3/7 Zamknij

Przeglądaj również za pomocą strzałek na klawiaturze Poprzednie Następne

Panika wybuchła dopiero w ubiegłym tygodniu, gdy w odległej o 25 km od Wielunia fabryce mrożonek Anita w Działoszynie wykryto ogromne ognisko choroby. Najpierw zakażenie stwierdzono u jednego pracownika zakładu, potem u 56 osób z jego stuosobowej zmiany. Po przebadaniu wszystkich 500 pracowników zakładu liczba zakażonych osiągnęła 94. Okazało się, że wprowadzone w fabryce ostre środki bezpieczeństwa, takie jak: mierzenie temperatury, wywiady z pracownikami, czy częsta dezynfekcja nie były wystarczające. Wojewoda łódzki Tobiasz Bocheński powiązał ognisko w Anicie z zakażeniami z Wieruszowa i Wielunia.

Kilka dni później kolejne ognisko wybuchło w Sieradzu, 44 km na północ od Wielunia. W Szpitalu Wojewódzkim im. Kard. St. Wyszyńskiego doliczono się wkrótce aż 88 zakażeń. Tak dużego szpitalnego ogniska choroby do tej pory w regionie nie było. Najprawdopodobniej wirusa przywiózł chory z powiatu wieluńskiego.

To na razie koniec łańcucha zakażeń, ale koronawirus atakuje też w innych miejscach. W Łodzi także pojawiły się spore ogniska w zakładach pracy. Aż 11 przypadków odnotowano w fabryce słodyczy, zachorowania odnotowano też w jednej z firm montażowych. Do tego w domu pomocy społecznej przy ul. Przybyszewskiego doliczono się 25 przypadków, w tym 17 zakażeń u podopiecznych i 5 u pracowników. Urszula Jędrzejczyk, powiatowy inspektor sanitarny w Łodzi, uznała sytuację w mieście za „niepokojącą”.

CZYTAJ WIĘCEJ >>>>


Wróć do artykułu

Najnowsze wiadomości

reklama

Polecamy