Kompromitacja ABW i prokuratury we "Wprost". Emocje wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem [ANALIZA]

Agaton KozińskiZaktualizowano 
Donald Tusk na czwartkowej konferencji odciął się od akcji ABW w redakcji „Wprost”, twierdząc, że nie miał wpływu na działania niezależnej od rządu prokuratury. Z kolei prokuratura też nie ma sobie nic do zarzucenia, twierdząc, że akcja w tygodniku została przeprowadzona zgodnie z prawem.

- Tajemnica dziennikarska to dla mnie jeden z fundamentów społeczeństwa obywatelskiego - zapewnił Andrzej Seremet, prokurator generalny, dodając jednocześnie, że uznaje działania prokuratora będącego w środę w redakcji „Wprost” za „prawidłowe i mające podstawy prawne”. Skoro więc wszystko było tak jak trzeba, to skąd taki niesmak po działaniach agencji? Bo ABW i prokuraturę dopuściło do sytuacji, w której emocje wzięły górę nad zdroworozsądkowym podejściem do przepisów prawa.

- Obowiązkiem dziennikarza było wydać materiały. Organy, prokuratura i ABW, nie chciały wielkiej awantury i odstąpiły od czynności, co jest kompromitacją – uważa prof. Ryszard Stefański, były zastępca prokuratora generalnego. I podkreśla, że agenci w redakcji mieli po prostu zabezpieczyć materiały, bez zapoznawania się z nimi. Innymi słowy, laptopy, taśmy i wszystkie inne materiały związane z „aferą taśmową” powinny zostać zabrane z „Wprost” w zamkniętych i zalakowanych opakowaniach, a następnie trafić na przechowanie do sądu. Nikt nie miałby prawa się z nimi zapoznać do czasu, aż sąd uzna, że w tym konkretnym przypadku tajemnica dziennikarska nie obowiązuje. Brak werdyktu w tej sprawie, lub werdykt obowiązku ochrony informatora z dziennikarzy nie zdejmujący automatycznie oznaczałby, że zebrane dowody były zwrócone.

Czyli ABW wchodząc do redakcji od początku wiedziała (albo przynajmniej powinno wiedzieć), że zbiera materiały, z których prokuratura nie będzie miała żadnego pożytku – przynajmniej w najbliższym czasie. Mimo to agenci wraz z nadzorującymi ich prokuratorami zdecydowali się na użycie przemocy w stosunku do redaktora naczelnego, by te materiały zebrać – a przy okazji się skompromitowali, gdyż mimo to zebrać ich nie zdołali. A tymczasem mogli wybrać całkowicie inny sposób działania, który tych wpadek uniknąć by im pozwolił. Co ważne, jest ona wpisana do ustawy o ABW i Agencji Wywiadu (jedna ustawa reguluje zasady działania obu tych agencji).

W artykule 37. ustawy jest jasno wylistowane, z kim obie agencje nie mogą nawiązywać tajnej współpracy. Wymienieni tam są m.in. parlamentarzyści, pracownicy ministerstw, prawnicy rektorzy uczelni. W punkcie 8. ustępu 1. tego artykułu wymienia się „redaktorów naczelnych, dziennikarzy lub osób prowadzących działalność wydawniczą, o których mowa w ustawie z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe”. Ale zaraz za tą wyliczanką jest punkt 2. tego artykułu, który wprowadza wyjątek od reguły zdefiniowanej w jego punkcie pierwszym. Mówi on jasno, że „szefowie Agencji w celu realizacji zadań Agencji mogą wydać zgodę na korzystanie z tajnej współpracy z osobami, o których mowa w ust. 1 pkt 7 i 8, jeżeli jest to uzasadnione względami bezpieczeństwa państwa, po uzyskaniu zgody Prezesa Rady Ministrów”. Pisząc jaśniej – agentom jasno sugeruje się, aby współpracy z dziennikarzami w sprawach trudnych szukać (wskazany przed chwilą punkt 7. dotyczy nadawców radiowych i telewizyjnych, a 8. dziennikarzy).

Oczywiście, nie w każdej sytuacji ABW może szukać porozumienia z dziennikarzami – ustawa jasno mówi, że może do niej dochodzić tylko w sytuacji, gdy zagrożone jest bezpieczeństwo państwa. Ale obecna sytuacja ten warunek spełnia. Przecież nie dalej jak w poniedziałek Donald Tusk na konferencji mówił wyraźnie, że ujawnienie nagrań kompromitujących Marka Belkę i Bartłomieja Sienkiewicza to próba zamachu stanu. Skoro tak, była podstawa, by wystąpić do premiera o zgodę na szukanie porozumienia z „Wprost” (bo według obecnych przepisów ABW podlega bezpośrednio szefowi rządu – nowelizacja ustawy, która przenosi agencję pod komendę ministra spraw wewnętrznych jeszcze nie weszła w życie). Tym bardziej, że redakcja deklarowała daleko idącą chęć współpracy, zastrzegając jedynie, że nie zgodzi się na ujawnienie źródeł informacji.

Tego bowiem zabrakło w akcji ABW i prokuratury we „Wprost”. Trudno zrozumieć, czemu służby zdecydowały się bez wcześniejszych sygnałów o chęci porozumienia z dziennikarzami wkroczyć do redakcji. Interpretację tej sytuacji komplikuje fakt, że doszło do tego dosłownie kilka godzin po opublikowaniu przez tygodnik pierwszej godziny nagranej rozmowy Belki z Sienkiewiczem, a także zapowiedzi, że istnieją nagrania rozmów innych ważnych urzędników państwowych. Tłumaczyć się z tego musi Donald Tusk – mimo że, jak przypomina, prokuratura jest od niego niezależna i ma ona pełne prawo korzystać z pomocy ABW w tego typu sprawach. Tak się jednak składa, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego podlega bezpośrednio pod niego.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Materiał oryginalny: Kompromitacja ABW i prokuratury we "Wprost". Emocje wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem [ANALIZA] - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie