Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Dziecka Zaginionego. Łódzka policja codziennie poszukuje zaginionych dzieci.

mjZaktualizowano 
St. asp. Adam Dembiński z Wydziału Prewencji Komendy Miejskiej Policji w Łodzi oraz asp. Arkadiusz Kozioł z I Komisariatu Komendy Miejskiej Policji w Łodzi Łukasz Kasprzak
St. asp. Adam Dembiński z Wydziału Prewencji Komendy Miejskiej Policji w Łodzi oraz asp. Arkadiusz Kozioł z I Komisariatu Komendy Miejskiej Policji w Łodzi codziennie poszukują nieletnich. W Łodzi w tej chwili trwają działania, zmierzające do ustalenia miejsca pobytu kilkorga dzieci, które w policyjnych dokumentach figurują jako zaginione.

- Czy to znaczy, że ślad po nich zaginął, a rodzina drży o ich życie?
- Na szczęście nie są to aż tak dramatyczne sytuacje. Nie ma takich w naszym mieście. Nieletni z tych statystyk to głównie młodzież, która z różnych przyczyn znalazła się w domach dziecka czy ośrodkach wychowawczych i z tych miejsc po prostu ucieka. Ucieczki są natychmiast zgłaszane przez wychowawców, a my rozpoczynamy poszukiwania.
- Bezskuteczne?
- W przeważającej liczbie, co potwierdzają policyjne statystyki, poszukiwanych odnajdujemy. Prawdą jest, że uciekające z ośrodków lub domów rodzicielskich dzieci często wykazują dużo sprytu, potrafią się dobrze ukryć, nie łatwo dają się „namierzyć”, ale też warto wspomnieć, że w przeważającej liczbie pozostają w kontakcie na przykład z kolegami, wychowawcami czy rodzicami. Potrafią zadzwonić i powiedzieć, że nic im nie jest, radzą sobie, ale że nie chcą wracać. Czyli wiadomo, że są, ale nie wiadomo gdzie. Takie ucieczki niekiedy trwają nawet ponad miesiąc. No i oczywiście nie znaczy to, że nikt się o nich nie martwi. Niepokój rodziców i opiekunów jest zrozumiały, gdy nie wiedzą, co może spotkać dziecko i czy jest ono bezpieczne.
- Czy w pozostałych przypadkach udaje się odnaleźć i przyprowadzić dzieci do domów szybciej?
- Oczywiście. Zwykle poszukiwania nie trwają dłużej niż 24 godziny.
- Bo chodzi o inne dzieci? Jakie?
- Dzieci, z uwagi na ich niekiedy nawet nieuświadomioną nieporadność, poszukujemy angażując wszystkie siły i środki. Najliczniejszą grupę zaginionych stanowią nastolatki, z - na pierwszy rzut oka – tak zwanych normalnych rodzin. I większość z nich to dziewczyny.
- Dlaczego giną?
- Bo jest im źle i podejmują decyzję o ucieczce. Nie zawsze powodem jest przemoc domowa czy jakieś patologiczne sytuacje. Uciekają nastolatki z bardzo zamożnych środowisk, wychowane w dobrobycie, którym pozornie niczego nie brakuje, ale na przykład rodzice mają wobec nich bardzo wysokie wymagania w związku z nauką. Jeśli nie dają rady, czują, że rodzice wciąż są z nich niezadowoleni i na dodatek zdarzy im się, że dostaną gorszą ocenę – boją się, wstydzą i uznają, że najlepiej będzie po prostu zniknąć. Uciekają też, bo nie znoszą sytuacji w domu – gdy rodzice rozwodzą się, wchodzą w nowe związki, pojawiają się nowi partnerzy, ich dzieci lub nowe rodzeństwo. Drugi poważny problem to kontakty z rówieśnikami – szykanowanie ze względu na niższy status społeczny, wygląd – na tym punkcie dzieci są bardzo wrażliwe, a koledzy potrafią być naprawdę okrutni. Następny powód to miłość – zwłaszcza ta nieakceptowana przez rodziców. Gdy zabraniają młodym kontaktów, mówią, że ukochana czy ukochany ich dziecka ma na nie zły wpływ, wciąga w złe towarzystwo lub przywołują jeszcze wiele różnych argumentów przeciwko związkowi – para buntuje się i ucieka. Wkrótce wakacje i w związku z nim też spodziewamy się nasilenia ucieczek nieletnich. Pierwsze z nich następują zwykle z obaw o to, że świadectwo nie spodoba się mamie i tacie, kolejne – wyjazdy ze znajomymi, na które rodzice się nie zgadzają.
- Jak się takie ucieczki kończą?
- Zanim nastąpi szczęśliwe zakończenie zatroskani rodzice zawiadamiają policję, a my natychmiast wszczynamy działania. Często jest tak, że rodzice dziecka nie potrafią nam pomóc, gdyż oprócz stwierdzenia nieobecność pociechy sami niewiele o niej wiedzą. Nie znają kolegów, koleżanek, nie dysponują kontaktami do nich, nie sprawdzają, czy czasem dziecko nie zostawiło jakiejś wiadomości, nie mają dostępu do jego komputera, profilu na portalach społecznościowych, nie wiedzą, czy miało jakieś problemy, konflikty z rówieśnikami... Nie mają nawet aktualnego zdjęcia dziecka – a to w poszukiwaniach jest niezbędne. Często więcej można dowiedzieć się o zaginionym w szkole.
- Można zaryzykować stwierdzenie, że ucieczka dziecka to konsekwencja braku prawidłowych relacji z rodzicami, w rodzinie w ogóle?
- Najczęściej niestety tak. Rodzice nie tylko nie poświęcają wystarczająco dużo czasu ani uwagi swoim dzieciom, ale nawet nie dostrzegają tego. „Przecież wszystko ma, niczego mu nie brakuje, dlaczego nam to zrobił?” - to słyszymy od nich najczęściej.
- Czyli odnalezienie dziecka to sukces policji?
- W kategoriach wykonanej pracy oczywiście każde odnalezienie zaginionej osoby to sukces. Tym bardziej, gdy znika dziecko, które ma mniej niż 15 lat i ginie po raz pierwszy, a pojawia się przypuszczenie, że mogło paść ofiarą przestępstwa. W takiej sytuacji stawiamy na nogi wszystkich – nie tylko policję. Angażujemy całą społeczność miasta, prosimy o pomoc media, taksówkarzy, strażników miejskich, pracowników MPK, ochrony w centrach handlowych czy instytucjach, mieszkańców. Ludzie reagują aktywnie, dzwonią, gdy tylko coś zauważą. To jest bardzo ważne. Taką najbardziej spektakularną akcją, jaką na pewno pamięta większość łodzian, było zaginięcie 11-letniej dziewczynki przed sześciu laty. Po lekcjach, około godz. 14. wyszła ze szkoły na Górnej i - według relacji koleżanek - poszła z obcym mężczyzną szukać jego psa. Po pięciu godzinach dziewczynka cała i zdrowa wróciła do domu, a sprawca został zatrzymany. Akcja była tak nagłośniona i osiągnęła tak wielki zasięg, że mężczyzna przestraszył się i po prostu wypuścił ją. A ze spraw najświeższych możemy przytoczyć przykład zaginięcia dwóch 12-letnich koleżanek, które poszły razem na wagary, a potem ze strachu przed konsekwencjami nie wróciły do domu. Poznały dwóch 21-latków, z którymi wybrały się na jedno z otwartych kąpielisk – tam znaleźli je policjanci. Trwa postępowanie zmierzające do ustalenia, czy przygodni znajomi nie skrzywdzili dziewczynek. Ale często bywa też tak, że nastolatki – zwłaszcza te, które są na tzw. gigancie, odnajdują się same. Gdy przyjdzie noc, nie mają gdzie się podziać, doskwiera im głód, skończą się pieniądze – rzeczywistość je przerasta i wracają do domu.
- A co z maluchami? One też giną rodzicom...
- Część z nich to skutek tzw. uprowadzeń rodzicielskich. Gdy po rozstaniu żadne z rodziców nie ma ograniczonych ani odebranych praw, ale nie przestają rywalizować ze sobą – dochodzi do sytuacji, że jedno nie wie, gdzie drugie zabrało czy wywiozło dziecko i wtedy zgłasza sprawę policji.
- Częściej dzieci po prostu się gubią...
- Wystarczy nawet na moment spuścić dziecko z oczu, co najczęściej ma miejsce w centrach handlowych, na targowiskach, na masowych imprezach plenerowych, w miejscach wypoczynku – na dużych placach zabaw, kąpieliskach, plażach, w dużych skupiskach ludzi. Taka sytuacja może się przydarzyć każdemu, więc bardzo ważna jest profilaktyka. Trzeba uczyć dziecko, aby umiało powiedzieć jak się nazywa, ile ma lat, jak nazywają się mama i tata, bardzo dobrze byłoby, gdyby zapamiętało numer telefonu. Warto też tłumaczyć, że jeśli się zgubi, niech nie rozmawia z obcymi, ale zgłosi się do policjanta, strażnika miejskiego, wejdzie do sklepu czy apteki. Gdy zgubi się dużym sklepie niech nie wychodzi z niego, tylko się zwróci o pomoc do pracownika ochrony lub kasjerki. Nigdy też nie wolno straszyć dziecka, nawet gdy jest niegrzeczne – że ten pan je zabierze, wskazując na policjanta czy innego funkcjonariusza. Wiele osób tak robi, a tym samym w kontekście o którym mówimy działa przeciwko sobie i dobru dziecka.
- A w przypadku starszych dzieci jaką profilaktykę stosować?
- Za zniknięciem, ucieczką kryje się większy, złożony problem i tu ważne są relacje przede wszystkim z rodziną, zaufanie, akceptacja, uwaga, jaką poświęca się dziecku na co dzień. Każde zaginięcie małoletniego jest inne i wymaga indywidualnego podejścia. Pocieszające jest to, że większość spraw kończy się dobrze – blisko 100 procent zaginionych dzieci, także dzięki policyjnemu zaangażowaniu, w ciągu kilku godzin lub najpóźniej dni wraca do swoich domów.

25 maja na całym świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Dziecka Zaginionego.
Ustanowiony został na cześć zaginionego 25 maja 1979 roku, 6-letniego Etana Patza, którego tajemnicze zniknięcie w Nowym Jorku poruszyło nie tylko całą społeczność Stanów Zjednoczonych, ale i cały świat. Wizerunek chłopca pojawił się nie tylko we wszystkich mediach, ale nawet na kartonach z mlekiem. Głównym podejrzanym był w tej sprawie Jose Ramos – pedofil, który odsiedział później wyrok za molestowanie innego dziecka – jednak nigdy nie przyznał się do uprowadzenia Etana. Do jego porwania i zabójstwa przyznał się dopiero kilka lat temu Pedro Hernandez, który zwabił chłopca do sklepu i udusił.
To wstrząsające wydarzenie doprowadziło do powstania ruchu zajmującego się poszukiwaniem zaginionych dzieci, i sprawiło, że ówczesny prezydent USA Ronald Reagan ustanowił 25 maja corocznym Dniem Dzieci Zaginionych.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie