EUROWIZJA 2015. Monika Kuszyńska będzie reprezntować Polskę [ZDJĘCIA, WIDEO]

.
Eurowizja 2015: Polskę będzie reprezentować Monika Kuszyńska Adam Wojnar
Eurowizja 2015: Polskę będzie reprezentować Monika Kuszyńska. Kiedy w miniony poniedziałek podczas programu "Świat się kręci" Agata Młynarska ogłosiła, że polską reprezentantką na tegoroczny finał festiwalu Eurowizji będzie Monika Kuszyńska, wszyscy byli zaskoczeni. Wcześniej wiadomo było, że o tę nominację ubiegały się największe gwiazdy polskiej rozrywki - choćby Doda czy Edyta Górniak. Tymczasem komisja powołana przez TVP postawiła na wokalistkę, która porusza się na wózku inwalidzkim. Zaśpiewa ona w Wiedniu dramatyczną balladę "In The Name Of Love".

WIDEO: Eurowizja 2015: Polskę będzie reprezentować Monika Kuszyńska

Źródło: TVP/x-news

Większość od razu gratulowała piosenkarce wyboru i życzyła sukcesu. Były jednak i inne głosy. "Wybór Moniki jest świetnym ruchem pijarowym. (...) Mam tylko nadzieję, że Monika koniec końców, nie poczuje się tylko jak marionetka" - napisała Doda na swym Facebooku. Nie zabrakło również złośliwych uwag, twierdzących że wybór Kuszyńskiej jest obliczony na wywołanie litości. Nic więc dziwnego, że sama zainteresowana szybko zabrała w tej kwestii głos.

Eurowizja 2014: Donatan i Cleo powalczą o zwycięstwo, Conchita Wurst faworytem

- Zdawałam sobie sprawę, że pojawią się różne komentarze, także kontrowersyjne. Ale każdy, kto prowadzi działalność publiczną, jest na nie narażony, i ja również. Na szczęście przez lata nabrałam do tego dystansu i przestały mnie one dotykać - powiedziała w rozmowie z portalem Gazeta.pl

Monika przyznaje, że początkowo nie była przekonana do pomysłu telewizji. Obawiała się, że jest zbyt stonowana i spokojna jak na ten pstrokaty i krzykliwy konkurs. Ale w końcu stwierdziła, że to dla niej ogromne wyróżnienie - i powinna je przyjąć.
- Owszem, poruszam się na wózku, ale to tylko narzędzie, które mi służy do przemieszczania się. Wózek nie jest mną! W środku się nie zmieniłam. Wciąż jestem tą samą dziewczyną, która stara się żyć pełnią życia i spełniać marzenia - deklaruje.

Świat pełen schodów

W maju 2006 roku Monika była wokalistką popularnej grupy Varius Manx. Kiedy muzycy wracali z jednego z koncertów, doszło do niespodziewanego wypadku. Samochód wiozący zespół uderzył w drzewo na poboczu. Gdyby Monika siedziała z tyłu, jak początkowo planowała, nic by jej się nie stało. Ale kolega ustąpił jej miejsca na przodzie, aby koleżance było wygodniej.

- Dziwne, ale poprzedniego wieczoru podczas koncertu byłam spięta jak nigdy. Powiedziałam nawet menedżerce, że czuję się tak, jakby to był bardzo ważny koncert, że mam taką tremę, jakbym śpiewała na festiwalu. "Jakby to był ostatni koncert w moim życiu", dodałam. Potem w nocy źle spałam. Nie wierzę w przeczucia, ale widzisz... Chyba je miałam - wspominała w "Vivie".

Lekarze nie od razu powiedzieli jej, że nie będzie chodzić. Dlatego początkowo nie zdawała sobie sprawy, jaki spotkał ją los. Cieszyła się, że wyszła z życiem z poważnego wypadku. Tymczasem miała uszkodzony kręgosłup i niedowład dolnych kończyn. O niepokojących rokowaniach wiedziała tylko rodzina. I to młodsza siostra jako pierwsza odbyła z nią tę trudną rozmowę. Kiedy przewieziono Monikę z kliniki we Wrocławiu do szpitala w Konstancinie i odstawiono leki przeciwbólowe, zaczął się koszmar. Lekarze w ogóle nie chcieli z nią rozmawiać. Pomagał tylko jeden pielęgniarz, który starał się poprawić jej nastrój.

- Po pół roku zostałam wypisana do domu. Tylko okazało się, że ja... domu nie mam. Nikt nie zastanawia się nad niepełnosprawnymi, czym dla nich jest "normalne" życie. To wielki, okrutny, obcy świat, pełen schodów bez windy. Rodzice mieszkają na czwartym piętrze. Ja miałam mieszkanie na drugim. Zatrzymałam się u znajomych, którzy mieszkali najniżej - opowiadała.

Dzięki przyjaciółce trafiła na niezwykłego rehabilitanta. Ponieważ mieszkał w Bielsku, wynajęła tam mieszkanie, aby móc się z nim spotykać codziennie. Dzieląc swój czas między Łódź a Bielsko, zaczęła morderczą pracę nad swym ciałem, która trwała aż trzy lata. Wspierała ją siostra, która, by być przy Monice, wzięła na studiach urlop dziekański. Z czasem zaczęły się pojawiać efekty ćwiczeń.

Spojrzenie w siebie

Rehabilitacja fizyczna okazała się tylko częścią wysiłku, jaki Monika musiała podjąć, aby wrócić do normalnego życia. Równie poważnym problemem były rany na psychice. Ale i w tej kwestii piosenkarka okazała się niezłomna. - Najważniejsze było zaakceptowanie siebie na wózku. Przedtem byłam piękna, zgrabna, dynamiczna - i ten wizerunek był niezwykle ważny w moim przypadku. Tymczasem po wypadku wszystko to musiało ulec zmianie. Fizyczność przestała być istotna, ważniejsze okazało się to, co mam wewnątrz siebie. To przestawienie myślenia o sobie, dużo mnie kosztowało wysiłku - wyznała w "Dzienniku Polskim".

Przed wypadkiem Monika była uznawana za jedną z najseksowniejszych polskich wokalistek. Męskie pisma prześcigały się w ofertach rozbieranych sesji - i młoda dziewczyna z kilku takich propozycji skorzystała. Myślała, że w show-biznesie tak trzeba. Naginała się więc do oczekiwań innych - ale jak potem szczerze wyznała, nie przynosiło jej to zadowolenia. - Byłam próżna - nie ukrywam tego. Głównym celem było zabłysnąć w Opolu, kupić ładną sukienkę, mieć dobrą cerę. Fryzurę. I nagle przestało to być dla mnie ważne. Wiem, że już nigdy nie wyjdę w szpilkach ani w obcisłych spodniach. Nie będę tą posągową dziewczyną z okładek. Ale też mentalnie jest mi już do tej dziewczyny bardzo daleko - mówiła w "Vivie".

Dzięki wspólnym przyjaciołom poznała piosenkarkę z kręgu muzyki chrześcijańskiej - Beatę Bednarz. I to za jej namową ponownie zaśpiewała. O ile w studiu nie było większych problemów, więcej kosztował ją pierwszy występ na żywo.
- Miałam duże obawy. Jak zareagują widzowie? I byłam ogromnie wzruszona pozytywną reakcją. Ludzie podchodzili do mnie, chcieli rozmawiać, potem dostawałam mnóstwo e-maili, wszyscy starali się mnie przekonać, że to, co robię, jest dla nich ważne i wartościowe. Dzięki temu zrozumiałam, że to dobra droga. Gdyby nie to - trudno byłoby mi odnaleźć się w tej sytuacji - tłumaczyła w "Dzienniku Polskim".

Kuba to dar od Boga

Rok po wypadku dostała niespodziewanie e-maila od dawnego kolegi z Varius Manx. Być może Kuba Raczyński wcześniej myślał o pięknej koleżance, ale nie miał śmiałości nawiązać z nią bliższego kontaktu? W nowej sytuacji pewnie było mu łatwiej.
- Spotkaliśmy się, zaczęliśmy się przyjaźnić, wszystko potoczyło się w jakiś naturalny, niewymuszony sposób. I zrodziła się miłość. Ciekawe, czasami się nad tym zastanawiam, co by było, gdyby nie wydarzył się ten wypadek? Czy nasze drogi też by się zeszły? Śmiem przypuszczać, że nie, bo każde z nas byłoby w innym miejscu. Życie musiało odbić na inny tor, żeby nas z sobą połączyć - zastanawiała się wokalistka na łamach "Gali".

Od czterech lat Monika i Kuba są małżeństwem. I właściwie pozostają nierozłączni. On nie tylko gra w zespole żony, ale też jest jej menedżerem. Choć Monika nauczyła się prowadzić samochód, to dzięki Kubie może jeździć po całej Polsce, dawać koncerty i spotykać się z fanami. - Kuba jest darem od losu. Wniósł wiele nowego w życie moje i całej naszej rodziny. Jest wymarzonym zięciem, moja mama go uwielbia. (...) Kuba swoją serdecznością, ciepłem scalił nas wszystkich. A poza tym jest pierwszym mężczyzną, który tak często mi mówi, że jestem piękna, że mnie kocha. Teraz już trochę do tego przywykłam, ale i tak uważam, że to, co od niego dostaję, jest niezwykłe, wspaniałe. I bezwarunkowe - wyznała w serwisie Rossnet. pl
Sporo zmieniło się również w jej stosunkach z rodzicami. W dzieciństwie Monika nie miała zbyt mocnej relacji z mamą. Po wypadku pierwszy raz usłyszała od rodziców, że ją kochają.

- Wierzę w Boga, choć nie umiem go zdefiniować. Wiele sytuacji w moim życiu toczyło się w niemal magiczny sposób, niczym układanka. Trudno uwierzyć, że wszystko to jest sprawą przypadku. (...) Z drugiej zaś strony jestem bardzo racjonalna i zawsze szukam dowodów. Te dwie natury toczą we mnie nieustanny bój. Ponad wszystko wierzę jednak w miłość i dobroć międzyludzką, wiele jej doświadczam. A to dla mnie boży pierwiastek - deklarowała w "Newsweeku".

Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
"Gazeta Krakowska" na Youtubie, Twitterze i Google+
Artykuły, za które warto zapłacić!
Sprawdź i przeczytaj

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Materiał oryginalny: EUROWIZJA 2015. Monika Kuszyńska będzie reprezntować Polskę [ZDJĘCIA, WIDEO] - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Polak

i co z tego ze Monika Kuszynska bedzie reprezentowac Polske na Eurowizji? ma reprezentowac POLSKE ludzie POLSKE !!!!! czy wy znacie Jezyk Polski? raczej nie!!! tacy wielcy znawcy polsiego !! to czemu ona spiewa kurde po Angielsku !!!!!??? prosze mi to wytlumaczyc ! dlaczego niemcy nie spiewaja po Angielsku czy Polsku?? a takie Polaczki spiewaja po Angielsku? wielka mi Amerykanizacja jak sie tu nie podoba to wypierdalac za granice i nie odzywac sie w polskim jezyku to jest Profanacja !!!! skoro mamy Reprezentowac polske to tzreba spiewac po Polsku jesli sie nie podoba to na huj to spiewac ?? 85% polskiego spoleczenstwa nie rozumie o czym ta Kiobieta spiewa ja tez niewiem dlatego dla mnie to ona nie reprezentuje nawet siebie a Polski tym bardziej nie !!!!

Dodaj ogłoszenie