Gdy psa uczula... jego miska. Rozmowa z lekarzem...

    Gdy psa uczula... jego miska. Rozmowa z lekarzem weterynarii, Marcinem Filipem

    (kb)

    Express Ilustrowany

    Express Ilustrowany

    Gdy psa uczula... jego miska. Rozmowa z lekarzem weterynarii, Marcinem Filipem
    1/3
    przejdź do galerii

    ©Karolina Brózda

    Łodzianie mają coraz więcej zwierząt domowych, są z nimi coraz mocniej związani. Czy w związku z tym są w stanie wydać na leczenie pupila każde pieniądze? Mają też coraz większą świadomość tego, że zwierzak może zachorować i że trzeba mu wtedy pomóc, i to mnie cieszy najbardziej. Dla większości właścicieli pies czy kot staje się członkiem rodziny, którego nie tylko się karmi, ale również odrobacza i szczepi.
    Właśnie, czy hodujemy głównie psy i koty?
    Trzymamy też w domach zwierzęta egzotyczne, ptaki i gady. Jest to związane z rozszerzającym się rynkiem i rosnącym dostępem do tego typu fauny. Problem polega na tym, że nie każdy weterynarz potrafi im pomóc, gdyż tak jak ludzki lekarz specjalizuje się w różnego rodzaju schorzeniach, tak weterynarz może mieć różne specjalizacje. Przeważają jednak wielbiciele psów i kotów.

    Czy jakiś pacjent szczególnie zapadł panu w pamięć?
    Nie tyle sam pacjent, co jego właścicielka. Pamiętam kota chorującego na wirusową białaczkę. Choroba była w takim stadium, że ratunek był już właściwie niemożliwy. Jednak właścicielka kota namówiła rodzinę na złożenie się na lek, który mógł przedłużyć mu życie. Koszt nie był mały, potrzebowaliśmy około 5 tys. zł na sprowadzenie specyfiku. I choć ta pani dobrze wiedziała, że terapia jest beznadziejna, chciała jak najdłużej zatrzymać pupila przy sobie.
    Jakie schorzenia są najtrudniejsze do wyleczenia?
    Wszelkie urazy powypadkowe, zwłaszcza ortopedyczne. W innych przypadkach wszystko sprowadza się do postawienia właściwej diagnozy. Jeśli uda się szybko ustalić, co zwierzakowi jest, bo przecież sam nam nie powie, można podjąć odpowiednie działania. Ale do tego potrzebne są badania, chociażby krwi, czasem wielokrotne. To wszystko kosztuje, a im zwierzę większe, tym koszty wyższe. Nie każdy właściciel się na to decyduje. Niektórzy wolą uśpić czworonoga i kupić następnego. To brzmi strasznie, ale są i tacy. Nie traktują psa jak żywe stworzenie, ale jak pralkę czy telewizor, które można wymienić na nowszy model. Spotkałem się na przykład z przypadkiem pana, którego stać było na zmienianie drogich samochodów jak rękawiczki, natomiast żałował wydania 70 zł miesięcznie na specjalistyczną karmę dla uczulonego kota. Na szczęście to rzadkie podejście.
    Na co jeszcze chorują zwierzęta?
    W dzisiejszych czasach bardzo częste są wszelkiego rodzaju alergie, i pokarmowe, i środowiskowe. Należą one do schorzeń, które leczy się bardzo trudno. Podstawową kwestią jest rozpoznanie alergenu – czy znajduje się on w jedzeniu, czy w otoczeniu czworonoga. Na przykład pies może być uczulony na... miskę, w której dostaje karmę. Ale zanim uda się sprecyzować przyczynę uczulenia, szuka się jej metodą eliminacyjną: najpierw usuwa się mogące uczulać składniki pokarmu, jeśli to nie działa, trzeba zrobić testy alergiczne. Diagnostyka może trwać długo i kosztować nawet kilka tysięcy złotych.

    Czytaj treści premium w Expressie Ilustrowanym Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo