1/4 Zamknij

Właściciele najmniejszych firm boją się, że nie przetrwają do zakończenia obostrzeń. Zysków nie mają, lub symboliczne, a opłaty nadal wysokie.Agnieszka

archiwum rodzinne

Następne
Przeglądaj również za pomocą strzałek na klawiaturze Następne

Właściciele najmniejszych firm boją się, że nie przetrwają do zakończenia obostrzeń. Zysków nie mają, lub symboliczne, a opłaty nadal wysokie.

Agnieszka Szychowska przy ul. Zielonej prowadzi sklep z bielizną, od 3 tygodni jest zamknięty. Z lękiem myśli o tym, co czeka ją w najbliższej przyszłości. Zatrudnia pracownicę, a do niedawna miała także stażystkę. W sklepie ma zgromadzoną bieliznę na wiosnę, a producenci nie odraczają płatności. Kostiumy kąpielowe, które zawsze sprzedawała, odmówiła. Wyjazdów na wakacje pewnie w tym roku nie będzie.

- Jest dramatycznie – mówi. - Pracownica jest na urlopie za ten rok, ale ten wkrótce się jej skończy. Może otrzymam z Tarczy Antykryzysowej 40 proc. do jej wynagrodzenia, ale mnie jako szefowej ono nie przysługuje. Będzie mi się należała pożyczka w wysokości 5 tys. zł, o ile przez pół roku nie zwolnię pracownika, ale przecież to kropla w morzu potrzeb. Zasypiam i budzę się myśląc, jak wyjść obronna ręką z tej sytuacji bez wyjścia.

NA ZDJĘCIU: Agnieszka Szychowska zamknęła sklep z bielizną. Bije się z myślami co powinna zrobić, aby jej biznes przetrzymał epidemię.

WIĘCEJ NA KOLEJNYM ZDJĘCIU



Wróć do artykułu

Najnowsze wiadomości

reklama

Polecamy