Antkowiak: Złoty pociąg? Nie ma większego skarbu niż archiwum XVII Armii Wehrmachtu

Adam Willma
Fot. Mariusz Kapala / Gazeta Lubuska
- Nie ma większego skarbu niż archiwum XVII Armii Wehrmachtu. To właśnie w tym zbiorze są wszelkie szczegółowe informacje na temat ukrytych skarbów. Kto zdobędzie to archiwum, będzie miał czarno na białym lokalizację skarbów - mówi Włodzimierz Antkowiak, pisarz i poszukiwacz skarbów z Torunia, w rozmowie z Adamem Willmą.

Zaskoczyło pana odkrycie pod Wałbrzychem?
Trudno mówić o odkryciu, bo na razie nie stoją za nim żadne materialne dowody. Złotych pociągów jest w Polsce kilka lub kilkanaście (przynajmniej tyle jest legend). Co jakiś czas ktoś czuje zew i rusza na poszukiwania. Najbardziej zdumiewa mnie to, że tegoroczne poszukiwania zostały tak bardzo nagłośnione. Bo co w tej sprawie jest nadzwyczajnego?

Jak to co? Złoto.
Poprzednio też poszukiwano złota. Tego złota jest mnóstwo, ale na razie tylko w opowieściach.

Z historycznego punktu widzenia odnalezienie pociągu wypełnionego złotem i kosztownościami jest realne?
Jeśli ma pan na myśli legendarne 300 ton złota - absolutnie nie. Nie można wykluczyć, że jest gdzieś ukryty pociąg, bo do kapitulacji ten obszar był w okrążeniu i Niemcy do końca mogli tu robić, co chcieli.

Można było ukryć pociąg?
To akurat jak najbardziej możliwe. W okolicach Wałbrzycha istniały techniczne możliwości ukrycia takiego pociągu, bo teren jest tam cały pocięty szybami i sztolniami po kopalniach z różnego czasu. Informacje o lokalizacji tych kopalń Niemcy mieli z archiwum Oberbergamtu, czyli Wyższego Urzędu Górniczego, który znajdował się we Wrocławiu. Tam były piękne, precyzyjne plany, więc potencjalnych skrytek było mnóstwo.

Po wojnie zbierano zeznania niemieckich żołnierzy w sprawie ukrywania kosztowności. Co z tych zeznań wynika.
Ta wiedza była ograniczona do wąskiego kręgu. Informacje takie zbierali Rosjanie, ale również niemieckie służby federalne. Część oficerów odmówiła im udzielenie informacji na temat ukrytych ładunków. Do jednej z takich skrytek próbowali dotrzeć Rosjanie, ale okazało się, że wejście jest zaminowane i doszło do wybuchu

Trzeba pamiętać, że nie mamy żadnej pewności, czy - nawet jeśli rzeczywiście jest jakiś pociąg - jest on załadowany kosztownościami. Równie dobrze mogą być w nim metale przemysłowe.

Ale transport z kosztownościami rzeczywiście wyjechał z Wrocławia.
Tak, rozmawiałem o tym z Herbertem Klose z prezydium niemieckiej policji, który po wojnie pozostał w Polsce. Klose zeznawał po wojnie w sprawie tego ładunku. Według niego skrzynie przechowywane były z początku w prezydium policji. Najpierw w piwnicach, później również w celach miejscowego aresztu. Stamtąd odbierały je ciężarówki. Klose podpisywał rozkazy wyjazdów, ale nigdy nie wiedział, w jakie miejsce kierowany jest transport.

Skąd te skarby?
Ze skarbców bankowych, z wrocławskich zakładów jubilerskich i z depozytów składanych przez prywatne osoby. Wszystko to miało być chronione w razie ewentualnej kapitulacji Wrocławia. Trzeba mieć na uwadze, że nikt nie kalkulował wówczas, że Wrocław może zostać odebrany Niemcom. Cała zawartość skrzyń została dokładnie opisana przed wywiezieniem.

I trafiła do którejś ze sztolni?
Złoto raczej nie. Klose powiedział mi, że "złoto szło w ziemię". Nie ukrywano go w podziemiach, bo zasypane korytarze były zbyt wątpliwym zabezpieczeniem. Kryjówki w ziemi były pewniejsze. Pewne jest natomiast, że spekulacje o 300 tonach złota nijak się mają do rzeczywistości. Tyle złota nie było w całym Wrocławiu. Jeśli czegoś warto szukać, to nie złota.
Ale dzieł sztuki?
Oczywiście. Z całą pewnością czekają jeszcze na odkrycie depozyty muzealne. Ukryte zostały dzieła sztuki i zabytki z 60 regionalnych muzeów, z których niektóre były rzeczywiście zasobne.

Słyszał pan, żeby ktoś wzbogacił się na poszukiwaniach w Polsce?
Krążą różne legendy. Wiadomo, że ludzie znajdowali różne skarbczyki przydomowe - przedmioty zakopywane przez uciekających Niemców. Większość z nich nie przedstawia większej wartości, choć bywało, że ktoś znalazł szkatułkę z biżuterią. Ale skrzynia ze złotem? Nigdy nie słyszałem o takim znalezisku. A co dopiero pociąg ze złotem!

Koper i Richter, którzy zgłosili odkrycie, to ludzie mało wiarygodni?
Zdumiewająca jest dla mnie propozycja tych poszukiwaczy - żeby konserwator sam zbadał prawdziwość lokalizacji. Gdyby rząd miał na koszt podatnika sprawdzać wszystkie lokalizacje wskazywane przez poszukiwaczy, to niczym innym nie mógłby się zajmować. W tym środowisku może pan usłyszeć wszystko. Jednak z grup twierdziła, że ma z Watykanu zlecenie na szukanie grobu Matki Boskiej (śmiech)
Proszę zauważyć, że poszukiwania powinny być prowadzone po uzyskaniu zezwolenia konserwatora zabytków. A przecież te poszukiwania prowadzone były nawet przy użyciu sprzętu geofizycznego! Tymczasem minister nie krył zaskoczenia i zachwytu. Ręce opadają. Jakby tego było mało, wydruk z georadaru jest ewidentnym fotomontażem. Można też mieć wątpliwości, skąd wzięły się informacje tych panów. Bez wątpienia skorzystali z wiedzy i map Tadeusza Słowikowskiego, emerytowanego górnika, który "złotego pociągu" szuka od dziesiątków lat.

Być może jednak całe to zamieszanie ułatwi w przyszłości pracę innym poszukiwaczom.
Nie wiadomo, czym to się skończy. Mam obawy, jak te wydarzenia wpłyną na moją sprawę, z którą odbijam się od ministerstwa kilkanaście lat. Gdy słyszę z ust ministra, że zajmuje się sprawą, bo po raz pierwszy dostał wniosek na piśmie, ręce mi opadają. Tym bardziej że nie jestem jedynym, który składał pisma w tej sprawie.

Czego dotyczy pana wniosek?
Mam bardzo konkretny namiar pochodzący od byłego żołnierza SS z Niemiec. Poszukiwania prowadzę wraz z niemieckim przedsiębiorcą. Nieżyjący już esesman ujawnił dwa miejsca. Jedno - w fundamentach zburzonego w czasie wojny pałacu. Ta skrytka się potwierdziła - niestety została przez kogoś opróżniona, przez jakąś ekipę z Niemiec. Wiadomo nawet kiedy. Przyjechali z narzędziami i pracowali przez całą noc. Kucie było słychać w całej okolicy, ale nikt nie zareagował. Rano już nikogo nie było na miejscu.

Co się stało z drugą skrytką?
Do dziś nie została ujawniona. Znajdowała się w specjalnie wykutej sztolni. Pracowali przy niej więźniowie przywożeni w samochodzie pod plandeką, tak aby nie mogli zlokalizować miejsca. My wiemy, gdzie się ono się znajduje. Mój niemiecki partner był już nawet przesłuchiwany przez niemieckie służby federalne, miał też przeszukanie w domu i w biurze na okoliczność wiedzy o tej kryjówce. A więc Niemcy podchodzą do rzeczy poważnie. W przeciwieństwie do państwa polskiego.

Jakie są warunki przekazania konserwatorowi tej wiedzy?
Złożyliśmy do ministerstwa propozycję, że wskażemy lokalizację i weźmiemy na siebie koszty prac, jeśli rząd podzieli się z nami tym znaleziskiem po połowie. Reprezentuje nas w tej sprawie kancelaria prawna. Mamy już nawet propozycję realizacji filmu dokumentalnego od telewizji szwajcarskiej. Skądinąd zdarzyło mi się kiedyś, że prowadziłem poszukiwania za zgodą ówczesnego ministra i na miejscu cofnęła nas policja. Okazało się, że minister zmienił zdanie i stwierdził, że Niemcy (była ze mną ekipa telewizyjna) nie powinni wiedzieć, co skrywa u nas ziemia.
Czego konkretnie się spodziewacie?
Muzealiów. Wiadomo, że skrzynie wynoszone z ciężarówki były dość lekkie, więc można przypuszczać, że były to obrazy. Szczegółów jednak nie znamy. Jeśli polskie władze będą na tyle nierozsądne, żeby nie skorzystać z tej oferty, śmiem przypuszczać, że prędzej czy później sięgną po to Niemcy. Na razie zawartość tych ciężarówek od lat leży i gnije, bo Polski rząd nie jest w stanie w jakikolwiek sposób odpowiedzieć na naszą propozycję. Dostałem niedawno zdjęcie od jednego z poszukiwaczy. Na zdjęciu tylko puste skrzynki.

Ktoś był tam wcześniej. Ciekaw jestem, ile takich ładunków zaginie bez śladu, zanim władza pójdzie po rozum do głowy. Zgłaszało się do mnie wielu ludzi z Niemiec z propozycją współpracy przy poszukiwaniu skarbów. W jednym przypadku miała to być mała walizeczka, za odnalezienie której nie musiałbym do końca życia pracować. Chodziło prawdopodobnie o dokumenty. Ale nie da się tego w Polsce uczciwie i legalnie przeprowadzić.

Czego warto szukać w Polsce?
Nie ma większego skarbu niż archiwum XVII Armii. Większość tego archiwum została odnaleziona, ale nie odnaleziono dokumentów z kilku ostatnich tygodni przed końcem wojny. To właśnie w tym zbiorze są wszelkie szczegółowe informacje na temat ukrytych skarbów. Kto zdobędzie to archiwum, będzie miał czarno na białym lokalizację skarbów. Sądzę, że archiwum znajduje się bardzo blisko Wałbrzycha. Prawdopodobnie ukryto je w ostatnich godzinach przed przekazaniem terenów Rosjanom. Być może w Górach Wałbrzyskich albo w Górach Sowich. To jest prawdziwy skarb.

Wideo

Materiał oryginalny: Antkowiak: Złoty pociąg? Nie ma większego skarbu niż archiwum XVII Armii Wehrmachtu - Polska Times

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny
Nareszcie też mamy swój mit zaginionych skarbów! Da się pod to podłączać też całą masę zupełnie innych zdarzeń. Np. jak ktoś na Śląsku dostanie w lesie sraczki, bo się obeżre jagodami, to się przypadek opisze jak „klątwę złotego pociągu”, snując teorie o tajnej broni biologicznej firera,
która teraz „zabija”. Takie sensacje się dobrze sprzedają.
P
POparzony
I wszystko staje się jasne?
Dodaj ogłoszenie