Finał Ligi Mistrzów. Klopp wie, że finał w Kijowie to było niedobre lekarstwo. Tottenham - Liverpool już dziś

Michał Skiba
Michał Skiba
PIERRE-PHILIPPE MARCOU/AFP/East News
Dziś ostatni akcent klubowej rywalizacji w sezonie 2018/19. I to na angielską nutę. W finale Ligi Mistrzów Liverpool zmierzy się z Tottenhamem. The Reds chcą zrehabilitować się za porażkę z ubiegłorocznego finału z Realem (1:3), Spurs marzą o pierwszym Pucharze Europy.

Jedna z największych kompromitacji w historii w futbolu, tak można kojarzyć finał Ligi Mistrzów sprzed roku. W Kijowie Liverpool był dzielny. Grając od 30. minuty bez będącego w kosmicznej formie Mohameda Salaha - z Realem Madryt walczył jak równy z równym. I tak jednak cały (niestety negatywny) splendor wziął na siebie Loris Karius. Wpuścił dwa gole, których nie powinien wpuścić żaden bramkarz na tej planecie.

Zapłakany niemiecki bramkarz błagał o wybaczenie kibiców z Anfield, a Jürgen Klopp? Już o szóstej rano, w pełnym uśmiechu, popijając piwko śpiewał ze swoim sztabem: Widzieliśmy puchar Europy, Madryt miał piep***ne szczęście, my będziemy fajni i jeszcze wrócimy z tym pucharem do Liverpoolu.

- Jaka nauka z poprzedniego finału? Że można stracić trzy dziwne gole. Jeden piękny i dwa takie, które zazwyczaj się nie zdarzają. Nic więcej. Uczymy się przez cały sezon, finał był tylko startem dla nowej drogi. Porażka w nim była dla nas jak dobre lekarstwo. Podobno najskuteczniejsze leki przecież nie są dobre. Rok temu marzyliśmy, by zagrać w Kijowie i nic więcej. W tym celujemy w trofeum - mówi teraz menedżer Liverpoolu.

Karius wyznał, że na finale na Wanda Metropolitano w Madrycie się nie pojawi. Nie chce, by uwaga skupiała się na nim i jego dramacie sprzed roku. - Loris napisał do mnie i Jürgena, gdy osiągnęliśmy finał. Cieszył się i gratulował. To dobry gość. Jest niezłym bramkarzem, jednak sytuacja nie była dla niego łatwa. To było dla niego najlepsze wyjście, żeby wyjechać i grać, odbudować pewność siebie i odzyskać radość z futbolu - mówi John Achterberg, trener bramkarzy w Liverpoolu.

Karius ostatnie dwanaście miesięcy spędził na wypożyczeniu w Besiktasie Stambuł. Tam jednak zagrał tylko sześć spotkań, w których zachował czyste konto, w dodatku pokłócił się z szefami klubu. Kibice nie byli dłużni, bazgrając sprayem auto jego dziewczyny. Napisali „Loser”, czyli przegrany.

Liverpool rok temu w Kijowie miał Virgila van Dijka, ale dopełnieniem defensywy stał się następca Kariusa, Alisson Becker. Gdyby nie jego świetna interwencja w ostatnich sekundach ostatniego meczu fazy grupowej, to Liverpoolu nie byłoby nawet w 1/8 finału. Bohaterem byłby Arkadiusz Milik.

Kupiony za 70 mln euro z Romy Alisson uratował LFC również w rewanżowym półfinale z Barceloną. To również jego zasługa, że klub z Anfield dokonał cudu, rezerwując sobie bilety na finał w Madrycie. Odrobienie straty trzech goli, a potem przypieczętowanie awansu zwycięstwem 4:0 nad Dumą Katalonii już na zawsze przejdzie do historii.

- Teraz moją inspiracją będzie Jerzy Dudek. Oglądałem finał w Stambule. On i Dida byli fantastyczni. Polak był fenomenalny - mówi Alisson.

W rewanżowym półfinale z Barceloną nie zagrali Mo Salah i Roberto Firmino, ale na finał są już gotowi. Na Wanda Metropolitano w Madrycie na pewno nie zobaczymy za to Naby’ego Keity. Gwinejczyk nie zdąży wyleczyć urazu pachwiny. Dużo lepiej z czasem i zdrowiem walczy Harry Kane. Napastnik Kogutów doznał szóstej kontuzji kostki w ostatnich trzech latach.

Gdy po pierwszym ćwierćfinale z Manchesterem City (1:0) trener Tottenhamu Mauricio Pochettino wyznał, że Anglik mógłby być zdrowy na finał, angielskie media nie brały tych słów na poważnie. Tymczasem Spurs przeszli City, a w szóstej minucie doliczonego czasu gry półfinałowego rewanżu z Ajaksem Amsterdam wyszarpali awans i są w finale. Kane’a zastąpili Son (w dwumeczu z City), i Lucas (z Ajaksem), który w Holandii ustrzelił hat-trick - za każdym razem strzelając słabszą nogą. Teraz zdrowy jest i Kane, który kilka dni temu odważnie zapowiadał: „mógłbym grać już dzisiaj”. Nie Gary Lineker, Paul Gascoigne, Jürgen Klinsmann, David Ginola, Luka Modrić czy nawet Gareth Bale, a czwórka: Alli, Son, Lucas i Kane mogą dać Spurs pierwszy Puchar Europy.

- Jeśli wygram finał, to opuszczę Tottenham, jeśli przegram. Możliwe, że też - mówi Mauricio Pochettino. Drugą część wypowiedzi można potraktować z przymrużeniem oka. To niemal cud, że Argentyńczyk doprowadził Koguty do finału w Madrycie. Szef Spurs Daniel Levy nie dał mu ani jednego funta na transfery, wolał oszczędzać na nowy stadion. W ostatnich dwóch okienkach, gdy wszyscy wielcy wydawali fortunę na wzmocnienia, Tottenham nie kupił nikogo. Ostatnim transferem Spurs był... Lucas. W styczniu 2018 r. przyszedł za 30 mln euro z PSG, bo, jak sam stwierdził - „nudzi go zdobywanie mistrzostwa Francji rok w rok”.

Na Johan Cruijff Arena Brazylijczyk stał się symbolem cudownego awansu do finału. - Przy ostatnim golu Lucasa nie było już mowy o żadnej taktyce. Tylko serce plus Lucas Moura. Mam nadzieję, że zbudują mu w Anglii pomnik - mówi Christian Eriksen, pomocnik Tottenhamu.

Jednak to dla Jürgena Kloppa finał w Madrycie może być małą klamrą. - Jeśli nie wygram nic w ciągu czterech sezonów, to polecą pracować do Szwajcarii - mówił Niemiec na swojej pierwszej konferencji prasowej w Liverpoolu. Jako menedżer The Reds zadebiutował 17 października 2015 r. Właśnie z Tottenhamem. Teraz zagra ze Spurs, by podrzeć bilet do Szwajcarii...

Finał Ligi Mistrzów od 2010 r. rozgrywany jest w sobotę. To będzie również pracujący weekend dla Damira Skominy. To Słoweniec będzie sędzią angielskiej rywalizacji. Przed pierwszym gwizdkiem na murawie wystąpią... Amerykanie. Zespół rockowy Imagine Dragons. Transmisję z finału można będzie obejrzeć w TVP1 i w Polsacie oraz Polsacie Sport Premium 1.

Sport przeniósł się do internetu

Wideo

Materiał oryginalny: Finał Ligi Mistrzów. Klopp wie, że finał w Kijowie to było niedobre lekarstwo. Tottenham - Liverpool już dziś - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie