Burze w Łodzi, zalane ulice. Łódź podwodna, czyli... pokochajmy ulewy?

Krzysztof Spychała
Krzysztof Spychała
W ubiegłym tygodniu, w czwartek 18 czerwca po południu, Łódź utonęła. Wystarczyła kilkunastominutowa ulewa, by przez miasto nie dało się nie tylko przejść suchą stopą, ale i przejechać.

Stanęły tramwaje, autobusy brnęły przez gigantyczne rozlewiska, a auta osobowe próbowały je ominąć, jadąc po chodnikach i trawnikach. Tradycyjnie zalana została ul. Legionów pod wiaduktem kolejowym, ale utonęło również skrzyżowanie Gdańska/Legionów czy al. Włókniarzy/Lutomierska i al. Piłsudskiego w okolicach Wodnego Rynku. Psioczyli kierowcy, którzy próbę sforsowania rozległych bajor przypłacili zalaniem silnika lub – gdy mieli więcej szczęścia – jedynie koniecznością wysuszenia samochodowych dywaników. Psioczyli piesi, bo albo na długie minuty utknęli w tramwaju, albo próbowali wrócić piechotą do domu po kostki, a miejscami po kolana w wodzie. I zadawali sobie pytanie, co jest nie tak z łódzką kanalizacją, że z deszczem sobie nie radzi.

Tyle samo nie znaczy tak samo

Z danych, które uzyskaliśmy z Łódzkiej Spółki Infrastrukturalnej, dysponującej osiemnastoma deszczomierzami rozstawionymi w mieście, wynika, że urządzenie w ogrodzie Pałacu Poznańskiego przy ul. Ogrodowej (a więc nieopodal zatopionej ulicy Gdańskiej) odnotowało, iż owego feralnego czwartku spadło w tym rejonie 27 milimetrów deszczu. Tyle samo wyniósł opad 11 maja br i wtedy nie działo się nic. Skąd więc wziął się potop miesiąc później?

Burze w Łodzi, zalane ulice. Łódź podwodna, czyli... pokochajmy ulewy?

– Intensywna faza czwartkowej ulewy trwała mniej niż 15 minut – tłumaczy Piotr Wierzbicki z ŁSI, który i zawodowo, i naukowo na PŁ zajmuje się problematyką odprowadzania wód opadowych i zjawiskiem tak zwanych powodzi miejskich. – Majowy opad rozłożył się natomiast na całą dobę. Deszczu spadło tyle samo, ale istotna była jego intensywność.

Jak wyjaśnia, istnieją matematyczne modele, opracowane kilkadziesiąt lat temu przez prof. Pawła Błaszczyka (i nieco obecnie zmodyfikowane), które określają, ile wody powinna przyjąć miejska kanalizacja. Ta norma wynosi 132 decymetry sześcienne (litry) w ciągu sekundy na hektar powierzchni.

– Tymczasem w czwartek średnie natężenie opadu wynosiło 226 dm sześc/s na ha, a podczas pięciominutowej najintensywniejszej fazy aż 327 litrów – mówi Piotr Wierzbicki. – Zgodnie z metodą wyznaczania prawdopodobieństwa opadów, opracowaną przez prof. Pawła Błaszczyka w połowie XX wieku, deszcz w tak intensywnej fazie może wystąpić raz na 25 lat! Żadne miasto nie buduje kanalizacji, która byłaby w stanie przyjąć taką ilość deszczu. Zresztą po nawalnym czwartkowym deszczu w ciągu godziny prawie nie było śladu, więc kanalizacja spełniła swoją rolę – dodaje.

Łódź na rzekach i ich dolinach stoi

Problem leży, zdaniem Piotra Wierzbickiego i wielu innych specjalistów zajmujących się tą tematyką, zupełnie gdzie indziej i polega głównie na „uszczelnieniu” lub dosadniej – zabetonowaniu – miast. Starsi łodzianie zapewnee pamiętają, że jeszcze w początkach lat 70. ubiegłego wieku za krańcówką tramwajową przy ul. Bratysławskiej zaczynały się uprawne pola – dziś w kilkuset retkińskich blokach mieszka ponad 70 tysięcy osób. Po przeciwnej stronie miasta wyrosły kolejne gigantyczne osiedla: Widzew Wschód, Olechów i Janów. Na północy – Radogoszcz Zachód i Wschód, na południu blokowiska na Chojnach. A wraz z nimi ulice, chodniki, parkingi dla samochodów. Dziś centra handlowe wciskają się w pozostałe jeszcze wolne przestrzenie, a deweloperzy zabudowują kolejne działki, które były pozostałościami ogrodów przynależnych do posesji. Mówiąc krótko: kiedyś ulewa miała gdzie wsiąkać lub spłynąć, teraz z asfaltu, brukowej kostki i granitowych płyt trafia bezpośrednio do kanalizacji.

– Stale pogarszamy możliwość rozprowadzania wody opadowej – mówi Wierzbicki. – A przecież można stosować ażurowe płyty do utwardzenia miejsc dla aut i dbać, by kolejnym apartamentowcom towarzyszyło powstawanie choćby niewielkich terenów rekreacyjnych,

wchłaniających przy okazji nadmiar wody.

Tej w Łodzi u zarania jej burzliwego rozwoju było pod dostatkiem w postaci rzeczek, strumieni i strug. Dzięki nim urosła do rangi włókienniczej potęgi. Dziś gołym okiem dostrzec można fragmenty zaledwie kilku: Łódki w Parku Ocalałych, Jasienia, Olechówki, Bałutki, Karolewki czy Sokołówki. Reszta płynie pod ziemią lub zanikła. Ale pozostały po nich zabudowane dziś domami dawne doliny, które swoje istnienie ujawniają właśnie podczas takich nawałnic jak czwartkowa.

– Naturalnych obniżeń po dawnych rzekach jest w Łodzi blisko sto – uzupełnia Miłosz Wika z Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. – Przed zapowiadaną burzą nasi pracownicy czyszczą osadniki wpustów do kanalizacji deszczowej, zwłaszcza te, gdzie zazwyczaj powstają rozlewiska.

Zaklinanie deszczu nie pomoże ani wieszanie psów na Zakładzie Wodociągów i Kanalizacji, że w porę nie oczyścił wszystkich 20 tysięcy ulicznych wpustów, zatykanych zresztą nagminnie fruwającymi po ulicach foliowymi torbami i zwałami innych śmieci oraz skoszoną trawą.

– Z jednej strony mamy suszę hydrologiczną, a z drugiej ulewy traktujemy jako dopust boży – dodaje Piotr Wierzbicki. – Rozwiązaniem problemu może być rozproszona retencja. Kiedyś na każdej działce pod rynną stała beczka z wodą i łapała deszczówkę, a nasze babcie były zachwycone, że mogą umyć w niej włosy czy podlać ogródek. Dziś byłoby to trudne, bo mieszkamy w blokach, ale tam, gdzie to możliwe, powinny powstawać oczka czy zbiorniki mogące przechwycić i zatrzymać deszcz, aż opadnie kulminacyjna fala w miejskich kanałach.

Takie obiekty powstały w ostatnich latach np. w dolinie Łódki przy ASP i w dolinie Sokołówki przy ul. Zgierskiej. W tych miejscach po ulewach występowały podtopienia, a dzisiaj silny opad po prostu odbierają nowe stawy. Budowanie podziemnych zbiorników retencyjnych musi stać się regułą przy nowo wznoszonych inwestycjach.

– Zamiast narzekać na deszcz, powinniśmy go polubić. I jak najlepiej zagospodarować

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

jakiś idiota wymyślił "oczka wodne" a pacynka kaczki to podchwyciła na polecenie prezesa i mają dawac 5tys zł na oczka siedliska zarazków i chorób...

G
Gość

Racja

Dodaj ogłoszenie