Działkowcy, co lubią dziki i lisy

Krzysztof Zając
W R.O.D. „Nad Stawem” zaprzyjaźnili się z dzikimi zwierzętami i bezdomnymi kotami.
W R.O.D. „Nad Stawem” zaprzyjaźnili się z dzikimi zwierzętami i bezdomnymi kotami.
W Rodzinnym Ogrodzie Działkowym przy ul. Tabelowej ludziom nie przeszkadzają dziki, lisy, sarny, jeże i koty. Żyją z nimi w zgodzie.

Ogród „Nad Stawem” jest ze wszech miar nietypowy. Chociaż znajduje się w Łodzi, na Rudzie, to stał się ostoją dzikich zwierząt, których nikt nie przegania.

- Latem zawitał do nas dzik - opowiada Daniel Walczak, prezes ogrodu. - Nikt się go nie wystraszył. Podchodził pod płot, a działkowcy rzucali mu jabłka z ogrodu. Dzikowi jabłka smakowały, a z ludźmi tak się zaprzyjaźnił, że nawet pozował do zdjęć!

Ale wcześniej, bo już w czerwcu, pojawił się także inny nieproszony gość, lis!

- Na początku nieco się wystraszyliśmy - opowiada pan Daniel. - Wszyscy mówią, że takie lisy, jak podchodzą zbyt blisko ludzi i nie są płochliwe, to mogą chorować na wściekliznę. Obdzwoniłem więc wszelakie możliwe służby sanitarne i weterynaryjne, prosząc o radę, co z nim mamy zrobić. Zastanawialiśmy się, czy by go czasem ktoś nie odłowił i nie wywiózł dalej od siedzib ludzi, ale... chętnych nie było. Lisek na stałą siedzibę wybrał sobie działkowy kompostownik znajdujący się nad stawem, tuż przy placu zabaw dla dzieci. Po konsultacjach z mądrym zoologiem działkowcy postanowili dać mu jednak spokój, bo skoro nie podchodził do ludzi, a nawet w charakterystyczny sposób ich oszczekiwał, gdy za bardzo zbliżali się do nory wykopanej w kompoście, to widocznie był zdrowy...

Daniel Walczak wywiesił tylko na działkowej tablicy bardzo nietypowe ogłoszenie: „Mili państwo. Na terenie stawu, koło placu zabaw, mieszka lisek. Bardzo prosimy go nie niepokoić, oraz abyście państwo mieli baczenie na swoje pociechy, a tym bardziej psy. Lisek jest aktywny od godziny 21, więc nie stwarza zagrożenia...”.

No i działkowcy posłuchali prośby. Lisek mieszkał na działkach przez całe lato i nawet pozwolił sobie zrobić zdjęcie, gdy nocą wyruszał na łowy.

W ogrodzie jest też około 15 dziko żyjących kotów. To dużo jak na 53 działki, które tu się znajdują.

- Zastanawialiśmy się, czy nie wyłapać ich, wysterylizować, tak by nieco ograniczyć ich populację - opowiada prezes. - Ale ostatecznie postanowiliśmy dać im spokój, bo jeżeli nie będą mogły się rozmnażać, to powoli wszystkie wymrą, a nas zjedzą szczury i myszy.

Koty panoszą się więc w ogrodzie i nikomu nie przeszkadza, że łażą, gdzie chcą, także po warzywnych grządkach. Są natomiast systematycznie dokarmiane. Tyle że przy miskach mają konkurencję, bo w ogrodzie zadomowiły się też jeże, a co dla kotów jest dobre to i im smakuje. A zimą, gdy na działkach rzadko kto bywa, mieszkają tutaj bażanty, zaś pod płotem spacerują sarny przychodzące z pobliskiego lasu na Popiołach.

Daniel Walczak twierdzi, że działkowcy zamiast rywalizacji z dzikimi zwierzętami wybrali pokojową koegzystencję. A skoro tak, to zarząd poszedł krok dalej i buduje ul dla dzikich pszczół, murarek, po to by zapylały rośliny. Stoi tuż przy wjeździe na działki, niedaleko stawu i placu zabaw.

Ogród „Nad Stawem” jest bowiem bardzo nietypowy nie tylko ze względu na stosunek do zwierząt. Od niedawna jest pierwszym w Łodzi, który oddzielił się od Polskiego Związku Działkowców, a jego prezes jest najmłodszy w Polsce, bo ma zaledwie trzydzieści lat.

](http://www.expressilustrowany.pl/ "ZOBACZ TEŻ FILM Prognoza na 16 dni: "babie lato" jak marzenie, temperatury przekroczą 20 stopni (autor x.news/TVN24)