Krzysztof Piątek: Bóg ma na mnie plan i ciężko pracuję, żeby wrócić na boisko

Marcin Bratkowski
Krzysztof Piątek: Bóg ma na mnie plan i ciężko pracuję, żeby wrócić na boisko krzysztof kapica/polska press
Spotkanie z Hiszpanią oglądaliśmy w towarzystwie kontuzjowanego reprezentanta Polski Krzysztofa Piątka na spotkaniu organizowanym przez firmę TCL, producenta telewizorów, którego ambasadorem jest napastnik Herthy Berlin. Kiedy przed meczem przekonywał zgromadzonych kibiców i dziennikarzy, że warto wierzyć w kadrę, mało kto podzielał jego optymizm. Po końcowym gwizdku snajper triumfował.

W 94. minucie, kiedy Polakom udało się wyjść spod własnego pola karnego i wywalczyć faul, krzyknął pan „Vamos! Mamy to”.
Mówiłem przed meczem, że trzeba wierzyć w tę drużynę. Jest jeden arcyważny punkt i ze Szwedami gramy o awans. Najważniejsze, że pokazaliśmy się z dobrej strony. Mam nadzieję na trzy punkty w kolejnym spotkaniu, dzięki którym będziemy grali dalej.

Kiedy przed meczem przekonywał pan, że wierzy w sukces, pewnie był pan w pięciu procentach Polaków, którzy nie skreślali kadry Paulo Sousy w starciu z Hiszpanami.
Po to są te mistrzostwa. Przegraliśmy tylko jedno spotkanie i trzeba było dalej wierzyć.

Martwiliśmy się o pana kontuzjowany staw skokowy, a tymczasem po takich emocjach wypada zapytać o serce. Tętno bardzo skakało w końcówce?
Oj tak, emocji było co niemiara. Powinniśmy być dumni z naszych chłopaków, to jest klucz. A co do Szwecji, to na tym turnieju nie ma łatwych meczów i ten nie będzie inny. Francuzi zobaczyli w starciu z Węgrami, że każdy może nawiązać walkę i zdobyć punkty z każdym. W przypadku Euro 2020 to nie jest pusty frazes.

Po diagnozie informującej o złamaniu stawu skokowego, eliminującym pana z mistrzostw Europy, powiedział pan, że to najgorszy dzień w pana życiu. Udało się już pozbierać czy cały czas ciężko oglądać kolegów w telewizji?
To była pierwsza taka poważna kontuzja w moim życiu. Ciężko się było pozbierać, bo uciekły mi mistrzostwa Europy, na które pracowałem trzy lata, strzelałem gole w eliminacjach, byłem ważną częścią tej drużyny. Dodatkowo trudne było dla mnie to, że nie wiedziałem jak to wszystko będzie wyglądać. To była moja pierwsza operacja w życiu i miałem trochę strachu. Ale Bóg ma na mnie plan i ciężko pracuję, żeby wrócić na boisko.

Kiedy możemy się tego spodziewać? Na nasze spotkanie jeszcze przyszedł pan o kulach, a na stawie skokowym wyraźnie widać bliznę.
W następnym tygodniu jadę znowu do Berlina, do profesora, który operował tę nogę. Konsultacje, badania i rentgeny mają powiedzieć, czy już będę mógł stawiać na tej nodze większe obciążenie. Teraz jest to 15 kilogramów, jak przyjdzie zgoda w przyszłym tygodniu, to zacznę ją obciążać o 50 proc. masy mojego ciała więcej, czyli około 40 kilo. Stopniowo będziemy stawiać większe ciężary i mam nadzieję, że za półtora miesiąca, gdzieś tak w połowie sierpnia, będę gotowy do gry.

To dobre wieści, szczególnie że 13 sierpnia rusza nowy sezon Bundesligi.
Na pewno nie będę się jakoś przesadnie spieszył, bo z takimi urazami nie jest hop-siup. To nie tylko złamanie, ale jeszcze wyskoczyła mi chrząstka, która spowodowała stan zapalny. To efekt wielu lat grania i eksploatowania organizmu. Trenuję bardzo mocno, cztery razy dziennie i jestem w dobrych rękach.

Jak przebiega rehabilitacja?
Zaczynam dzień z fizjoterapeutką, która stymuluje tę nogę. Ciekawe jest to, że na początku, kiedy nie miałem tej nogi tak sprawnej, nie mogłem jej w ogóle stawiać na ziemi i była w specjalnym bucie, skupialiśmy się na... oku! Są takie specjalne zadania, które poprzez pracę z okiem wysyłają sygnał do mózgu, żeby rozluźniał tę nogę, tak aby docierała do niej krew. Jak o niej myślałem i nie rozluźniałem, to krew nie dochodziła, robił się obrzęk. Stymulowaliśmy też obręcz barkową, która w efekcie wysyłała też sygnały do kontuzjowanej nogi. Po sesji fizjoterapii przychodzę na siłownię, na której mogę popracować nad rzeczami, na które w sezonie nie mam czasu, albo ciężko jest je zrobić, gdy gra się co trzy dni. Na przykład rozbudowa górnych partii mięśniowych. Muszę też mocno wzmacniać drugą nogę, żeby nie stracić tam mięśni. Później idę do osteopaty, który manualnie rozluźnia punkty, a na koniec ćwiczę na basenie.

Znalazł pan na szczęście w tym napiętym grafiku czas na spotkanie z nami przy okazji wydarzenia organizowanego markę telewizorów TCL, której jest pan ambasadorem.
Jestem szczęśliwy, że mogliśmy wspólnie pooglądać ten mecz. Bardzo się cieszę ze współpracy z TCL, uważnie dobieram tego typu partnerstwa, ale co do jakości telewizorów TCL nie mam wątpliwości. Są stworzone do oglądania sportu, zwłaszcza nowa, wypuszczona przed Euro seria Miniled TCL C82. To też dla mnie naturalna współpraca, bo co łączy się z futbolem lepiej niż telewizory? Zresztą wśród ambasadorów TCL są też między innymi Paul Pogba, Harry Kane czy Gianluigi Donnarumma. To bardzo miłe grono.

I co sprzed telewizora pan wypatrzył oglądając mistrzostwa Europy? Który zespół się panu najbardziej podoba?
Chyba największe wrażenie zrobiły na mnie Węgry. To nasz rywal też w eliminacjach MŚ, zagrali bardzo dobry mecz z Portugalią, intensywnie, odważnie do przodu, nie przestraszyli się tego rywala. I to im się na dłuższą metę opłaciło, bo co prawda to spotkanie ostatecznie przegrali, ale trzymając się swojego sposobu grania później wyszarpali punkt Francuzom i tak jak my są cały czas w grze. Wspaniale się też patrzyło na pełne trybuny w trakcie ich meczów w Budapeszcie.

A kto zostanie mistrzem Europy? Węgrzy?
Nie no, aż tak to chyba nie. Myślę, że ktoś z trójki Francja, Belgia, Włochy.

Euro 2020 to turniej, który się dobrze ogląda, pada dużo bramek. Jako napastnik podpatrzył pan jakiegoś innego ofensywnego gracza, który panu imponuje, na którego miło popatrzeć?
Bardzo zaimponował mi Kylian Mbappe, może nie strzelił jeszcze gola, ale ma niesamowite umiejętności i szybkość. Również Ciro Immobile dobrze gra, jest skuteczny, a cała reprezentacja Włoch dobrze funkcjonuje. Ale najważniejsza na tym turnieju jest drużyna. Mogą być gwiazdy, ale to zespoły wygrywają.

A nie zwrócił pan uwagi na Patricka Schicka? Ma już trzy gole, a jeden z nich trochę podobny do pańskiego trafienia z meczu z Ukrainą, kiedy z daleka trafił pan do pustej bramki.
On miał dalszą odległość, ja z kolei byłem bardziej z boku. Też miał fajnie piłkę ustawioną, świetnie zobaczył wysuniętego bramkarza, podkręcił tę piłkę, uderzył rogalem, który wkręcał się do bramki. Perfekcyjne uderzenie, chapeau bas!

Łatwo strzelić w taki sposób?
Jak się widzi to w telewizji, to może się tak wydawać, ale prezes Boniek może coś powiedzieć na ten temat (śmiech). Po tamtym meczu z Ukrainą chcieliśmy odtworzyć moją bramkę na treningu przed meczem z Włochami i na pięć prób trafiłem trzy razy, pierwsze dwa razy pudłując. Prezes Boniek też kilka razy się pomylił, a raz trafił do bramki. Więc wcale nie jest to łatwe.

Lubański, Terlecki, Błaszczykowski, Fabiański i inni, którym...

Robert Lewandowski otwiera restaurację z synem Magdy Gessler...

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

Tokio Raport

Wideo

Materiał oryginalny: Krzysztof Piątek: Bóg ma na mnie plan i ciężko pracuję, żeby wrócić na boisko - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie