więcej informacji na stronie głównej Express Ilustrowany
Dodaj ogłoszenie