Kto chce droższych leków?

mgr farm. Aleksandra Paczkowska-Borkowska, Prezes Zarządu Aptek Dbam o Zdrowie
Już prawie dwa lata, gdy sektor farmaceutyczny funkcjonuje pod rządami nowych uregulowań prawnych związanych z zakazem reklamy aptek. Uregulowań bez precedensu. Uregulowań, które po raz pierwszy od 89 r. tak mocno ograniczają z trudem wywalczoną swobodę działalności gospodarczej.

Nie jest tajemnicą, że za pomysłem wprowadzenia zakazu reklamy aptek w obecnym brzmieniu stoi samorząd aptekarski. W projekcie skierowanym przez Radę Ministrów do Sejmu, odsłaniającym intencje ustawodawcy, trudno szukać nawet śladu podobnych zapisów. Nic dziwnego. Nie służą one bowiem ani ochronie finansów publicznych (wręcz przeciwnie), ani ochronie zdrowia polskich obywateli (wręcz przeciwnie). Gdyby zastanowić się głębiej, sens zakazu reklamy aptek jest jeden – zamrożenie aptecznego status quo poprzez eliminację jakiejkolwiek konkurencji między aptekami.

W obronie wysokich cen?

W obliczu prowadzonych prac nad nowelizacją ustawy zaskakuje mocno przebijający się w mediach głos zakazujący jakiejkolwiek dyskusji nad cieniami i blaskami art. 94a dotyczącego zakazu reklamy aptek. Głos agresywny, wykluczający innych uczestników debaty, odbierający im prawo do zajęcia własnego stanowiska. I co chyba najsmutniejsze – nieposługujący się dobrymi merytorycznymi argumentami.

Niezrozumiały to głos i niezrozumiała postawa. Bo samorząd aptekarski, zamiast reprezentować interesy całego środowiska i wszystkich swoich członków, wziął stronę jedynie jego części, z uporem godnym lepszej sprawy broniąc prawa do ustalania wysokich cen leków i odmawiając pacjentom wiedzy na ten temat. Zamiast zachęcać do dyskusji i debaty, które mogłyby zaowocować wypracowaniem wspólnego stanowiska, z lubością zaczął dzielić farmaceutów na dobrych i złych, godnych i niegodnych, słusznych i niesłusznych.

Co ciekawe, samorząd aptekarski ma na uwadze „interes pacjenta”, rozumiejąc go jednak dość osobliwie i dość osobliwie definiując czyhające na pacjenta zagrożenia. W interesie pacjenta, według działaczy samorządu, są absolutny brak jakiejkolwiek informacji o różnicach pomiędzy aptekami, absolutny brak jakiejkolwiek informacji o różnicach między cenami leków. Całe zło, które trapi polskich chorych, ucieleśnia demoniczna ulotka z cenami pozostawiona na klatce schodowej oraz bardzo tendencyjnie przedstawiane programy pacjenckie, celowo mylone z lojalnościowymi programami punktowymi, odpowiadające rzekomo całościowo za zjawisko nadkonsumpcji leków.

Nadkonsumpcja – słowo wytrych

Przypomnijmy, że równolegle z art. 94a ustawy Prawo farmaceutyczne pojawiły się zmiany w tzw. ustawie refundacyjnej, wprowadzające sztywne marże hurtowe i detaliczne, a w rezultacie sztywne ceny leków refundowanych. Ta zbieżność w czasie dwóch zupełnie różnych przepisów prawa pozwala sprytnie manipulować faktami, przypisując skutki jednego uregulowania drugiemu. Używając takiego oto zabiegu odtrąbiono sukces wprowadzenia zakazu reklamy aptek uznając, że przyczynił się on do zahamowania nadkonsumpcji leków, eliminując zjawisko promocji „leki za 1 gr”.

Czy aby na pewno? Rzeczywiście, z żadnej aptecznej witryny nie krzyczy dziś do nas „1-groszowa promocja”. To dobrze. Przede wszystkim dla budżetu NFZ, który nie refunduje w nadmiarze wykupywanych opakowań. Czy dobrze dla pacjenta? Prawdopodobnie większość chorych chciałaby powrotu tańszych leków refundowanych. Niezależnie jednak od tego, kto na tym zyskał, a kto stracił, faktem pozostaje, że nie ma już 1-groszowych promocji ze względu na… zmiany w ustawie refundacyjnej (czyli sztywne marże i sztywne ceny). Nie ma żadnych dostępnych badań, które wskazywałyby na zakaz reklamy aptek jako sprawcę ukrócenia zjawiska „leków za grosz”.

Uproszczeniem graniczącym z absurdem jest twierdzenie, że winę za nadkonsumpcję ponosi reklama aptek, a panaceum na nią jest zakaz tej reklamy. A już kuriozalna jest konstatacja, że winne wszystkiemu są ogólnopolskie programy propacjenckie, angażujące farmaceutów, podkreślające wagę świadomości pacjenckiej i rolę pacjenta w całym procesie terapii. Jest raczej odwrotnie – programy takie dają farmaceutom narzędzia do aktywnego monitorowania terapii każdego pacjenta i mają zdecydowanie pozytywny wpływ na ograniczenie zjawiska nadkonsumpcji.

Jeśli już szukać winnych - nadkonsumpcję generują raczej setki milionów wydawane na reklamę telewizyjną produktów OTC (nie jest ona zakazana). Generuje ją nieszczelny system weryfikacji wypisywanych recept, a nie programy pacjenckie skoncentrowane na obniżaniu kosztów leczenia lekami przepisywanymi przez lekarzy.

W interesie pacjenta, według działaczy samorządu, są absolutny brak jakiejkolwiek informacji o różnicach pomiędzy aptekami, absolutny brak jakiejkolwiek informacji o różnicach między cenami leków, a wreszcie - wysokie ceny lekarstw. Im wyższe, tym dla pacjenta bezpieczniejsze. Oni nie wiedzą, ale wie samorząd.

Środowiskowa solidarność czmycha

Część przedstawicieli samorządu aptekarskiego, a szczególnie Naczelnej Rady Aptekarskiej, wbrew środowiskowej solidarności wykorzystuje niejasne przepisy art. 94a do ataku na pozostałych członków samorządu. Nie da się ukryć, że w środowisku doszło do głębokiego konfliktu. W jego efekcie mamy do czynienia z podziałem, który nie występuje w żadnym innym samorządzie zawodów zaufania publicznego.

A przecież poglądy samorządu aptekarskiego nie są poglądami wszystkich jego członków. Samorząd zdominowany jest przez aptekarzy prowadzących własne apteki, ale nie dlatego, że nie funkcjonują formalne procedury demokratyczne, ale dlatego, że brak jest materialnych podstaw demokracji: marginalizowani są ci farmaceuci, którzy nie prowadzą własnych aptek. Ich zaangażowanie jest niższe, bo nie są motywowani własnym biznesem, a ich głos się nie liczy, bo są zastraszani.

Etyka zawodowa służy do wymuszania dyscypliny w realizacji wizji biznesu aptecznego. Pod pozorem dbałości o etykę zawodową oczyszcza się przestrzeń biznesową z konkurentów. Wydaje się, że pilnej zmiany wymaga ustawa o samorządzie aptekarskim w tym punkcie, w którym ucina możliwość rewizji orzeczeń sądów aptekarskich przez sądy powszechne, tak jak ma to miejsce w innych samorządach.

Samorząd zawsze wie lepiej

Można się spierać o sens bądź bezsens wprowadzenia zakazu reklamy aptek i regulowania w ten sposób relacji farmaceuta-pacjent. Można mieć różne poglądy, można w dyskusji przywoływać przykłady regulacji z innych rynków aptecznych. Dziwi, że w batalii o własne interesy działacze samorządowi kurczowo uczepili się nieszczęsnej w swym jednozdaniowym kształcie formy tego zakazu wpisanej do polskiego prawa. A jeszcze bardziej dziwi, że wypowiadają się o jej absolutnej doskonałości, nie podpierając swych sądów opiniami prawników czy ekspertów od właściwego stanowienia prawa.

Tymczasem autorytety prawne od dawna podnoszą sprzeczność art. 94 a w jego dzisiejszym brzmieniu z wzorcami konstytucyjnymi: zasadą swobody działalności gospodarczej, zasadą proporcjonalności, prawem do ochrony zdrowia. Ponadto zarzucają mu: naruszanie zasady wolności wypowiedzi, niezgodność z dyrektywą Wspólnoty Europejskiej oraz zwracają uwagę na negatywną opinię UOKiK.

Podobnie zresztą pomijane są głosy samych chorych, którzy w licznych badaniach opinii społecznej i w licznych petycjach kierowanych do urzędników podnoszą, że chcą mieć prawo do informacji o cenach leków, że chcą uczestniczyć w programach propacjenckich, że po prostu chcą leczyć się taniej.

Po pierwsze pacjent

Na koniec nasuwa się smutna refleksja – gdzie w tej całej batalii jest pacjent? Abstrahując od nadinterpretacji i przekłamań, od różnych opinii i różnych poglądów mamy przecież do czynienia z konfliktem różnych interesów. Z jednej strony jest interes państwa, które w przypadku świadczeń refundowanych (leków refundowanych) chce zapewnić pacjentom dostęp do nich we wszystkich placówkach na tych samych zasadach. Co zresztą udało się zrobić, dzięki wprowadzeniu ustawy refundacyjnej i sztywnych marż na leki refundowane. Z drugiej strony jest interes samorządu aptekarskiego, który działa na rzecz swoich członków – aptekarzy - dążąc do takich uregulowań prawnych, które umożliwią im niezakłócone konkurencją prowadzenie działalności gospodarczej.

Z punktu widzenia samorządu aptekarskiego, działania zmierzające do zapewnienia aptekom bezpiecznego funkcjonowania, zwłaszcza działania zmierzające do ograniczenia jakiejkolwiek konkurencji między placówkami aptecznymi, są przejawem dbania o interes najbardziej aktywnej biznesowo części samorządowców.

Wszystkie wprowadzane uregulowania prawne muszą brać pod uwagę wszystkie te interesy i zważyć, który z nich jest najważniejszy, a który można poświęcić w imię innych (jeśli te interesy są sprzeczne). W szczególności w przypadku problematyki związanej ze zdrowiem – promowane winny być te wszystkie rozwiązania, które zwiększają dostępność pacjentów do świadczeń zdrowotnych, dają im maksimum informacji i ograniczają ich wydatki. Pozwólmy pacjentom świadomie wybierać!

Wideo

Materiał oryginalny: Kto chce droższych leków? - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie