Arsenał broni Zdzisława Mandalińskiego z Łodzi [ZDJĘCIA]

Edward Mazurkow
Łukasz Kasprzak/Edward Mazurkow
Rozmawiamy ze Zdzisławem Mastalińskim, jednym z największych łódzkich kolekcjonerów broni palnej, licencjonowanym zawodnikiem i sędzią strzeleckim.

Ile sztuk broni ma pan w domu?

Trzydzieści sześć, ale jeszcze nie tak dawno miałem czterdzieści trzy jednostki. Kilka odsprzedałem, gdyż na oku mam kilka sztuk broni wyprodukowanej w czasach drugiej wojny światowej, m.in. pistolet maszynowy MP 43, zwany schmeisserem. Do celów sportowych posiadam 12 pistoletów, karabinków i strzelb. Broni kolekcjonerskiej mam 24 sztuki.

Co pana tak pociąga w starej broni?
Związana z nią historia i jakość wykonania. Broń, którą posiadam w swoich zbiorach, jest sprawna technicznie i, co jest bardzo ważne dla każdego kolekcjonera, zgodna numerycznie. Nie była remontowana i posiada oryginalne części. Która jest najcenniejsza?

Jednym z ciekawszych eksponatów jest liczący ponad 120 lat pistolet Mauser C96, zwany komisarzem. W te pistolety byli uzbrojeni oficerowie armii niemieckiej podczas I i II wojny światowej, a także komisarze Armii Czerwonej. W serialu „Czterej pancerni i pies” Janek Kos otrzymał taki pistolet od starszego sierżanta Czernousowa. Cennym eksponatem jest również karabin maszynowy piechoty Diegtiariowa DP, wzór 1928, z magazynkiem talerzowym. Brał on udział w walkach na froncie wschodnim. Dużą wartość ma także pistolet maszynowy PPSz z 1941 r. i niemiecka strzelba myśliwska z 1893 roku.

To raczej drogie zabawki?
Kolekcjonowanie broni jest drogim hobby. Strzelba, o której wspomniałem, jest warta kilkanaście tysięcy złotych. W podobnej cenie jest również Mauser C96 z drewnianą kolbokaburą. Diegtiariew jest tańszy.

Arsenał broni Zdzisława Mandalińskiego z Łodzi [ZDJĘCIA]

Kiedy połknął pan tego bakcyla?
Jako chłopak w latach 70. ubiegłego wieku. Wówczas mój ojciec pracował jako lekarz w jednostce wojskowej w Orzyszu, gdzie znajduje się duży poligon. Gdy miałem jedenaście lat zabrał mnie nastrzelnicę poligonową. Wtedy po raz pierwszy strzelałem z pistoletu TT wz. 33, P-64 i kałasznikowa. Tę broń też mam w swoich zbiorach.

Kiedy zaczął pan strzelać zawodniczo?
Na początku lat 90. ubiegłego wieku. Początkowo strzelałem statycznie z broni małokalibrowej. Później zacząłem trenować strzelanie dynamiczne. Strzelałem z karabinka Heckler & Koch HKSL8 z celownikiem holograficznym, strzel-by Benelli Supernova 12/89 i pistoletu CZ 75 Taktical Sport kal. 9 mm Para. Ten pistolet zasługuje na szczególną uwagę. Ma bowiem wyjątkowo delikatny spust, który wpływa na osiągnięcie ponadprzeciętnej precyzji.

Na czym polega strzelanie dynamiczne?
Na zniszczeniu w ruchu 30--40 celów z różnej broni, tj. karabinka, pistoletu i strzelby. Trzeba to zrobić w czasie poniżej 100 sekund. Żeby utrzymać to tempo, trzeba oddać pięć celnych strzałów w trzy sekundy.

Ma pan wtedy czas, żeby złożyć się do strzału i doładnie wziąć cel na muszkę?

W ciągu roku wystrzeliwuję około 8 tys. sztuk amunicji. Mam więc dobrze wytrenowaną pamięć mięśniową. Najczęściej strzelam mając otwarte oczy. Strzelając z pistoletu nie mrużę drugiego oka, gdyż muszę obserwować przyrządy celownicze i tarcze. Ze strzelby mierzę po lufie.

Ile trzeba ćwiczyć, żeby dojść do takiej wprawy?
W zależności od predyspozycji kilka lat. Trzeba bowiem nauczyć się wykonywać niektóre czynności automatycznie, np. wymiany magazynka i ładowania strzelby nabojami. Ja potrafię naraz załadować strzelbę czterema nabojami trzymanymi w ręku.

Zdarza się, że podczas takich zawodów padnie niekontrolowany strzał?
Nawet często. Ostatnio, gdy sędziowałem zawody, jeden z doświadczonych strzelców, po zakończonej konkurencji, przeładował broń, wyjął magazynek i zameldował, że skończył strzelanie. Oddał strzał kontrolny. Huknęło jak z armaty. Na szczęście karabinek miał skierowany w stronę kulochwytu. Został zdyskwalifikowany.

Zobacz też:

Wideo

Dodaj ogłoszenie