Bilet do kina: „Małe stłuczki” [RECENZJA, ZWIASTUN]

Renata Sas

Wideo

Zobacz galerię (3 zdjęcia)
Coś z magii kina Zelenki i liryki Jakimowskiego. „Małe stłuczki” Ireneusza Grzyba i Aleksandry Gowin, absolwentów Wydziału Montażu łódzkiej PWSFTviT, to debiut robiący wrażenie. Szybko się o nim nie zapomina. Jest parę powodów, żeby pobyć z trojgiem bohaterów...

Asia (Helena Sujecka) i Kasia (Agnieszka Pawełkiewicz) razem pracują. Likwidują mieszkania po zmarłych. Kamera patrzy na kolejne bibeloty, szklane rybki, książki. Część przedmiotów wyrzucą, inne zabiorą, by dać im drugie życie, wystawiając na pchlim targu. Nie roztkliwiają się nad tym, co pewnie dla kogoś miało znaczenie, co mówią bliscy – łatwo o uśmiech, gdy mężczyzna opowiada o żonie zadźganej nożem, kiedy poszła po psi smalec.

NA PLANIE "MAŁYCH STŁUCZEK" - ZOBACZ FILM

Współlokatorki żyją według swoich reguł. Najważniejsza: nie wolno dotykać Asi, bo jak twierdzi, wtedy może się zdarzyć nawet koniec świata. Dla Kasi, która się w niej kocha i patrzy na nią oczami zranionej sarny, to ciężka próba. Naraz, całkiem przypadkowo, w świat dziewczyn wchodzi Piotr (Szymon Czacki). Pracuje w fabryce pudełek. Ubrany w biały kombinezon mechanicznie wykonuje te same czynności. Jest samotny. Po siedmiu latach rozwiódł się z żoną.

Troje outsiderów stworzy dziwny trójkąt. Mają swój kosmos, wiodą życie oderwane od terroru terminów, napięć, zamierzeń. Wyobrażenie o przyszłości najbardziej obrazowo sięga planowania własnej śmieci. Niezmącony zdaje się spokój, który na chwilę może zakłócić tylko kolejna awaria starego opla, ale i to można oswoić, urządzając zdezelowanej maszynie pogrzeb. Nad wszystkim, co mówią i robią unosi się nastrój melancholii, z której trudno się ocknąć. Młodzi ludzie są razem, powstały trójkąt powinien w końcu obudzić emocje, prowokować do dokonywania wyborów. Tymczasem wszystko toczy się w rytmie, któremu ani kalendarz, ani budzik (sprzedany za 5 zł), nie jest potrzebny, a uczucia zdają się zostawać poza wyobraźnią.

W „Małych stłuczkach” nie ma życiowych katastrof, wstrząsających konfliktów, a ułamki wrażeń, małe zderzenia z rzeczywistością to tylko stłuczki. Młodzi potłuczeni, pokonani przez własną wrażliwość, podskórnie bronią się przed samotnością... Jest w tym filmie surrealizm i antykomedia romantyczna, gorzki humor i smutna poezja.

Wszystko, co niesie kameralna, niedopowiedziana opowieść, dosadne jest wyłącznie w obrazie scenerii. Koszmarne domy i zaułki, upiorne mieszkania zdają się oprawą do horroru. W ostatnich ujęciach, gdy zjawia się plac Wolności z Kościuszką i kamera zatrzyma się na taksówce z dużym logo „Expressu”, nie ma wątpliwości: to nie uniwersalne miejsce akcji, ale Łódź w przeraźliwej, widmowej odsłonie. Smutno zrobi się zwłaszcza przywykłym już do miejskich laurkowych widoków miasta serwowanych w „Komisarzu Aleksie”. Co nie znaczy, że filmu nie warto obejrzeć. (98 min)

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie