Jak Edek spod Morskiego Oka zamieszkał w Aleksandrowie Łódzkim. Ten koń miał naprawdę szczęście!

Jacek Zemła
Jacek Zemła
Edek jest szczęśliwy i przybiega na każde zawołanie swojej kochającej właścicielki... agata kowalska
Pani Natalia podczas pobytu w Zakopanem zakochała się w koniu, który ciągnął wozy do Morskiego Oka. Odkupiła go od górala i przywiozła ze sobą do stajni pod Łodzią. Miał połamane i cofnięte żebra, zanik mięśni zadu, spuchnięte nogi po zdjęciu ciężkich podków z wkładkami i hacelami. Pod brzuchem widać było rany.

Edek, bo tak ma na imię konik spod Morskiego Oka może uważać się za szczęściarza. Dzięki spotkaniu oko w oko z panią Natalią, mieszkanką Łodzi, jego życie zmieniło się diametralnie, a los odwrócił o 180 stopni. Tam mieszkał u górala, był poniewierany i zaniedbywany. Jego przeznaczeniem była tylko praca i zarabianie pieniędzy. Jeszcze niedawno woził turystów pod Morskie Oko ciągnąc ciężkie wozy pod górę. Mieszkał w małym boksie dzielonym pół na pół z kolegą na krótkim łańcuchu. Edek był smutny, bez życia, chory i samotny. Teraz ma swój padok, cieszy się hasaniem po zielonej trawce, a co najważniejsze ma kochającą właścicielkę, która go hołubi i o niego dba.

- Edzia wykupiłam z Białego Dunajca. Ogłoszenie o sprzedaży konia znalazłam przypadkiem na OLX, zadzwoniłam, bo koń bardzo mi się spodobał. Od górala dowiedziałam się ze koń nie chodzi pod siodłem, ale wozi turystów pod Morskie Oko. Pierwsze, o czym pomyślałam to to, że na pewno jest chory, bo przecież górale zdrowych koni nie sprzedają. Podziękowałam za rozmowę i z żalem stwierdziłam ze niestety nie jest to koń dla mnie – opowiada właścicielka Edka Natalia Lesisz.

To jednak nie był koniec tej historii. Trzy miesiące później Pani Natalia pojechała na majówkę do Krakowa, a znajoma namówiła ją na wizytę w Zakopanem. Przypomniała sobie o przepięknym, karym, malowanym wałachu, który mieszkał w pobliżu. Tego dnia nie pracował, więc można było go obejrzeć na podwórzu.

- Góral wyprowadził Edzia - zamarłam, na jego widok. Był koniem moich marzeń, trochę zmęczonym i zaniedbanym, ale pięknym. Zadzwoniłam do taty, żeby powiedzieć, że znalazłam tego jedynego MOJEGO konia, że każdy jeździec w swoim życiu ma wierzchowca, który zmienił wszystko i Edek jest właśnie tym koniem. Tata stwierdził, że chyba zwariowałam, że wpędzę się tylko w koszty, bo koń na pewno jest chory – relacjonuje pani Natalia.

Tata miał niestety rację. Koń był w kiepskiej kondycji. Miał połamane i cofnięte żebra, zanik mięśni zadu, spuchnięte nogi po zdjęciu ciężkich podków z wkładkami i hacelami. Pod brzuchem widać było rany. Miłość od pierwszego wejrzenia okazała jednak tak silna, że pani Natalia nie wyobrażała sobie powrotu do domu bez konia.

Edek najpierw pojechał do Warszawy.

- Zaczęliśmy przywracanie go do życia - mówi nowa właścicielka. - Spacery, masaże fizjoterapeutyczne co trzy tygodnie, specjalna dieta, weterynarze i cały sztab ludzi chcących nam pomoc. Kiedy mieliśmy już pewność, że Edi czuje się dobrze, zaczęliśmy go ujeżdżać.

Nie było to proste, koń miał już 10 lat. Wcześniej sporadycznie miał człowieka na grzbiecie, był więc mocno wystraszony. Zaufał jednak swej nowej pani i dziś można zrobić z nim wszystko. Stał się pięknym i dumnym wałachem rasy śląskiej, który zachwyca innych właścicieli koni. Na jego grzbiecie trenowali najlepsi jeźdźcy w Polsce.

Teraz Edek mieszka w stajni Adrianna w Adamowie Starym niedaleko Aleksandrowa. Zamiast wozić turystów pod górę, Edi biega radośnie ze stadem po padoku. Jego właścicielka przeprowadziła się do Łodzi, a jej pupil trafił do stajni pod Aleksandrowem. Ma kochającą panią i trenera przyjeżdżającego aż ze stolicy. Edek czuje się świetnie, jest zdrowy i wydaje się być szczęśliwy.

- Koń zmienił się bardzo, po latach dowiedział się jak smakuje jabłko i marchewka, jest bardzo spokojny i życzliwy, kiedy przychodzę po niego na padok wystarczy, że zawołam a on przybiega ucieszony. Jestem ósmym właścicielem tego wspaniałego konia, średnio co rok był sprzedawany. Na pewno już ostatnim, bo Edi zostanie ze mną do końca swoich dni – mówi pani Natalia.

Nie lekceważ migreny. To może być niebezpieczne!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie