Jacek Bąk dziesięć lat temu zakończył karierę. "Zaczynało brakować mocy, byłem trochę wypalony" [WYWIAD]

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Jacek Bąk 10 lat temu zakończył karierę. "Byłem wypalony" Grzegorz Jakubowski / Polskapresse
- Nie brakuje mi gry w piłkę. Wolę pojeździć na rowerze - mówi równo dziesięć lat od rozegrania ostatniego meczu w karierze 96-krotny reprezentant Polski Jacek Bąk.

13 maja 2010 r. jako piłkarz Austrii Wiedeń rozegrał pan swój ostatni mecz w karierze. Po dziesięciu latach wspomina pan go ze łzą w oku czy ulgą?
Na pewno było smutno, ale taka kolej rzeczy. Chciałem jeszcze grać w piłkę, to moja pasja, hobby, do tego dobrze płatne, grałem na najwyższym poziomie. Kurczę – żyć, nie umierać. Ale przygotowywałem się do zakończenia. Miałem już skończone 37 lat, leciał mi 38. rok. Z kadrą pożegnałem się dwa lata wcześniej. Coraz bardziej czułem, że zaczyna mi brakować mocy, żeby gonić za 20-letnimi zawodnikami. Byłem też trochę wypalony.

A propos zakończenia grania mając ponad 37 lat, dużo nawet jak na dzisiejsze standardy.
Dobrze się prowadziłem, prawidłowo odżywiałem, dbałem o regenerację, unikałem alkoholu, nie imprezowałem.

Dziś korzysta pan z życia?
Nie, bez przesady. Czasami posiedzę ze znajomymi, rzadziej delikatnie się upiję, ale bez szaleństw. Kiedyś w moim przypadku to było nie do pomyślenia, ale po karierze podchodzę do tego z większym luzem.

Jacek Bąk urodził się 24 marca 1973 r. w Lublinie. Jest wychowankiem miejscowego Motoru, z którego w 1992 r. przeszedł do Lecha Poznań. Polską ligę opuścił po sezonie 1994/95. Najpierw grał w Olympique Lyon, a od stycznia 2002 r. do połowy 2005 r. w RC Lens. Następne dwa sezony spędził w lidze katarskiej, w zespole Ar-Rajjan. Przed sezonem 2007/08 podpisał kontrakt z Austrią Wiedeń, w której trzy lata.

Grał pan długo, bo obawiał się tego, co czeka po zakończeniu kariery?
Nie, grałem dopóki to miało sens. Jeszcze mogłem to robić na Cyprze czy w Polsce, ale nie miałem już z tego radości. Jak jechaliśmy na zgrupowanie przed meczem, to myślałem o tym, kiedy wrócę do domu. Przygotowania, odprawy, mobilizacja, koncentracja, przelało się.

Virgil Van Dijk powiedział, że w trakcie przerwy spowodowanej przez koronawirusa naszła go refleksje, jak trudno żyć bez piłki i jak będzie wyglądało jego życie po karierze. Panu trudno było się przestawić?
Nie, wcale. Z Lublina wyjechałem mając 18 lat, wróciłem w wieku 38. Tęskniłem za domem, rodziną, znajomymi, a jak w 1995 r. poszedłem grać do Francji – za Polską. Wracałem, o ile mogłem, na święta albo podczas przerwy w grze. Szczerze? Dziś nigdzie mi się nie chce wyjeżdżać. Tyle lat byłem za granicą, że to już mnie nie kręci. Chciałem w Lublinie żyć po swojemu, bez reżimu treningowego. Dlatego nie czułem się zagubiony. Robiłem, co mi się podoba. Może po roku trochę tęskniłem, myślałem, że mogłem jeszcze pograć w niższej lidze. Stwierdziłem jednak, że szkoda zdrowia.

Przez dekadę czegoś panu szczególnie brakowało z piłkarskiego życia?
Może trochę tej koncentracji i adrenaliny. Czasem próbuję to znaleźć na rowerze czy motocyklu albo quadzie, ale to nie jest to samo. Musi być publika, emocje, power. Chociaż odpowiem też przewrotnie. Nie brakuje mi piłki. Mogę uprawiać inne dyscypliny, ale w piłkę kompletnie mi się nie chce grać. Jak jest jakaś akcja charytatywna czy coś, to OK, ale jak mnie koledzy wołają na Orlika, to nie mam najmniejszej ochoty. Tym bardziej jak niektórzy jeszcze się spinają, żeby mnie ograć. Rywalizację mam już za sobą.

Ale piłkę pan ogląda?
Jak najbardziej, oglądam, analizuję, uwielbiam o niej rozmawiać, to mój konik. Z synem mamy agencję menedżerską JB Agency. Mamy kilku młodych zawodników, przede wszystkim nastolatków. Z nimi praca najbardziej cieszy, jak odkryje się kogoś utalentowanego i mu pomoże. Dlatego jeździmy, obserwujemy. Wcześniej współpracowałem z Przemkiem Pantakiem, pomagałem przy transferach Pawła Wszołka, Krzysztofa Mączyńskiego czy Łukasza Szukały. Byłem też ambasadorem kadry do lat 17 i 18. Pomaganie młodszym, dzielenie się z nimi doświadczeniem jest fajnie. Także w menadżerce.

Jacek Bąk zadebiutował w reprezentacji Polski 1 lutego 1993 r. w towarzyskim meczu z Cyprem (0:0). Po Euro 2008 zakończył karierę w kadrze. W tym czasie rozegrał 96 spotkań i strzelił trzy gole. Grał na trzech wielkich turniejach - mistrzostwach świata w w Korei i Japonii w 2002 r. i Niemczech w 2006 r. oraz mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii w 2008 r.

Koronawirus wpłynął bardzo na rynek transferowy?
Nie tylko, wszystkie dziedziny życia stanęły. Zobaczymy, czy damy radę przezwyciężyć chorobę i kiedy to nastąpi. Czekamy na lek, by wrócić do normalności. W życiu nie myślałem, że coś takiego może nas spotkać. Nie wiem, czasem zadaję sobie pytanie, czy to nie jest sztucznie rozdmuchane. Zaczynamy bać się sąsiadów czy samych siebie. Niech to się jak najszybciej skończy. A piłka? Zobaczymy, jak będzie z powrotem w tym sezonie. Start następnego ma być we wrześniu, ale on jest umowny, reszta to gdybanie. Nastał trudny okres dla FIFA, UEFA, klubów i federacji. Trochę siedzimy jak na bombie. A jeśli za kilka miesięcy wirus znajdzie sposób, że znowu trzeba będzie coś odwołać? Koszmar. Dopóki nie będzie szczepionki czy leku, to nic nie jest pewne.

A jak pan patrzy na dyskusję dotyczącą Jerzego Brzęczka? Jego krytycy chcą, by nie przedłużać z nim kończącej się latem umowy, a na mistrzostwa Europy reprezentacja powinna jechać z innym selekcjonerem.
Jurek awansował z drużyną na turniej, więc powinien z nią na niego jechać. To normalne. Zobaczymy, co wydarzy się na Euro i po nim podejmie decyzję, co dalej. Na dziś selekcjoner swoje zrobił. Może kadra nie grała porywająco, ale awansowała, więc dlaczego mamy go zmieniać? Bez sensu! Każdy chciałby pięknego stylu, ale gramy o bramki i punkty. Przecież Jurek chce dalej pracować nad grą, ale pandemia pokrzyżowała plany nie tylko jemu. Dajmy mu szansę, może mu się uda. Życzę mu tego.

Wracając do aktywności fizycznej – skoro nie piłka, to znalazł pan sobie jakiś sport zastępczy?
Biegam, gram w koszykówkę, w hokeja też. Często robię sobie wycieczki rowerowe, czasem dwu-trzydniowe. Do Kazimierza, Nałęczowa, w planach mam zwiedzenia na rowerze Trójmiasta. Dziennie robię od 70 do 100 km. Najwięcej zrobiłem 120. Ale to już trzeba być zaawansowanym kolarzem, bo po takim dystansie pupa trochę boli.

Do jakich momentów w karierze wraca pan najczęściej?
Do trzech turniejów, na których byłem z reprezentacją Polski i tego, że ani razu nie wyszliśmy na nich z grupy. Mogliśmy zrobić więcej. W eliminacjach fajnie nam szło, a na turnieju coś nie grało. Tak było na mundialach w 2002 i 2006 roku i Euro 2008. To trochę boli i czasem chodzi po głowie.

A chciałby pan coś wymazać z kariery?
Nie, było jak było, było fajnie, zawsze może być lepiej, ale to co było, nie jest złe. Człowiek jest zawsze mądrzejszy po fakcie. Było fajnie, przyjemnie. Robiłem to, co lubiłem. Wszyscy grają w piłkę nożną, ale nie każdy może w reprezentacji Polski, a ja jeszcze byłem jej kapitanem.

Został pan agentem, ale nie ciągnęło pana do bycia trenera czy pracy jako ekspert?
Nie, ani trochę. Trener ma najgorzej, bo zawodnik zrobi swoje, a po tyłku dostanie on. Natomiast praca w telewizji wymagałaby dojazdów lub nawet przenosin do Warszawy czy w inne miejsce. Poza tym tego nie czuję.

Grał pan i mieszkał we Francji, Katarze, Austrii, dlaczego wrócił pan do Lublina?
Tu się urodziłem i czuję się najlepiej. Z każdego miejsca mam fajne wspomnienia, ale jestem przywiązany do swojego miasta. Tu mam swoje ścieżki, znajomych od najmłodszych lat. Gdzieś tam mogę pomieszkać jakiś czas, nie mam z tym problemów, bo szybko się przystosowuję, ale od zawsze wiedziałem, że na stałe wrócę do Lublina. Co chciałem zobaczyć, to w wolnym czasie wsiadałem w samolot i leciałem. Było fajnie, ale w domu w Lublinie najlepiej.

Ma pan plany na kolejne dziesięć lat?
Nie wybiegam myślami w przyszłość, choć marzenia mam i wiem, że trzeba do nich dążyć. Jak zaczynałem grać w piłkę, nie myślałem, że będę grał w reprezentacji Polski, ale sumienną pracą do tego doszedłem. Chciałbym, żeby młodzi piłkarze, z którymi współpracuję i będę współpracował też kiedyś w niej zagrali, a ja będę ich oglądał, siedząc na stadionie.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? tomasz.bilinski@polskapress.pl

ZOBACZ TEŻ:

PZPN ukarał Cracovię za udział w aferze korupcyjnej!

Wideo

Materiał oryginalny: Jacek Bąk dziesięć lat temu zakończył karierę. "Zaczynało brakować mocy, byłem trochę wypalony" [WYWIAD] - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie