Gwarno w kolejnych lokalach. Łódzkie restauracje otwierają się dla gości! ZDJĘCIA

Piotr Jach
Piotr Jach
Aloha Poke zapełniło się w godzinach popołudniowych. Piotr Jach
Kolejne lokale gastronomiczne w Łodzi zapraszają gości do swoich wnętrz na przekór pandemicznym obostrzeniom. Wczoraj stacjonarną pracę wznowiły trzy, choć dwa dość nietypowo.

Do normalnego funkcjonowania wróciła restauracja hawajska Aloha Poke, mieszcząca się tuż obok „Centralu”. Lokal został otwarty o godz. 13, jednak klienci nie rzucili się do drzwi od razu. Rozdzwonił się za to telefon – goście zaczęli rezerwować stoliki na popołudnie. Lokal zapełnił się z nastaniem zmierzchu.

- Wizyty policji też spodziewamy się pod wieczór – mówi Mateusz Raczyński, współwłaściciela Aloha Poke. – Byli już w środę i czwartek. Sprawdzali, czy już przyjmujemy klientów. Najwyraźniej też przeglądają Facebooka, na którym informowaliśmy o otwarciu. Byli bardzo mili.

Gwarno było też wczoraj w lokalu Ryby & Owce funkcjonującym w Ogrodach Geyera.

- Lokal nie jest otwarty – zaznacza współwłaścicielka Anna Krysiak. – Do otwarcia po lockdownie dopiero się przygotowujemy. Teraz prowadzimy rekrutację wolontariuszy w celu zbadania oczekiwań klienta i wyboru produktu do sprzedaży. Będzie to wymagać testowania dań i wypełnienia ankiety na ich temat. Każdy wolontariusz podpisze umowę o nieodpłatnym wolontariacie i zobowiąże się do reklamowania naszych dań na wynos i w dostawie.

Właściciele Ryb & Owiec zdecydowali się na taką formę działania, bo dłuższe zamknięcie lokalu groziło im już ruiną.

- Zamówienia na wynos padły. Początek roku jest zawsze bardzo trudny dla łódzkiej gastronomii. U nas liczba zamówień zmalała do jednego dziennie. Zaczyna brakować na wypłaty dla pracowników, ZUS nie był nam łaskaw odroczyć terminu zapłaty składek. Zbyt wiele zainwestowaliśmy ze wspólnikiem w to miejsce, żeby pozwolić mu upaść.

Tapas bar Pjona przy ul. Piotrkowskiej 22 też formalnie jest zamknięty. Właściciel organizuje warsztaty kulinarne w pełnym reżimie sanitarnym.

- Otworzyłem lokal w sierpniu, w październiku musiałem zamknąć. Żadna tarcza antykryzysowa mnie nie obejmuje. Sprzedaż na wynos generowała kroplę w morzu kosztów. Żeby utrzymać zamknięty lokal wydałem kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dalsze ponoszenie strat nie ma sensu. Po słowach Pawła Borysa, prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju, który powiedział, że restauracje zostaną otwarte najwcześniej w maju moja cierpliwość się wyczerpała – mówi Dominik Rzepiel, właściciel lokalu.

Czy wzrośnie opłata za ZUS?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie