Ekstremalne wyzwania to jego żywioł - niezwykła pasja dyrektora łódzkiej szkoły

Magdalena Jach
Magdalena Jach
Bieganie w ekstremalnych warunkach, pokonywanie niewyobrażalnych odległości, przełamywanie barier, które wydają się nieosiągalne – oto pasja Marcina Józefaciuka, dyrektora Zespołu Szkół Rzemiosła przy ul. Żubardzkiej w Łodzi. Pięciokilometrowy bieg Trzech Króli, w którym wziął udział 6 stycznia wydaje się krótką przebieżką w porównaniu z 86 kilometrowym dystansem, jaki udało mu się pokonać w ubiegłym miesiącu na Ultra Race w Gdańsku. Wyzwaniem roku 2020 jest... 230 km na Kostaryce. - Ten bieg będzie się różnił od dotychczasowych – mówi Marcin Józefaciuk. - Trasa prowadzi przez cztery wulkany. Na dodatek każdy z uczestników to, co jest mu potrzebne, musi mieć ze sobą. Woda, jedzenie, ubranie, spanie – cały ekwipunek na plecy i biegniemy.Do tej przygody, która czeka go już w kwietniu, dyrektor przygotowuje się każdego dnia. Czytaj na kolejnych slajdach arch.pryw./W.Józefaciuk
Bieganie w ekstremalnych warunkach, pokonywanie niewyobrażalnych odległości, przełamywanie barier, które wydają się nieosiągalne – oto pasja Marcina Józefaciuka, dyrektora Zespołu Szkół Rzemiosła przy ul. Żubardzkiej w Łodzi. Pięciokilometrowy bieg Trzech Króli, w którym wziął udział 6 stycznia wydaje się krótką przebieżką w porównaniu z 86 kilometrowym dystansem, jaki udało mu się pokonać w ubiegłym miesiącu na Ultra Race w Gdańsku. Wyzwaniem roku 2020 jest... 230 km na Kostaryce.

- Ten bieg będzie się różnił od dotychczasowych – mówi Marcin Józefaciuk. - Trasa prowadzi przez cztery wulkany. Na dodatek każdy z uczestników to, co jest mu potrzebne, musi mieć ze sobą. Woda, jedzenie, ubranie, spanie – cały ekwipunek na plecy i biegniemy.
Do tej przygody, która czeka go już w kwietniu, dyrektor przygotowuje się każdego dnia.

Wstaje wtedy, gdy inni przewracają się na przysłowiowy drugi bok. Dla niego godzina 3.30 to czas pobudki.
- Na dzień dobry pokonuję sto pięter – mówi. - Dobrze, że mieszkam w bloku, więc biegam po klatkach. - O 6. otwierają siłownię - idę tam dalej trenować.

Poranek w szkole to już środek jego dnia. Nie zawsze tak było.
- Wcześniej pracowałem w wydziale edukacji i niedaleko urzędu mieścił się klub, w którym trzy lata temu zacząłem uprawiać crossfit – wspomina Marcin Józefaciuk. - Udział w ekstremalnych biegach typu runmageddon – z licznymi przeszkodami, utrudnieniami to naturalna konsekwencja chęci sprawdzenia się.

W crossfit ćwiczy się jednocześnie podnoszenie ciężarów, sprawność atletyczną, wyrabia się odporność krążeniową oraz oddechową, siłę i wytrzymałość mięśni, rozciągliwość, szybkość, sprawność, psychomotorykę, równowagę i precyzję. Zwykłe bieganie przy tym wydaje się całkiem nudne.

- Pierwszy Runmageddon – rekrut - zaliczyłem w maju 2018 roku w Modlinie – opowiada dyrektor. - Nie wiedziałem, czy dam radę. To był morderczy wysiłek na trasie 6 km: mnóstwo przeszkód, wzniesienia, doły, ściany z linami, woda. Ale już wtedy wiedziałem, że chcę więcej. Cztery runmageddony, 50 kilometrów w trzy dni przez Kaukaz w 2018 roku... Ten Kaukaz mnie najbardziej nakręcił – survivalowa ekstremalna wyprawa, nie tylko bieg, mieszkanie w namiotach, ale też współpraca z ludźmi, podziwianie wspaniałych krajobrazów. Potem zdecydowałem się na 120 kilometrów przez Saharę w 2019, drugi raz Kaukaz w 2019, Ultramaraton 56 km w Bieszczadach, wspominane 86 km w Gdańsku... A właściwie 88 km, bo zgubiliśmy drogę i musieliśmy nadłożyć te dwa kilometry.
Dziś dyrektor mówi o tym z uśmiechem, ale przed wyjazdem miał obawy, czy uda mu się ten bieg... przeżyć. Bo to naprawdę są wyzwania z pogranicza ludzkich możliwości. I - jak widać - wciągające.

- Udziałów w przeróżnych biegowych imprezach w ciągu roku nie jestem w stanie zliczyć. Praktycznie biorąc co tydzień gdzieś się jedzie – przyznaje. - A jak się nie jedzie, to się biegnie w Łodzi. Okazji nie brakuje.

W większości wypadów towarzyszy mu tata – Wiesław. Pełni rolę kierowcy, menadżera, fotoreportera, trenera. Wspiera syna w przygotowaniach, w trakcie biegów oraz po nich, kiedy jego zmęczenie jest tak silne, że nie byłby w stanie samodzielnie wrócić do domu.

- Staram się być po prostu przy nim, we dwóch jest raźniej – mówi pan Wiesław. - No i w razie czego pomogę. Identyfikuję się z biegającymi i zamierzam spróbować swoich sił. Staram się też być na punktach kontrolnych, czekam na mecie. Muszę przyznać, że syn dobiega brudny, ubłocony, ale nigdy jeszcze nie był ledwo żywy.

- Wytrzymałość fizyczna to jedno, a psychiczna – drugie i to chyba jest trudniejsze – stwierdza Marcin Józefaciuk. - Ciało działa w pewnym momencie jak automat, nie czuje się go. Gdy tak się biegnie te kolejne kilometry, kończy się bateria w mp3, nie ma muzyki, zostają własne myśli o pracy, o życiu, a potem już nawet ich się nie rejestruje i osiąga się stan transu, coś w rodzaju zen. Ale poza tym na takich biegach panuje wspaniała atmosfera – nie ma nastawienia na wynik rywalizację, ludzie sobie nawzajem pomagają, szczególnie gdy trzeba pokonać jakąś przeszkodę, np. pionową ścianę. I co ciekawe – 43 procent uczestników to kobiety.
Jak taki wysiłek wpływa na zdrowie?
- Ja się czuję dobrze – zapewnia Marcin Józefaciuk. - Mam 37 lat. Jestem dawcą krwi. Opiekuje się mną fizjoterapeuta. Przed wyjazdem na wulkany będę musiał poddać się badaniom – to wymóg. Odżywiam się w miarę normalnie – nawet mówię, że biegam, żeby jeść. Moja dieta na co dzień nie jest jakaś wyszukana – dużo warzyw, szczególnie surowej marchewki, białe serki, chleb wieloziarnisty, lubię precle, nie mam ochoty na mięso.

Zaraża pasją
Dyrektor nie kryje swojej pasji. Na portalach społecznościowych publikuje zdjęcia z wypraw i biegów. To też budzi zainteresowanie młodzieży.
- Zdarza się, że uczniowie zrobią jakąś niespodziankę na powitanie, gratulują, oglądają trofea – przyznaje. - Mam też w gronie pedagogicznym biegające nauczycielki, z którymi jako drużyna braliśmy już udział w miejskich imprezach. Myślę, że stworzymy fajną szkolną grupę biegową i na wiosnę zorganizujemy wspólną imprezę – mamy już nawet pomysł: Bieg Zielarza na 10 km. Bo u nas – prócz fryzjerów, optyków, hodowców koni, kształcą się przyszli ogrodnicy, architekci krajobrazu. Gdy ja byłem w ich wieku, w liceum, ważyłem 120 kg. Lubiłem jeść, szczególnie słodycze, a nie lubiłem się ruszać. Jednak dopiero po tym, jak zostałem napadnięty na Piotrkowskiej, postanowiłem coś z tym zrobić. I zacząłem się odchudzać, chodzić na siłownię. Oczywiście źle się wtedy za to zabrałem, popełniłem wiele błędów, co się odbiło na moim zdrowiu. Ale w końcu zacząłem prawidłowo jeść i uprawiać sporty walki. Na studiach trenowałem karate. O tym też rozmawiamy.

Marcin Józefaciuk jest dyrektorem szkoły od dwóch i pół roku. Uczy języka angielskiego.

Idealny kompan dla Twojej rodziny. Najbardziej przyjazne rasy psów.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

W
WoonKodziarzeKomuchy

Polecam filmy na YT jak niehumanitarnie traktuje się gęsi m.in.we Francji, Hiszpanii, aby uzyskać stłuszczoną wątrobę tych ptaków (tzw.Foie-gras) Karmi się je siłą kilka tygodni, poprzez przymusowe żywienie metalowym zgłębnikiem wkładanym do żołądka. Oh, jaki ten zachód postępowy. Pedz.ie, lesb.y, w nyemczech toalety dla trzeciej płci. I ubogacenie ciapa.tych. wow- ale ta Unia jest super. Wolę zaściankową Polskę...

Dodaj ogłoszenie