18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

"Celebrity Splash", "Warsaw Shore", "Adam szuka Ewy"... Telewizyjne programy szokują głupotą [VIDEO]

Karolina SarniewiczZaktualizowano 
Ostatnim telewizyjnym hitem jest program "Celebrity Splash", w którym gwiazdy... skaczą do wody Fot. Grzegorz Dembiński
Program "Skandaliści" z udziałem Jerzego Urbana wywołał szalone oburzenie. Tymczasem polscy i zagraniczni odbiorcy telewizji niejedno już w życiu widzieli. "Clebrity Splash", "Warsaw Shore: Ekipa z Warszawy", "Adam szuka Ewy" - najpopularniejsze programy szokują wyłącznie głupotą.

"Skandaliści" nie byli trafioną propozycją Polsat News. Gość odcinka Jerzy Urban wystąpił w nim w stroju biskupa, który określił jako "strój pedofila", po czym zapalił papierosa. A więc szokował. Szokować w ciągu ostatnich 20 lat potrafiły też inne programy telewizyjne, które niezależnie od tego, czy miały bawić, uczyć czy informować, raziły w oczy przede wszystkim głupotą.

"Celebrity Splash"
O tym show mówią już wszyscy - chociaż mało kto bez ironii w głosie. Gwiazdy śpiewały już, tańczyły, jeździły na łyżwach i gimnastykowały się w "Gwiezdnym cyrku". Teraz (tym razem w ramówce Polsatu) namówiono je na skoki do wody.

No więc skaczą - w różnych pozach i ze zmiennej wysokości. Potem do gwiazd podbiega podekscytowany prezenter i zadaje klasyczne pytania. Jak się skakało? (odpowiedź: dobrze) Czy był strach? (no, był) A czy skoczy pan/pani raz jeszcze? (jasne!). I tak dalej. Aż do następnego skoku.

"Celebrity Splash" w Termach Maltańskich w Poznaniu

Źródło: gloswielkopolski.pl/x-news

"Warsaw Shore: Ekipa z Warszawy"
"Ten program nie jest dla dzieci. Może nawet urazić niektórych dorosłych" - tymi słowami zaczyna się "Ekipa z Warszawy", nowy reality show MTV. Idea programu zawiera się w umieszczeniu kilkanaściorga młodych ludzi w jednym domu i towarzyszeniu im w codziennym życiu. A to - mówiąc delikatnie - nie jest wielce różnorodne. Zbuntowani i wiecznie niezadowoleni z życia uczestnicy biegają z imprezy na imprezę, gdzie co wieczór wdają się w intymne kontakty z nowo poznanymi ludźmi albo ze sobą nawzajem. Później, pod koniec każdego dnia, zwierzają się przed kamerą z tego, jak było.
Komentarze jednak specjalnie emocjonujące nie są i bywa, że cały odcinek potrafi opowiadać, jak to paniom wydawało się w nocy, że słyszą huk, wystraszyły się i zorganizowały wyprawę do sypialni panów. Kolejny będzie pewnie o tym, co poczuli panowie, kiedy panie do nich dotarły.

"Warsaw Shore: Ekipa z Warszawy". Trzecia edycja programu

Źródło: Veedo/x-news

"Adam szuka Ewy"
Emitowany również w Polsce na kanale TLC holenderski reality show "Adam szuka Ewy" to - zdaniem jego pomysłodawców - niezwykły eksperyment socjologiczny. Dwoje ludzi umawia się na randkę na bezludnej wyspie, tyle że warunkiem przystąpienia do projektu jest... rozebranie się do naga.

Bohaterowie - jak szybko się okazuje - nie mają czasu na amory, bo na swojej nagości skupieni są tak bardzo, że właściwie przez cały program rozmawiają tylko o niej. Potem idą spać (też nago, gdzieś pod palmą i wcale nie jest im zimno), a rano zza krzaków (dostawionych w międzyczasie przez zręcznego scenografa) wyskakuje druga Ewa, która też jest naga i też ma chrapkę na Adama. Adam musi więc zdecydować, którą Ewę wysłać tratwą do świata ubranych, a z którą zostać i dalej dyskutować o nagości. I tak w koło Macieju.

Fragment programu "Adam szuka Ewy"

Widz po kilkudziesięciu minutach oglądania rozgadanych nagusów marzy, żeby ci w końcu się ubrali, i pocieszać się może jedynie tym, że gorsze preteksty, żeby nagim człowiekiem przyciągnąć uwagę widza, miewali już Amerykanie. W tamtejszych reality show nago biega się bowiem nie tylko na randki, ale także... kupować mieszkanie. Czego dowodzi kolejny rozrywkowy program "Buying Naked". Również kanału TLC.

"Sokkuri - czy to jest prawdziwe?"
Specjalistami w dziedzinie programów napędzanych seksem są jednak zdecydowanie mieszkańcy Japonii, gdzie co wieczór emituje się... wspinaczki mężczyzn w stanikach w programie "Hole in the wall".

Hitem wśród nietypowych (i tym razem zupełnie nieperwersyjnych) konkurencji jest zaś program "Sokkuri" (co po japońsku oznacza jednocześnie "słodycze" oraz "wyglądające podobnie"), którego uczestnicy mają za zadanie... nadgryzać podawane im po kolei przedmioty, żeby sprawdzić, czy wykonane są z czekolady (firma produkująca show reklamuje go billboardem ze zdjęciem uczestnika żującego z lubością klamkę od drzwi). Wygrywa ten, dla którego udział w programie nie zakończy się serią wizyt u stomatologa.
"Nieustraszeni"
Jedzenie przedmiotów zgoła niejadalnych jest jednak uciechą nie tylko dla azjatyckich śmiałków. Wyprodukowany w Stanach Zjednoczonych przez holenderską firmę Endemol program "Nieustraszeni" (w oryginale: "Fear Factor") w minionej dekadzie osiągnął w Polsce szaloną popularność. Bohaterowie każdej edycji to grupa Amerykanów, którzy podejmują się zadań społecznie uznawanych za odrażające, niemoralne bądź z różnych względów trudne do wykonania, po czym na mocy demokratycznych wyborów eliminują z grupy najciężej znoszącego trudy programu.

Uczestnicy skakali więc z wieżowców, pływali z rekinami, biegali nocami do domów towarzyskich, podróżowali przez pustynie przywiązani do spodu samochodu i jadali insekty czy zwierzęce wnętrzności. Wszystko po to, żeby usłyszeć na koniec: "Pokonałeś własny strach. Nie jest on już dla ciebie przeszkodą". Bohaterowie po jednym takim odcinku (złożonym z trzech ekstremalnych konkurencji) nie byli, słysząc te słowa, specjalnie zdziwieni.

"Ciąża z zaskoczenia"
Nie da się ukryć, że zaskoczenia bywają większe. I tak chociażby uczestniczkom kolejnego reality show TLC ni stąd, ni zowąd przytrafiają się ciąże! Orientują się o nich w dodatku dopiero, gdy zaczynają rodzić.

Ciężarne opowiadają w programie, jak czuły się podczas porodu i w jaki sposób poinformowały rodzinę o dziecku, a osobnym tematem każdego odcinka jest nietypowe miejsce, w którym to przyszło na świat.

"Śmierć na 1000 sposobów"
W telewizji w ciekawy sposób można się nie tylko urodzić, ale też umrzeć. Stąd właśnie amerykański serial "Śmierć na 1000 sposobów", laureat Nagrody Darwina, który miał te niezwykłe przypadki zgonów przytaczać i obśmiewać.

Opisywane śmierci dotyczyły zazwyczaj osób, które dopuściły się przestępstwa, łamały zasady życia społecznego czy po prostu wykazały się lekkomyślnością, a program swoją niezamierzoną ironią przypominał kampanię społeczną australijskiego metra "Dumb ways to die", w której to sugerowano widzom, że umrzeć można na wiele sposobów, ale najgłupiej byłoby nie uważać na nadjeżdżający pociąg.

Celem emisji serialu było - twierdzą twórcy - nadanie wesołego charakteru śmierci i wyeliminowanie strachu przed nią. Perspektywa zawiśnięcia na słupie wysokiego napięcia jest wszak szalenie zachęcająca i pozwala się odprężyć.

"Ciao Darwin"
Tutaj żarty się kończą, bo mówimy już o telewizji rodzimej, chociaż "Ciao Darwin" to kopia włoskiego programu o takiej samej nazwie. Uczestnicy podzieleni na dwie, liczące kilkadziesiąt osób drużyny rywalizują ze sobą w różnorodnych konkurencjach. Kryterium podziału jest zazwyczaj jakaś mało konkretna preferencja lub cecha, np. ktoś miał włosy blond, a ktoś inny rude, ktoś był pracoholikiem, a ktoś wolał siedzieć w domu. I się biją. Jednak nie o to, kto jest mądrzejszy czy ładniejszy, ale kto wydajniej potrafi dmuchać, ile litrów soku wypije na czas czy kto skuteczniej podtopi przeciwnika w gumowym basenie dla dzieci.

"Trafiony zatopiony"
To nie był zresztą pierwszy zbiornik wodny, który przewinął się przez ekrany polskich telewizorów. W latach 90. kobiety wrzucały do niego mężczyzn w programie TVN "Trafiony zatopiony".

Do dziś nie wiadomo, jaki związek z formułą i treścią programu miała koncepcja basenu. Wiadomo natomiast, że prowadzący Andrzej Supron tak pozazdrościł kąpieli uczestnikom, że teraz sam skacze do wody w Polsacie - patrz: punkt ostatni.

"Rolnik szuka żony"
Trudno się jednak nie zgodzić, że dostępne w Polsce stacje telewizyjne szczyty absurdu osiągają dopiero teraz. Podczas gdy kiedyś znaleźć miłość pomagała rodakom urocza Edyta z "Randki w ciemno" (Edyta, czyli ta pani, której nikt nie widział, ale wszyscy słyszeli, bo udzielała porad, którego z kandydatów wybrać), teraz zajmują się tym twórcy reality show "Rolnik szuka żony".

Rolnicy-celebryci z programu "Rolnik szuka żony"

Źródło: TVP/x-news

Tytułowi rolnicy to single, którzy żeby znaleźć narzeczoną, przedstawiają się rodaczkom w telewizji, a te z nich, które są zainteresowane zamęściem, ślą do rolników listy, żeby potem zostać przez któregoś wybrane i zaproszone na kilka dni do gospodarstwa. Gospodarz pod koniec edycji wybiera żonę, z którą żyje długo i szczęśliwie oraz współprowadzi gospodarstwo rolne. Absurd programu polega głównie na tym, że jego przekalkowany z australijskich realiów format niespecjalnie sprawdza się w polskiej kulturze, bo - jak twierdzą krytycy - potwierdza damsko-męskie stereotypy i pokazuje kobietę jako tanią siłę roboczą do zadań, które nie podobają się mężczyźnie.

Wideo

Materiał oryginalny: "Celebrity Splash", "Warsaw Shore", "Adam szuka Ewy"... Telewizyjne programy szokują głupotą [VIDEO] - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie