reklama

Daniel Pliński: Czapki z głów przed polskimi siatkarzami, brązowy medal mistrzostw Europy to sukces

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
- Nie wiem, dlaczego zastanawiamy się, czy reprezentacja Polski podczas mistrzostw Europy mogła zrobić więcej - mówi Daniel Pliński, były reprezentant Polski mistrz Europy (2009 r.) i wicemistrz świata (2006 r.), a dziś komentator telewizyjny. Drużyna pod wodzą Vitala Heynena zdobyła brązowe medale. Adam Starszyński/Press Focus
- Nie wiem, dlaczego zastanawiamy się, czy reprezentacja Polski podczas mistrzostw Europy mogła zrobić więcej - mówi Daniel Pliński, były reprezentant Polski mistrz Europy (2009 r.) i wicemistrz świata (2006 r.), a dziś komentator telewizyjny. Drużyna pod wodzą Vitala Heynena zdobyła brązowe medale.

Maciej Muzaj powiedział, że brąz nie śmierdzi. Dla pana też?
Rozmawialiśmy przed turniejem, mówiłem, że Polska ma potencjał, by po dziesięciu latach znów zostać mistrzem Europy, ale tak naprawdę każdy medal będzie sukcesem. Wspominałem też, że na turniejach zdarzają się takie mecze, jaki przytrafił się nam w półfinale ze Słowenią. Jednej drużynie idzie, drugiej nie. Niestety, to rywal zagrał mecz życia, a my średnio. Brązowy medal jest sukcesem także z tego powodu, że walczyliśmy o niego z kolejnym gospodarzem na jego terenie, czyli Francją. Co prawda mieliśmy się spotkać w finale, ale tak czy tak, gładko wygraliśmy.

Podobała się panu reakcja drużyny w starciu z Francuzami na porażkę ze Słowenią?
Zdecydowanie. Pokazała duży charakter. Wydawało się, że będzie jej trudno podnieść się po rozczarowaniu, dodatkowo byli po podróży z Lublany do Paryża. Tymczasem wygrali zdecydowanie, dlatego czapki z głów dla chłopaków, trenera i jego sztabu szkoleniowego.

Paradoksalnie półfinałowa porażka i podniesienie się po niej może dać na przyszłość więcej drużynie niż kolejne zwycięstwo?
Uważam, że nie. Zawsze jest lepiej obojętnie jak, ale wygrywać, bo dzięki temu morale zespołu rośnie. Półfinał pokazał, że w kadrze siatkarzy, podobnie jak w innych dyscyplinach i krajach, grają ludzie, a nie roboty. Każdy ma prawo mieć słabszy dzień, a nawet wystarczy kilka godzin. To nam się przytrafiło, ale i tak walczyliśmy. Niestety, zabrakło kilku piłek do zwycięstwa. A czy ta sytuacja nam coś da w przyszłości? Nie zastanawiam się, bo to za duże gdybanie.

Fabian Drzyzga jest najlepszym rozgrywającym w Polsce. Ale musimy też pamiętać, że taki rozgrywający, jakim był Paweł Zagumny, zdarza się... może i raz w historii kraju. Natomiast Fabian jest światowej klasy zawodnikiem i zrobił, co mógł. Zwróćmy uwagę, że Wilfredo Leon atakował na pojedynczym bloku. Żeby doprowadzić do takiej sytuacji, Fabian naprawdę musiał się wykazać. Nie mam do niego zastrzeżeń.

A obrazki z szatni po zdobyciu brązowych medali? Nie było euforii, za to w rozmowach zawodnicy podkreślali, że po medal przyjechali, ale nie tego koloru.
To ludzie, którzy znają swój potencjał. Nie dziwię się, że czują niedosyt, bo wszyscy byli zdrowi i w dobrej formie. Tym bardziej, że nie wiem, czy w mistrzostwach Europy za dwa lata wezmą udział Michał Kubiak, Piotrek Nowakowski, Dawid Konarski i inni, którzy dziś mają już więcej niż 30 lat. Co prawda podejrzewam, że tak, ale lata lecą i zdawali sobie sprawę, że w tym roku mieli dużą szansę na złoty medal. Przytrafił się ten nieszczęsny mecz, ale takie się zdarzają. Choć trzeba też powiedzieć, że zwłaszcza w pierwszym secie spotkania ze Słowenią sędziowie trochę nas oszukali. Zamiast w końcówce prowadzić czterema punktami po chwili był remis. Sytuacja miała wpływ na resztę meczu. Tymczasem w finale grały Słowenia z Serbią, drużyny, których nikt się w finale nie spodziewał. Ale to jest piękne w sporcie. Przecież podobnie było rok temu podczas mistrzostw świata. Nikt się nie spodziewał, że Polska zagra w finale i jeszcze go wygra. Kilka ostatnich turniejów pokazuje też, że drużyny, które są po przejściach w pierwszej fazie, musiały się „przepalić”, żeby zostać w turnieju, dochodzą daleko. Polska i Francja spuszczała łomot wszystkim. Na mistrzostwach rok temu męczyliśmy się, trzeba było się sprawdzić, podobnie w 2014 r. Na Euro tego zabrakło.

W skali 1-6 jak ocenia pan kadrę za ten turniej?
Zdecydowanie szóstka. Była dobrze przygotowana, by walczyć o medal. Poza tym jako jedyna tyle podróżowała. Zaliczyła pięć sal w pięciu miastach i w trzech krajach. OK, latała samolotami, ale nawet dwugodzinny lot jest męczący.

Po meczu ze Słowenią duża krytyka spadła m.in. na Vitala Heynena. Pan też go nie poznawał w tamtym spotkaniu?
Proszę mi wybaczyć, ale byłem zażenowany krytyką kadry i opinii, że w czwartym secie powinien grać ten czy tamten. Heynen zrobił to, co zrobiłoby 99 proc. trenerów. Na decydującą partię wystawił najmocniejszą szóstkę. Dużo nie brakowało, a by ją wygrała. Zrobiła wszystko, ale niestety zabrakło umiejętności.

Mocno dostało się też Fabianowi Drzyzdze, który sam później przyznał, że zagrał słabo.
Musimy zdać sobie sprawę, że Fabian jest najlepszym rozgrywającym w Polsce. Ale musimy też pamiętać, że taki rozgrywający, jakim był Paweł Zagumny, zdarza się... może i raz w historii kraju. Natomiast Fabian jest światowej klasy zawodnikiem i zrobił, co mógł. Zwróćmy uwagę, że Wilfredo Leon atakował na pojedynczym bloku. Żeby doprowadzić do takiej sytuacji, Fabian naprawdę musiał się wykazać. Nie mam do niego zastrzeżeń.

Jest pan usatysfakcjonowany tym, jak Leon zagrał w pierwszym turnieju w reprezentacji Polski?
Jak najbardziej. Choć widać też było w pierwszym secie ze Słowenią, że dawno nie grał ważnego meczu na reprezentacyjnym poziomie. Ale Leon w tym turnieju, a Leon z kwalifikacji olimpijskich to dwóch różnych zawodników. Podczas Euro Leon grał jak w Perugii [włoski klub Sir Safety Perugia - red.]. Emanowała z niego pewność siebie, „kopał” z zagrywki, w ataku się bawił. Wszyscy wiedzieli, że będzie atakował po skosie, a nikt nie był w stanie go zablokować. Zdał egzamin, podobnie jak pozostali kadrowicze.

Ale przyjęcie miał słabsze, może w kadrze lepiej sprawdziłby się jako atakujący?
Leon przyjmuje tylko zagrywkę z wyskoku. Flota ogarniają Paweł Zatorski z Michałem Kubiakiem. Dla obu szacunek, że biorą na siebie całe boisko na tak dużej imprezie. Wracając do Leona, naprawdę ma dobrą technikę, bo dobrze się składa do odbioru. Nie jest problemem, że przyjmuje na trzeci, czwarty metr. Mamy na skrzydłach takie strzelby, że sobie poradzą. Dlatego myślę, że Leon spełnił oczekiwania kibiców, ekspertów i dziennikarzy. Swoją drogą, nie rozumiem, czemu zastanawiamy się, czy kadra mogła zrobić więcej. Zrobiła wszystko, co było w jej granicach. Wystarczyło to na brązowy medal, który - powtarzam - jest sukcesem.

Wyróżniłby pan kogoś indywidualnie?
Kilku, zacząłbym od Michała Kubiaka, który zagrał rewelacyjnie. Dużym wygranym jest Damian Wojtaszek. Szacuneczek dla niego. Wydawało się, że Paweł Zatorski nie ma w Polsce konkurencji, a pokazał się z bardzo dobrej strony, dzięki czemu graliśmy na dwóch libero i przyjęcie mieliśmy super. Wyróżniłbym Leona, o czym rozmawialiśmy, i Mateusza Bieńka, który potwierdził, że jest jednym z najlepszych środkowych na świecie.

Czytaj także

Kto na minus?
Nikt. Minusem z był za to brak Bartka Kurka, choć z niezależnych od niego czy trenera przyczyn. Oczywiście nie będzie zawsze grał tak, jak w mistrzostwach świata, ale w zdrowiu zawsze będzie wartością dodaną w reprezentacji.

Leon w tym turnieju, a Leon z kwalifikacji olimpijskich to dwóch różnych zawodników. Podczas Euro Leon grał jak w Perugii [włoski klub Sir Safety Perugia - red.]. Emanowała z niego pewność siebie, „kopał” z zagrywki, w ataku się bawił. Wszyscy wiedzieli, że będzie atakował po skosie, a nikt nie był w stanie go zablokować. Zdał egzamin, podobnie jak pozostali kadrowicze.

Od wtorku będziemy go oglądać w Pucharze Świata. Heynen powiedział, że drużyna w Japonii będzie walczyć o kolejny medal w tym roku, ale nie wiadomo, czy wystarczy sił pod koniec wymagającego sezonu.
W kadrze jest aż 24 zawodników, turniej jest komercyjny, więc nie patrzyłbym na niego po takim kątem, że musimy z niego przywieźć medal. Podejrzewam, że drużyna będzie grać i bawić się siatkówką. Każdy będzie miał okazję pokazać trenerowi, że jest gotowy walczyć o jeden z 12 miejsc w zespole na igrzyska.

Takiej szansy nie dostanie Bartosz Bednorz, który do Japonii nie poleciał...
Ostatnio rozmawiałem na jego temat z przyjacielem. Mówił, że Bednorz powinien być na mistrzostwach Europy. Moim zdaniem trener zabrał optymalny skład. Natomiast w 24 powinien być. Coś musi być na rzeczy, nie wiem, jakie są kulisy tej sprawy, ani też jak Bartek funkcjonuje w grupie. Zadawaliśmy sobie takie pytania. Bo sportowo wydaje się, że siatkarz, który gra w tak dobry klubie jak Modena, ma wszystko, żeby grać w reprezentacji. Ktoś powie, że w Final Six Ligi Narodów zagrał rewelacyjnie, dostał nagrodę dla najlepszego przyjmującego, więc powinien być też na Euro. Racja, ale z drugiej strony patrząc na fazę grupową Ligi Narodów, to nie powinien grać w Final Six. Grał słabo, a mimo to Heynen dał mu szansę. O tym trzeba pamiętać. Tak czy inaczej jego brak w Japonii wygląda na kwestie pozasportowe. Choć mam wrażenie, że Heynen nie jest trenerem, który obraża się na zawodników, to mam też wrażenie, że samolot do Tokio Bednorzowi odlatuje. Chyba że zagra świetny sezon we Włoszech, wtedy nie wierzę, że Heynen nie powoła go na Ligę Narodów.

W Pucharze Świata w 15 dni drużyny rozegrają po 11 meczów. Część z nich jest nie tylko po długich mistrzostwach Europy, lecz także po długiej Lidze Narodów. O tym, że terminarz jest przeładowany wspominał m.in. Michał Kubiak, który z kapitanami najlepszych drużyn zwracał na to uwagę siatkarskim władzo. Za czasów, gdy pan grał, też już zgłaszaliście, żeby federacje się opamiętały?
Można sobie pisać listy, ale federacje mają umowy sponsorskie, przyszłe wyboru i dla nich te rzeczy są najważniejsze. Myślę, że najwyższy czas, by we władzach federacji światowej i kontynentalnych zaczęli zasiadać byli zawodnicy. Może oni coś zmienią. Na razie to jest kosmos i nic dziwnego, że prędzej czy później zdrowia brakuje.

Występ na Euro ostudził entuzjazm w kontekście igrzysk olimpijskich?
Dla mnie nic się nie zmieniło. Potwierdziliśmy swoją siłę i jakość. Jeden przegrany mecz tej oceny nie zachwieje. Moimi faworytami do medali są - w takiej właśnie kolejności - USA, Polska i Rosja.

ZOBACZ KONIECZNIE

Piotr Nowakowski: Dziś z brązu się nie cieszymy, ale za jakiś czas wspomnimy go z uśmiechem

Wideo

Materiał oryginalny: Daniel Pliński: Czapki z głów przed polskimi siatkarzami, brązowy medal mistrzostw Europy to sukces - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie