Był pupilem Zachodu, dziś brutalnie atakuje Polskę. Jak Dima zmienił się w jastrzębia

Grzegorz Kuczyński
Grzegorz Kuczyński
Formalnie Dmitrij Miedwiediew jest wiceprzewodniczącym Rady Bezpieczeństwa FR
Formalnie Dmitrij Miedwiediew jest wiceprzewodniczącym Rady Bezpieczeństwa FR kremlin.ru
Udostępnij:
„Społeczność politycznych imbecyli” - tak Polskę określa były prezydent i premier Rosji, dziś wiceszef Rady Bezpieczeństwa. Odgrzewa starą narrację, jakoby Polska chciała zająć część Ukrainy. Samymi Ukraińcami pogardza. Dmitrij Miedwiediew. Niegdysiejszy lider „liberalnego” skrzydła w rosyjskim kierownictwie, którym w czasach tzw. resetu zachwycali się Barack Obama i Angela Merkel.

Po inwazji Rosji na Ukrainę zasłynął z brutalnych ataków na Polskę. Za jej wsparcie dla Kijowa i za wzywanie do embarga na rosyjskie węglowodory w UE. Ale już wcześniej był jednym z głównych politycznych harcowników uzasadniających potrzebę „denazyfikacji” Ukrainy. Co takiego stało się z ojcem chrzestnym „rosyjskiej Doliny Krzemowej” w Skołkowie? Przywódcą, który nie zawetował rezolucji ONZ otwierającej drogę do zbrojnej interwencji NATO w Libii i obalenia Muammara Kadafiego (co Putin nie raz określał jako jeden z największych błędów polityki zagranicznej Rosji po 2000 r.)? Sygnatariuszem traktatu rozbrojeniowego New START. Prezydentem, z którym Zachód i opozycja wiązali wielkie nadzieje na zreformowanie Rosji?

„Bóle fantomowe” Polski

Słynna podróż premiera i wicepremiera Polski oraz szefów rządów Czech i Słowenii do Kijowa wywołała wściekłość w Moskwie. To był pierwszy taki wyraz poparcia krajów zachodnich dla walczącej Ukrainy. Jednym z polityków rosyjskich, którzy zareagowali najostrzej był Dmitrij Miedwiediew. Na swoim koncie na Telegramie porównał wyjazd pociągiem środkowoeuropejskich liderów do podróży Włodzimierza Lenina z emigracji do Rosji w 1917 roku, przed rewolucją bolszewicką. Ale dostało się całemu polskiemu rządowi, PiS i politykom. Miedwiediew stwierdził, że polskie elity cierpią na „patologiczną rusofobię” z powodu „fantomowych bóli” jakie Polska rzekomo ciągle odczuwa po utracie „wielkiego imperium Rzeczypospolitej” i wygnaniu z Kremla cztery stulecia temu. Nie wspomniał oczywiście o niewoli i zbrodniach, jakie potem państwo rosyjskie/sowieckie zafundowało Polsce.

Kolejny atak Miedwiediew przypuścił kilka dni temu, wykorzystując w tym jedną z rosyjskich narracji stosowanych od wielu lat, mającą skłócić Polaków i Ukraińców. Pretekstem było przemówienie prezydenta RP podczas obchodów święta 3 Maja na placu Zamkowym, w którym Andrzej Duda metaforycznie mówił o przyszłym współistnieniu w przyjaźni i bezpieczeństwie Polski i Ukrainy, „pomiędzy którym a nami, Polską – jak, mam nadzieję, proroczo powiedział prezydent Wołodymyr Zełenski – nie będzie granicy; że tej granicy faktycznie nie będzie; że będziemy żyli razem na tej ziemi, odbudowując się i budując swoje wspólne szczęście i wspólną siłę, która pozwoli się oprzeć każdemu niebezpieczeństwu, a którą każdy będzie się bał w przyszłości zaatakować i będzie się bał jej zagrozić”.

Jak to skomentował – znów na Telegramie – Miedwiediew? „Prezydent Andrzej Duda oficjalnie potwierdził roszczenia terytorialne wobec Ukrainy. Maski zostały zrzucone. Zadeklarował, że przez dziesięciolecia, a nawet stulecia, nie będzie granicy między Polską a Ukrainą”. Rosyjski polityk przekonuje, że Polska „spragniona jest ziemi”. I znów czytamy o „bólach fantomowych dawnej wielkości”, rzekomo nękających Polaków od kilku stuleci. „Zadanie jest proste - odzyskać upragnione ziemie historyczne, pod przykrywką agresywnej antyrosyjskiej retoryki i fałszywych mantr o wspólnym szczęściu z "bezgraniczną" Ukrainą. Aby pomścić liczne rozbiory Polski” - napisał Miedwiediew.

Niewątpliwie nie jest przypadkiem, że „polskiego wątku” Miedwiediew (i generalnie Rosjanie) używają jako jednego z instrumentów przeciwko Ukrainie. Stąd mowa o niecnych zakusach Polaków na Lwów ukrywanych pod przykrywką pomocy dla walczącego sąsiada. Stąd też sugestie, że rządzący w Kijowie „reżim” to jedynie marionetki Zachodu i w razie potrzeby oddadzą zachodnią Ukrainę Polsce. Motyw nieudolnych przywódców ukraińskich pojawił się już zresztą – jako myśl przewodnia – w głośnym artykule opublikowanym przez rosyjski dziennik „Kommiersant” w październiku 2021 roku. Miedwiediew ostro zaatakował w nim przywódców Ukrainy, nazywając ich "słabymi", "niesamodzielnymi" i skorumpowanymi, dodając, że nie ma sensu z nimi negocjować. Posiadającego żydowskie korzenie Zełenskiego, opisał jako oddanego "najbardziej wściekłym siłom nacjonalistycznym”.

Pupil Obamy
Oczywiście epitety i ahistoryczne teorie to nie tylko domena Miedwiediewa. O nie. W Rosji jest wielu innych takich specjalistów, nawet „lepszych”. Ale to właśnie w przypadku byłego prezydenta taki język razi najmocniej. Wszak w 2008 roku, gdy decyzją Putina, przywódcą Rosji został Miedwiediew, od kilku lat nadzieja miejscowych liberałów dążących do demokratycznych zmian, wielu dało się nabrać, że idzie nowe. Nie tylko w Rosji zresztą. Wybór Miedwiediewa przez Putina, zamiast byłego oficera KGB Siergieja Iwanowa „zasygnalizował możliwość nowego, bardziej liberalnego okresu w rosyjskiej polityce, a niektórzy mieli taką nadzieję” - pisał Michael McFaul, ambasador USA w Moskwie w latach 2012-14, w swoim pamiętniku "Od zimnej wojny do gorącego pokoju". Miedwiediew "mówił w bardziej wyrafinowanym stylu po rosyjsku niż Putin i wydawał się bardziej zorientowany na idee zachodnie, a przynajmniej zaznajomiony z nimi" – napisał McFaul, co teraz przypomina portal RFE/RL.

Trochę to przypominało fascynację Michaiłem Gorbaczowem w latach 80. XX w. Czy nawet – choć krótką, bo długo nie zasiadał na Kremlu – Jurijem Andropowem. Mentorem Gorbaczowa zresztą. Wystarczyło, że miał rzekomo uwielbiać whiskey i jazz… Trochę takie życzeniowe myślenie pojawiło się też w 2008 r. W przeciwieństwie do swego rywala Siergieja Iwanowa oraz swego patrona Putina, Miedwiediew nie wywodził się z KGB. Był też znacznie młodszy od dwóch wspomnianych. To miało oznaczać, że ma pozytywniej postrzegać Zachód i nie traktować upadku ZSRR jako katastrofy. Tymczasem puszczono mimo uszu – jeszcze przed wyborem Miedwiediewa – słowa Putina, że jego ziomek z St. Petersburga i też szef wcześniej kampanii wyborczej, może z czasem być twardszy od niego. Jak dziś wiemy, sporo było w tym przesady. Ale sygnałem alarmowym powinny mieć wydarzenia, jakie nastąpiły raptem trzy miesiące po zaprzysiężeniu Miedwiediewa. A więc napaść na Gruzję.

Zachód nie wyciągnął z tego powodu konsekwencji wobec Rosji, zaś chwilę potem prezydentem został Barack Obama. Tuż po jego zaprzysiężeniu, zastępca, wiceprezydent Joe Biden jako pierwszy przedstawił koncepcję resetu stosunków Zachodu z Rosją. Tym bardziej, że Miedwiediew robił dobre wrażenie na kolejnych rozmówcach światowych. Zaczął też wprowadzać pewne zmiany w kraju. Swoją wizję polityczną zaprezentował we wrześniu 2009 r. W artykule prasowym określił demokrację rosyjską jako "kruchą" i taką, którą "trzeba chronić". Wezwał do dialogu ze społeczeństwem obywatelskim. Apogeum resetu to 2010 rok. Podpisanie z Obamą w 8 kwietnia (dwa dni przed katastrofą smoleńską) układu o redukcji broni jądrowej New START, a w czerwcu podróż do USA i m.in. wizyta w Dolinie Krzemowej, którą wykorzystał Miedwiediew do promowania pomysłu „rosyjskiej Doliny Krzemowej”.

Dom spokojnej starości
Relacje zaczęły się powoli psuć już na początku 2011 r. Arabska Wiosna objawiła spięcia i konflikty interesów Rosji i USA. Na dodatek Putin wściekł się na Miedwiediewa, że nie zablokowano interwencji NATO w Libii. We wrześniu 2011 było już jasne, że era „liberała” na Kremlu dobiega końca. Niedługo potem Putin oskarżył USA o inspirowanie i wspieranie wielkiej fali protestów w Rosji (jak dotąd największej w epoce putinowskiej) po tym, jak sfałszowano wybory parlamentarne i zapowiedziano powrót Putina na Kreml. Pozornie dla Miedwiediewa nie było to porażką. Wszak zamienił się tylko stanowiskami z patronem i nadal mieliśmy tandemokrację.

Aż osiem lat! Z każdym kolejnym rokiem Miedwiediew zużywał się jednak politycznie w fotelu premiera. Gdy Putin i generałowie pławili się w chwale i cieszyli oko słupkami poparcia po aneksji Krymu (2014), to Miedwiediew był „zderzakiem” przyjmującym negatywne skutki wszelkich decyzji Kremla. Gdy w 2018 roku podniesiono wiek emerytalny i podatek VAT, trudno było w Rosji znaleźć bardziej niepopularnego polityka. W końcu przyszedł styczeń 2020 i wymiana rządu, a właściwie tylko części ministrów, a przede wszystkim premiera. Nowym został Michaił Miszustin, zaś Miedwiediew na pocieszenie dostał stworzoną specjalnie dla niego funkcję wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa FR. Trafił więc na stanowisko czysto tytularne, na dodatek zarządzane przez siłowików, z którymi od lat pozostawał w nie najlepszych, delikatnie rzecz ujmując, relacjach. Żartowano, że Putin zaoszczędził mu aktywnej emerytury, ale od razu wysłał do domu spokojnej starości.

Były prezydent, były wieloletni premier, nieformalny lider „liberałów” w elicie władzy, szybko zaczął tracić wpływy, a właściwie ich resztki. Jego sojusznicy w biznesie zaczęli nawet trafiać za kratki. Polityczni towarzysze byli odsuwani od wpływu na cokolwiek ważnego. Sam Miedwiediew, choć już od pewnego czasu w cieniu, wciąż pozostawał skrajnie niepopularny. Do tego stopnia, że będąc formalnie liderem rządzącej partii Jedna Rosja, decyzją Putina wypadł z czołówki listy krajowej. Lokomotywami wyborczymi we wrześniu 2021 r. byli Siergiej Ławrow i Siergiej Szojgu.

Myśliwi i zwierzyna
Począwszy od tego czasu Miedwiediew stara się powrócić w centrum uwagi, wygłaszając ostre, jastrzębie wypowiedzi, które są zgodne z retoryką telewizji państwowej. W ostatnich miesiącach, gdy Putin zawęził swój krąg wewnętrzny do garstki twardogłowych, rozpoczął inwazję na Ukrainę na dużą skalę i podniósł poziom represji w Rosji na nowy poziom, Miedwiediew robił wszystko, by - przynajmniej werbalnie - pozostać w łaskach swojego patrona. Wszak to Putinowi zawdzięcza swoją karierę polityczną i wielki majątek.

Problem w tym, że nawet w obecnej sytuacji w Rosji, gdy dosłownie wszyscy licytują się na ostrość antyukraińskich i antyzachodnich wypowiedzi, taka postawa Miedwiediewa nie wygląda wiarygodnie. Co innego, gdy gromami rzucają generałowie i nacjonaliści, szefowie służb czy weteran Striełkow vel Girkin, różni Sołowjewowie i Kisieljowowie. Dima, jak o nim mówią, mający wizerunek technokraty i liberała, ze swymi wypowiedziami choćby atakującymi Polskę, wygląda wręcz śmiesznie. Ale to nie jest ważne. Ważne, by nawet nie tyle utrzymać się w politycznej grze (nie mówiąc o odzyskaniu zaufania Putina), co zapewnić sobie bezpieczeństwo. Pewnie i jego zmroziło przemówienie Putina z marca, w którym stwierdził, że w kraju istnieje "piąta kolumna zdrajców narodowych" i że Rosjanie "zawsze będą w stanie odróżnić prawdziwych patriotów od szumowin i zdrajców".

Wiadomo, gdzie w pierwszej kolejności szuka się „zdrajców”. I nie są to na pewno ani armia, ani służby specjalne. Jastrzębie mogą podejrzewać Miedwiediewa i jego współpracowników o to, że nie w pełni popierają wojnę, co może uczynić go "atrakcyjnym" celem ataków. Poważnym sygnałem ostrzegawczym dla wiceszefa Rady Bezpieczeństwa FR powinna być historia jego byłego bliskiego doradcy Arkadija Dworkowicza. Najpierw jakiś szeregowy deputowany Jednej Rosji oskarżył go o „zdradę narodową”, bo Dworkowicz wyraził zaniepokojenie wojną. Wkrótce potem ustąpił ze stanowiska prezesa Fundacji Skołkowo. Napięcie na dworze Putina rośnie z każdym tygodniem. Sankcje i koszty wojny już pomniejszają gospodarkę i majątki różnych oligarchów i polityków. Brutalna walka o kurczący się tort już ruszyła. W tym politycznym polowaniu myśliwymi są siłowicy, wszyscy pozostali to zwierzyna. Czy Miedwiediew jest w stanie przekonać kogokolwiek, że jest myśliwym, a nie zwierzyną?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Witold Waszczykowski o stałej obecności armii USA w Polsce

Wideo

Materiał oryginalny: Był pupilem Zachodu, dziś brutalnie atakuje Polskę. Jak Dima zmienił się w jastrzębia - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Express Ilustrowany
Dodaj ogłoszenie